Chopok, czyli wymarzony tydzień w górach za 294 Euro [RELACJA CZYTELNICZKI]

W tym roku postanowiliśmy udać się na ferie zimowe na Słowację na Chopok. W poprzednich latach byliśmy już we Francji (Les Orres) oraz w Austrii (Villach), jednak tym razem chcieliśmy pojechać gdzieś bliżej, żeby nie spędzać całego dnia (albo nawet kilku) na podróży. Chopok okazał się strzałem w dziesiątkę! Poniżej znajdziecie ceny, porady i informacje praktyczne.

Podróż

Zebraliśmy czteroosobową ekipę i ruszyliśmy samochodem. Można tam również dojechać pociągiem i autobusem, ale stwierdziliśmy, że może wcale nie będzie tak dużej różnicy w cenie, a możliwość dowolnego wyboru godziny rozpoczęcia podróży oraz jechanie spod domu prosto do celu sprawia, że jest to dużo przyjemniejszy środek lokomocji. Jadąc z Warszawy wybraliśmy trasę Krakowską i w zasadzie była ona dość pusta, korków nie było. Po przekroczeniu granicy polecamy trasę ciut dłuższą przez Dolny Kubin i Ruzomberok (tą wracaliśmy) niż przez Zuberec (trasa kręta, po górach, w pewnym momencie była tak zaśnieżona, że zastanawialiśmy się nad założeniem łańcuchów).

Nocleg

Za pośrednictwem internetu znaleźliśmy uroczą chatkę w Demanovskiej Dolinie (czyli bardzo blisko ośrodka narciarskiego Jasna). Chata, do której trzeba było podejść od głównej drogi ok. 5 min w górę, była ogrzewana kominkiem oraz piecykami elektrycznymi. Miała w pełni wyposażoną kuchnię, która była połączona barową ladą z resztą "izby", czyli jadalnią i salonem, w którym były bardzo wygodne kanapy. Oprócz tego w chacie znajdowała się łazienka, a na górze dwie sypialnie (w każdej po 3 łóżka). Wynajęcie całej chaty kosztowało ?70 za noc. Miejsc do spania było max. 6. Jak łatwo obliczyć, im więcej osób, tym korzystniejsza cena.

Jedzenie

Wiele osób obawia się, że ceny na Słowacji są wyższe niż w Polsce, bo tam jest Euro. My również nie ufaliśmy cenom, więc pewne zakupy zrobiliśmy w Polsce (wiedząc, że będziemy jechać samochodem i nie będzie problemem przewieźć kilka dodatkowych rzeczy). Resztę produktów postanowiliśmy kupować na miejscu (mleko, chleb, mięso, itp.). Okazało się, że na Słowacji wcale nie jest tak drogo, a zapasy były raczej zbędne. Przykładowo litr mleka kosztuje ok. 0,69 Euro, ceny jogurtów zaczynają się od 0,20 Euro, itd. Niektóre ceny zaskoczyły nas bardzo pozytywnie, bo np. cena za litr wina (i to nie takiego z najniższej półki) to ok. 2,00 Euro.

Dojazd na stok

Przez całą drogę od Liptovskiego Mikulasza do ośrodka narciarskiego Jasna jeżdżą darmowe skibusy. Jednak, jak się okazało nie zatrzymywały się one przy naszym przystanku. Stawały tylko pod większymi hotelami. Od nas spod domu odjeżdżał za to płatny bus w rodzaju naszych PKSów, który za dowiezienie osoby pod stok liczył sobie 1 Euro +0,20 Euro za sprzęt narciarski. Po rozpatrzeniu różnych opcji doszliśmy do wniosku, że najkorzystniej będzie dojeżdżać samochodem ok 3-4km do darmowego parkingu "Lucky" (na którym zawsze było dużo miejsc), a następnie przesiadać się w Skibusy, które stamtąd kursowały już bardzo często. Jedynym minusem tych Skibusów był straszny tłok, ale na szczęście była to kwestia pięciu minut jazdy. Można było też próbować dojechać samochodem pod sam stok, ale tamten parking prawie zawsze był pełen, a poza tym kosztował ?6 za dzień. Dojazd na narty "kosztował" nas zatem kilka kropel benzyny, których koszt był wliczony w ogólną cenę podróży. Pokazało to jednak, że warto było wziąć samochód z domu.

No i wreszcie - ośrodek narciarski Chopok Jasna

Nie była to nasza pierwsza przygoda z tymi stokami, gdyż byliśmy tam już pięć lat wcześniej. Słyszeliśmy jednak, że ośrodek rozwinął się od tego czasu i postanowiliśmy to sprawdzić. Zacznijmy więc od ceny karnetów.

