Na każde warunki i każdą pogodę

Są tacy, którzy dobierają ją pod kolor nart. Inni sugerują się ceną. Ale tak naprawdę kurtka narciarska ma być przede wszystkim ciepła, wygodna i funkcjonalna.

Przy ładnej pogodzie na nartach można jeździć w każdej kurtce, choćby w takiej, jaką zakładamy, idąc po zakupy. Tylko Nie chodzi nawet o to, że możemy wyglądać śmiesznie (zwłaszcza jeśli mamy supernarty). W górach pogoda szybko się zmienia - lepiej zainwestować w profesjonalną kurtkę, która nie zawiedzie nawet w największej zamieci.

Najnowsze technologie

Najważniejsza jest tkanina. To głównie od niej zależy cena kurtki. Najwyższy jakościowo materiał (i najdroższy) to gore-tex, ale są też i inne ''-texy'' (dobrą opinię ma choćby supra-tex). Każda tkanina, która nie jest chińską lub inną podróbką (na narciarskich giełdach dominują właśnie takie produkty), spełnia określone parametry wodoodporności i oddychalności. W przypadku oddychalności chodzi o skuteczność odparowywania wilgoci, na którą składa się m.in. wydzielany przez nas pot. Im większa liczba wypisana na metce, tym lepiej (jeśli widnieje 10 000 g/m2/24 h, oznacza to, że metr kwadratowy tkaniny w ciągu doby odprowadza na zewnątrz 10 000 g pary wodnej). Co do wodoodporności to jeśli nie uprawiamy narciarstwa ekstremalnego, przy którym ubiór może decydować o przeżyciu, nie musimy płacić za najwyższe parametry. Narciarzom mogącym przy złej pogodzie schronić się w schronisku, wystarczy informacja, że kurtka ma wodoodporność rzędu 10 000 albo nawet 5000 mm (oznacza to, że takiego słupa wody tkanina nie przepuści).

Jeśli chodzi o nowe technologie, od pewnego czasu coraz większym uznaniem cieszą się wyroby z materiałów typu stretch, czyli lekko rozciągliwe, elastyczne, co daje dużo większy komfort niż przy normalnych tkaninach. Czasem ze stretchu szyje się całą kurtkę, czasem tylko jej fragmenty, np. pod pachami.

Warto też pamiętać, że tradycyjne kurtki narciarskie posiadają od kilku sezonów poważną konkurencję. Chodzi o tzw. softshele, czyli lekkie kurtki przypominające z wierzchu windstoper (mocną tkaninę nieprzepuszczającą wiatru), w środku mające oddychającą membranę, a jako wewnętrzną warstwę - polar, czyli inaczej fleece. W cieplejsze dni, zwłaszcza pod koniec narciarskiego sezonu albo na lodowcach, gdzie słońce potrafi przygrzewać naprawdę mocno, sprawdzają się doskonale. Błędem jest natomiast zakładanie softshela pod kurtkę narciarską.

Na cebulkę

Nie łudźmy się, że kupując ''oddychającą'' kurtkę nie będziemy się w niej w ogóle pocić. Możemy jedynie sprawić, że pocenie będzie mniej dotkliwe, bo pot będzie szybciej odparowywany. Warunek - trzeba się pod kurtkę odpowiednio ubrać. Ideałem jest ''zasada warstw'', z których każda musi być z ''oddychających'' tkanin (czyli takich, których specjalne membrany dobrze radzą sobie z wydalaniem wilgoci). Zapomnijmy o bawełnie, która gdy się spocimy, robi się mokra i ciepła nam nie da, co najwyżej zapalenie oskrzeli.

Pierwszą warstwę przylegająca do ciała (nie za luźną) powinny stanowić nowoczesne, ''oddychające'' tkaniny wykonane z włókien sztucznych (poliester, polipropylen, coolmax, cool-dry etc.) - grzeją, nawet jeśli są mokre. Druga warstwa to polar, coraz częściej zwany fleecem (nazwa ''polar'' nie jest zawsze właściwa, jako że odnosi się do konkretnej tkaniny zastrzeżonej prawem patentowym). Dopiero na to zakładamy kurtkę, choć przy wyższych temperaturach można zrezygnować z którejś z warstw.

Nie za zimno, nie za ciepło

Kurtka narciarska ma być ciepła, ale bez przesady. Lepiej w razie potrzeby się doubierać niż przegrzewać. Praktycznym rozwiązaniem są kurtki pozwalające na dopięcie ''polara'' (jeśli nie jest on sprzedawany w komplecie z kurtką, dokupując go warto sprawdzić, czy będzie pasował do suwaka kurtki). A co jeśli jednak się przegrzejemy? W takim momencie nie ma to jak system wentylacyjny - specjalne wywietrzniki pod pachami. Na wszelki wypadek coraz więcej firm używa też materiałów ''anti-odor''. O co chodzi, sugeruje nazwa, ale oczywiście i tak nie zastąpi to prysznica po zejściu ze stoku.

Z ciepłem wiąże się kaptur - ma go każda narciarska kurtka. Zwykle jest on przypinany do kurtki na suwak lub rzepy (ryzyko, że po odpięciu go przy ładnej aurze, w dniu nieprzewidzianego załamania pogody zapomnimy go zabrać) albo daje się schować pod kołnierz. Dobrym patentem, jaki podpatrzyłam w kurtkach firmy Bergson, są ukryte w kurtce, elastyczne kominiarki. Jakie to dobrodziejstwo przy wietrze i trzaskającym mrozie, nie trzeba przekonywać.

