Śnieżny raj po austriacku

Znajdziesz tu trasy łatwe i trudne, zmarzniesz na lodowcu i rozgrzejesz się w dolinie, poszalejesz na muldach i odpoczniesz na stoku z dziećmi. Kraj, którego ponad połowę zajmują najwyższe góry Europy, spełni zachcianki nawet najbardziej wymagających narciarzy.

Austria to dla miłośników białego szaleństwa prawdziwy raj. Sezon zaczyna się tu wczesną jesienią i kończy późną wiosną, a na niektórych lodowcach można jeździć nawet latem. Na dodatek można się na nie stosunkowo szybko dostać: z południowej Polski to nie więcej niż 500 km, a do Salzburga łatwo można także dolecieć czarterem. Kiedy już się dostaniemy, będzie na czym oko zawiesić, i nie chodzi tu tylko o same ośnieżone szczyty. W Austrii praktycznie nie uświadczy się betonowych hoteli i ośrodków wypoczynkowych. Goście mieszkają w przytulnych pensjonatach i apartamentach, wybudowanych w tradycyjnym stylu z charakterystycznymi spadzistymi dachami i drewnianymi zdobionymi fasadami, z których na stoki mogą dojechać skibusem. Znajdą na nich wszystko z wyjątkiem tłumów, a zmęczone szaleńczą jazdą ciało ukoją kubkiem aromatycznego grzanego wina (Glühwein - to słówko powinni wkuć wszyscy wyjeżdżający do Austrii). Brzmi zachęcająco? W takim razie ruszamy. Najpopularniejsze kierunki: Salzburg, Styria, Tyrol i Górna Austria.

Gondolą, tunelem i poza trasami

Tradycje narciarskie ziemi salzburskiej sięgają XIX w., a pierwsza kolejka w regionie ruszyła prawie 100 lat temu - w Zell am See. Dzisiaj ta miejscowość i nie mniej słynne Kaprun tworzą Europa-Sportregion, który co roku ściąga miliony narciarzy - rzeczywiście z całej Europy. Tutejsze trasy, które można przemierzać na wspólnym skipassie, liczą sobie 130 km, z czego znakomita większość jest łatwa albo średnio trudna. Jeśli w niższych partiach jest kiepsko ze śniegiem, zawsze można się wybrać wyżej - nawet na 3 tys. m, na lodowiec Kitzsteihorn pieszczotliwie nazywany ''Kicusiem''. Za to ze znacznie niżej położonego Schmittenhöhe rozciągają się piękne widoki, m.in. na Grossglockner, czyli najwyższą górę Austrii.

W Zell am See-Kaprun nie będą się nudzić także narciarze biegowi (wytyczono dla nich ponad 200 km tras), miłośnicy snowboardu (przygotowane snowparki), łyżwiarze i bojerowcy (mogą szaleć po zamarzniętej tafli jeziora). Można także wybrać się na sanki, pieszą wycieczkę na lodowiec, basen, saunę albo kort tenisowy.

Na pograniczu kraju salzburskiego i Styrii leży kolejne marzenie narciarzy - Ski Amade. Ten superregion narciarski, największy w całym kraju, składa się z połączonych wspólnym karnetem pięciu regionów: Salzburger Sportwelt, Schladming-Dachstein, Gastein, Hochkönig i Grossarltal. Razem to 270 wyciągów i 860 km zróżnicowanych tras! Dla przybliżenia skali: tylko jeden z regionów - Salzburger Sportwelt - składa się z ośmiu ośrodków, m.in. znanych Flachau i Radstadt. W tym pierwszym jest trasa zjazdowa alpejskiego pucharu świata, drugi jest prawdziwą mekką carvingowców i snowboardowców. Samo Radstadt to średniowieczne miasteczko ozdobione rzeźbami słynnych sportowców z uroczym rynkiem, od którego promieniście odchodzą ulice, przez niektórych nazywane ''perłą Ski Amade''. Na położonych wokół stokach coś dla siebie znajdą zarówno początkujący, jak i wymagający akrobaci.