Jako, że wszyscy jesteśmy jeszcze studentami, postaraliśmy się przed wyjazdem o kartę ISIC, dzięki której byliśmy upoważnieni do sporej zniżki. Wyjazd od początku planowaliśmy na sześć noclegów, więc w zasadzie moglibyśmy tyle samo dni pojeździć, ale jednak zdecydowaliśmy się na pięciodniowe śnieżne szaleństwo. Ostatniego dnia wybraliśmy natomiast Tatralandię. Cena 5-dniowego karnetu dla osoby posiadającej kartę ISIC to 122 Euro + 2 Euro kaucji (którą na koniec się odzyskuje).

Po zakupie karnetów gotowi byliśmy sprawdzić co takiego Chopok dla nas przygotował. Na dole oczywiście musieliśmy się liczyć z dość sporą kolejką do pierwszego wyciągu (6 osobowe kanapy z pokrywą), jednak już na górze widać było przerzedzenie i do następnego wyciągu (2 osobowe krzesła) kolejki w zasadzie nie było. Podobnie było później w większości wyciągów, co bardzo pozytywnie nas zaskoczyło. Staraliśmy się nie zjeżdżać na sam dół w trakcie dnia, gdyż wiedzieliśmy o stojących tam kolejkach. Na górze i w połowie góry było raczej pusto. Czasem pojawiała się większa kolejka do gondolek (nowość!), które wwoziły na sam szczyt i dzięki którym można było przejechać na południowe zbocze góry (Chopok Juh), gdzie również było parę wyciągów i tras. Te kolejki jednak szybko się rozrzedzały, bo gondolki były naprawdę spore i spokojnie 15 osób mogło w nich usiąść, a oprócz tego pozostawały miejsca stojące.

Warunki śniegowe były naprawdę dobre. Podczas naszych 5 dni jeżdżenia przez 3 dni sypał śnieg, mogliśmy więc doświadczyć jazdy w puchu. Wybór knajpek na stokach było bardzo dużo, większość z nich oferowała darmowy internet WIFI. Ceny jedzenia może nie zachęcały aż tak bardzo (pampuch z dżemem jagodowym 5 Euro, Zupa krem czosnkowa z rogalikiem serowym 3 Euro, Frytki 2,50 Euro), ale w niektórych miejscach gospodarze nie mieli nic przeciwko żeby wyciągnąć własny termos z herbatą i czekoladę i posilić się w cieple. Większość wyciągów była otwarta 8:00-16:00 (niektóre otwierały/zamykały się pół godziny wcześniej). Później możliwa była jeszcze jazda nocna na niektórych trasach, ale nie korzystaliśmy z tego, bo 6-7 godzin jeżdżenia jak najbardziej nam wystarczało.

Tatralandia

Ostatniego dnia po spakowaniu się i oddaniu chatki postanowiliśmy jeszcze zahaczyć o Tatralandię, która bardzo intensywnie reklamowała się na stoku. I tu znów przydała się nasza karta ISIC, dzięki której za trzy godziny pobyt w tym wielkim kompleksie basenowym zapłaciliśmy po 15 Euro od osoby. Zbiorników wodnych rzeczywiście było tam wiele. Był np. basen z ciepłą wodą (sądząc po kolorze było to jedno z tych uzdrawiających ciepłych źródeł) na dworze, w którym była siatka do siatkówki, ścianka wspinaczkowa zamontowana na ścianie budynku, kosz do koszykówki i wiele piłek pływających po powierzchni. Było bardzo fajnie, ale po pewnym czasie lodowaty wiatr "urywał głowy". Był tam też jeden basen ze słoną wodą, który wzdłuż brzegu miał bąbelki typu jaccuzzi.

Zjeżdżalnie w Tatralandii to osobna historia. Można było tam zjeżdżać w znanych chyba każdemu rurach (warto było przed zjazdem "upolować" matę, dzięki której zjazd był o wiele szybszy), a również na dmuchanych "ósemkach", na których siadało się parami. Było oczywiście też wielkie centrum Wellness (dodatkowo płatne), gdzie można było pójść do sauny Celtów lub dać sobie zrobić maseczkę ze złota. Jakby ktoś zgłodniał była też restauracja, a na środku największego basenu znajdował się również bar, gdzie zamawiało się drinki stojąc po pas w wodzie.

Podsumowanie kosztów "na osobę":

Podróż 110zł = 27 Euro

Jedzenie 100zł = 25 Euro

Nocleg 105 Euro

Karnet 122 Euro

Basen 15 Euro

Suma: 27+25+105+122+15 = 294 Euro

Wyjazd całej naszej czwórce bardzo się podobał i wszyscy zgodnie stwierdzili, że pomysł z basenem na koniec był udany. Jakość tras i wyciągów jest naprawdę bardzo dobra, jest sporo tras czerwonych i niebieskich, ale wyjadacze znajdą tu również trasy czarne oraz wielkie przestrzenie, tzw. FreeRide Zone, gdzie będą mogli popisać się swoimi umiejętnościami. Jesteśmy też bardzo zadowoleni z ceny końcowej, bo nawet zorganizowane wyjazdy studenckie nie oferują tak korzystnych wyjazdów.