I jeszcze coś, co się przydaje w trudnych warunkach, zwłaszcza jeśli jeździmy w świeżym śniegu. Chodzi o różnego typu ściągacze na rękawach oraz pas przeciwśnieżny we wnętrzu kurtki (pamiętajmy, że jeśli ma spełniać swoją funkcję, trzeba go zapiąć). Z takim zabezpieczeniem niestraszne nam żadne wywrotki, kiedy to śnieg wsypuje się do rękawów czy pod bluzkę. Po prostu się nie wsypie

Wszystko pod ręką

Można sobie wyobrazić, co myślą stojący w kolejce do wyciągu, kiedy przejście przez bramki blokuje im narciarz niemogący znaleźć karnetu. W czasach kiedy normą stają się skipassy w formie kart magnetycznych, wygodą jest posiadanie kurtki ze specjalną kieszonką na przedramieniu - włożonej do niej karty nawet nie trzeba wyjmować, bo otwierające bramkę impulsy przez materiał też przechodzą. Ogólnie im więcej różnych kieszonek, tym lepiej, bo przynajmniej wiadomo, gdzie co mamy. Dziwnym trafem telefony najczęściej dzwonią, kiedy jedziemy na wyciągu - jeśli wiemy, gdzie schowaliśmy komórkę, nie ma problemu (kieszenie na telefon to też już norma), jeśli nie, duża szansa, że nerwowe przetrząsanie wszystkich po kolei kieszeni skończy się wypadnięciem z nich np. portfela. Kieszonek o specjalnym zastosowaniu może być więcej - na odtwarzacz MP3 (z wyjściem na słuchawki), na gogle (wewnętrzna, specjalnie wyściełana, żeby szybka gogli się nie porysowała) Niektóre kieszenie są wodoodporne - dokumenty lepiej włożyć właśnie w takie schowki. Coraz więcej kieszeni ma równiutką laminatową obwódkę koło zamka - to efekt laserowego cięcia, co wprawdzie nie ma praktycznego zastosowania, ale efektownie wygląda. Przy kieszonkach ważne są zamki - niektóre mają tendencję do zacinania się lub rozjeżdżania, tak więc dobrze jest, jeśli na suwakach jest napis YKK (dobra firma gwarantująca trwałość). Na pewno nie zaszkodzi, jeśli zamki są wodoodporne (podgumowane), dzięki czemu w razie śniegu z deszczem, czy choćby lądowania w zaspie, zawartość kieszeni ma szansę pozostać sucha.

Nic za darmo

Ogólny wygląd kurtki na stok zależy przede wszystkim od tego, czy jesteśmy narciarzami, czy snowboardzistami. Miłośnicy jednej deski preferują ubiór luźny, często celowo za duży, nie mówiąc o tym, że przeznaczone dla nich kurtki powinny być z tyłu trochę dłuższe (jak się często siedzi na śniegu, wiadomo dlaczego). U narciarzy jest inaczej - w ich przypadku kurtki są bardziej dopasowane, u pań jeszcze celowo taliowane, ale rzecz jasna nie mogą być zbyt obcisłe, aby nie krępowały ruchów. Kurtki narciarskie są z założenia ocieplane, ale jeśli jesteśmy zmarzluchami, na wszelki wypadek uwzględnijmy możliwość założenia dodatkowego ''polara''.

A jak z kolorami? - Do Polski moda na określone kolory dociera mniej więcej po dwóch latach od debiutu na Zachodzie. Klasyką stała się czerwień i w tym roku też tak będzie - mówi Grzegorz Tryba, prezes firmy Bergson, mającej w swojej ofercie sporo narciarskiej odzieży. - Poza tym w przypadku pań utrzymuje się ubiegłoroczna moda na zieleń, biel, róże i odcienie fioletu, podczas gdy panowie preferują kolor czarny (panie też od niego nie stronią) oraz niebieski. Często pojawiają się na tkaninach jeszcze dodatkowe wzory - u kobiet są to zwykle motywy kwiatowe, u panów geometryczne.

Trudniej prezesowi Trybie udzielić odpowiedzi na pytanie, za ile można kupić dobrą kurtkę narciarską. - Dobra rzecz nie może być bardzo tania. W katalogu Bergsona szczególnie godna polecenia kurtka Horten z supra-texu kosztuje 1119 zł, damski, również supra-texowy model Pacita - 749 zł, shoftshell Zonda to wydatek 639 zł. Zanim powiemy, że coś jest tanie lub drogie, trzeba sprawdzić, co dany model w sobie ma. Coś, co wygląda pozornie tak samo, może dzielić prawdziwa przepaść jakościowa - tłumaczy szef Bergsona.

To fakt. Kiedyś w Nepalu kupiłam kurtkę z logo North Face. Kosztowała 20 dolarów, ale mimo niskiej ceny nawet sprzedawcy ze specjalistycznych sklepów (to już w Polsce) nie rozpoznawali, że to podróbka. Cieszyłam się kurtką tylko do drugiego dnia na nartach