Stoki dla każdego

Pomiędzy Zell am See i Zell am Ziller rozciągają się Alpy Kitzbühelskie - jedne z najpiękniejszych terenów narciarskich w Europie z wysokimi, ale łagodnymi szczytami. Na ich zachodnim końcu leży SkiWelt Wilder Kaiser (270 km nartostrad), który w ubiegłym roku zajął pierwsze miejsce w rankingu najlepszych regionów narciarskich świata stworzonym przez organizację Skiresort Service International. Niedaleko stąd do Kitzbühel zaliczanego do jednego z najbardziej renomowanych światowych ośrodków - znajduje się w nim słynna trasa Die Streif, na której rozgrywane są najbardziej prestiżowe zawody Pucharu Świata. To już rejon położonego wzdłuż doliny Innu Tyrolu, w którym sezon jest bardzo długi, a problemów ze śniegiem podobno nie ma nigdy. Gdzie jeszcze można w nim szusować? Nawet początkującym narciarzom na pewno dużo mówią nazwy takie, jak: Insbruck, Stubai, Hintertux, Zillertal czy Solden. Stubai to same ''naj'': największy narciarski teren lodowcowy w Austrii (110 km tras, po których można jeździć od września do czerwca), leżący najbliżej Innsbrucka u szczytu krętej doliny, z najwyżej położoną restauracją kraju (Jochdochle na wysokości 3150 m, z tarasu której przy dobrej pogodzie widać podobno Wenecję). Z dolnej stacji tłumy narciarzy wwożą dwie gondole - jedna jedzie na sam szczyt (ponad 3200 m), druga - do położonej niżej od niego bazy, z której kursują kolejne wyciągi. Co ciekawe, choć to lodowiec oprócz tras łatwych nie brakuje tu też trudniejszych przeznaczonych dla naprawdę doświadczonych miłośników ścianek, muld i kopnego śniegu. Te, które oznaczono znakiem rombu, nie są patrolowane i przygotowywane tylko z grubsza. Jeśli na lodowcu zbyt wieje, można wybrać się do któregoś z trzech mniejszych i położonych niżej ośrodków, pobiegać na nartach, pozjeżdżać na sankach (tory w dolinie Stubai liczą ponad 30 km) albo nawet polatać na paralotni. I to na tyle szaleństw - w miasteczkach w dolinie nie ma hałaśliwych centrów rozrywkowych, a pubów i dyskotek też nie za dużo.

Dość trudne trasy oferuje również lodowiec Hintertux, na którym można jeździć przez okrągły rok i na którym trenują niemal wszystkie reprezentacje alpejczyków. Jeśli komuś nie wystarcza jego 80 km tras, może kupić karnet obejmujący także trzy inne regiony doliny Ziller, w której jest położony - to już daje 245 km tras, w tym 72-kilometrowa Gletscherrunde. Z kolei cały Zillertal to prawie 650 km zjazdów, na dodatek bardzo pięknych widokowo. Atrakcje dodatkowe: snowparki, trasy biegowe, pyszny strudel jabłkowy i piwo z miejscowego browaru. Leżący również w Tyrolu Solden jest jedynym austriackim ośrodkiem z trzema zagospodarowanymi szczytami o wysokości ponad 3 tys. m (tzw. Wielka Trójka). Słynie z długiego, wykutego w skale pod granią tunelu, którym przejeżdża się na nartach z jednego na drugi tutejszy lodowiec. Samo miasteczko, położone ładnie w dolinie rzeki i zabudowane tradycyjną architekturą, tętni życiem do późnej nocy, a w jednej z sąsiednich miejscowości można zażyć kąpieli w aquaparku na świeżym powietrzu.

Z ziemią salzburską i Styrią, a także z Czechami i Niemcami, graniczy kolejna narciarska kraina: Górna Austria. Tutejsze ośrodki są bardziej kameralne, świetne na wypoczynek rodzinny. W czym mogą więc wybierać rodzice i dzieci? Oto kilka przykładów: Hochficht-Böhmerwald to zarówno łatwe zjazdy dla dzieci, jak i trasa sprawdzona w zawodach FIS oraz tor saneczkowy; ponieważ region znajduje się na pograniczu trzech krajów, można smakować kuchni iście międzynarodowej. Do położonego na płaskowyżu ośrodka Feuerkogel i jego hoteli można dostać się tylko kolejką gondolową. Z kolei leżący u stóp Dachsteinu Krippenstein jest jednym z najbardziej znanych i cenionych na świecie miejsc narciarstwa pozatrasowego, stawianym w tej ''konkurencji'' na równi z Cortina d'Ampezzo czy St. Moritz. Oferuje 30 km wariantów jazdy w śnieżnym puchu, rozległe przestrzenie do chodzenia w rakietach (można je wypożyczyć na miejscu), snowkiting, wspinaczkę lodową, a nawet jazdę psimi zaprzęgami. Wreszcie - Dachstein West, czyli ponad 70 wyciągów i 130 km tras, do których można dostać się zarówno z Górnej Austrii (idylliczne miasteczko Gosau), jak i ziemi salzburskiej. Rejon słynie z pięknych krajobrazów, spokojnej atmosfery i raczej łatwych tras odpowiednich dla całych rodzin.