Z nartami do samolotu

Jedziemy na narty? A może lepiej polecimy? Szybciej, wygodniej, a niekiedy nawet taniej niż samochodem

Wiadomo, jak męcząca i w pewnym stopniu niebezpieczna jest daleka zimowa podróż samochodem. Oczywiście własny środek transportu ma sporo plusów - można załadować do niego mnóstwo rzeczy (pytanie, czy wszystko jest aż tak bardzo potrzebne?), a na miejscu gwarantuje nam swobodę w poruszaniu i planowaniu dnia. Z drugiej jednak strony większość regionów narciarskich jest tak zorganizowana, że bez samochodu można sobie spokojnie poradzić - są przecież skibusy, na ogół zresztą darmowe. Mało tego, rośnie liczba narciarskich kurortów, w których wprowadza się zakaz korzystania z prywatnych samochodów! Na liście tej są m.in. szwajcarskie miasteczka Zermatt, Saas-Fee i Wengen, w Austrii np. tyrolskie Serfaus.

Wybór całkiem spory

Pod same wyciągi oczywiście nie dolecimy, ale w rozkładach linii lotniczych mamy całkiem sporo miast, położonych w pobliżu stacji narciarskich. Przede wszystkim trzeba pamiętać o nowości linii Norwegian, czyli uruchamianym niebawem połączeniu Warszawa-Salzburg, co ucieszy miłośników szusowania w Austrii.

Z innych "tanich" linii narciarze mogą liczyć na dobrze zadomowiony w Polsce Wizzair, proponujący loty z Warszawy do Grenoble-Lyonu (baza wypadowa w Alpy zarówno francuskie, jak i szwajcarskie), z Katowic i Poznania do Mediolanu-Bergamo (ważne dla narciarzy wybierających się m.in. w popularne Dolomity), zaś z Poznania i Wrocławia samoloty Wizzaira zabiorą nas do Barcelony, skąd na wyciągnięcie ręki mamy Pireneje i stacje narciarskie należące zarówno do Hiszpanii, jak i Andory. Ceny zależą od tego, kiedy kupimy bilet i na jaki termin - przy odrobinie szczęścia do Mediolanu dolecimy już za 79 zł (cena z wszelkimi opłatami, w jedną stronę).

Dużo istotnych z narciarskiego punktu widzenia połączeń mają również Polskie Linie Lotnicze LOT. W rozkładzie są loty do Genewy (baza wypadowa w Alpy szwajcarskie i francuskie, a także do włoskiej doliny Aosty), Zurychu (blisko nie tylko do Zermatt, Davos, St. Moritz i innych ośrodków szwajcarskich, ale także do austriackiego Voralbergu), do Monachium (punkt startowy do austriackiego Tyrolu), nie mówiąc o Mediolanie, Turynie i Wiedniu. Poza tym warto pamiętać o połączeniach LOT-u do Bukaresztu i Sofii - to wprawdzie nie Alpy, lecz Karpaty, ale tam także są wyciągi. W poszukiwaniu atrakcyjnych cen warto zaglądać na stronę internetową naszego przewoźnika - w każdy czwartek ogłaszane są nowe promocje oferujące bilety w obie strony za 399 zł. Taką samą cenę proponuje w promocji "Powitaj Europę" także Lufthansa. Niemieckiego przewoźnika polscy narciarze wykorzystują zwykle na trasie do Monachium, ale w siatce "alpejskich" połączeń jest także Stuttgart, Mediolan, Turyn, Zurych i Lyon. Pamiętać warto również o Swiss, który może nas dowieźć do Mediolanu, Wenecji i jak przystało na szwajcarską linię, do Zurychu i Bazylei (w przypadku ostatniego wymienionego miasta ceny kupowanych przez internet biletów, wraz ze wszystkimi opłatami, zaczynają się już od 295 zł w obie strony!).

Do samolotu ze sprzętem

Coraz więcej osób zamiast wozić ze sobą sprzęt, wypożycza go na miejscu, chociaż oczywiście nie ma przeszkód, aby jednak zabrać wszystko ze sobą. W większości linii pasażer może mieć ze sobą 20 kg bagażu tzw. rejestrowanego, czyli oddawanego do luków, pozostaje jednak pytanie, jak z transportem nart lub snowboardu? Zależy to wyłącznie od przewoźnika. I tak w przypadku PLL LOT nie zapłacimy za sprzęt, o ile jego waga zmieści się we wspomnianych 20 kg. Jeśli jednak zapakujemy zbyt dużo rzeczy i bagaż przekroczy wspomniany limit, za przewóz nart/snowboardu zapłacimy tyle, ile wskażą nam "widełki opłat". I tak, jeśli nasz zabrany w pokrowiec sprzęt nie przekroczy 15 kg (z tego wynika, że do nart/deski możemy jeszcze co nieco dopakować), zapłacimy 20 euro. Przy wadze 15-30 kg trzeba będzie dopłacić 40 euro, powyżej 30 kg - 80 euro. Najbardziej przyjazne narciarzom są Lufthansa i Swiss, u których niezależnie od bezpłatnej 20-kilogramowej torby czy walizy jeden komplet sprzętu (narty albo snowboard plus spakowane buty) bierzemy zupełnie gratis. Płacimy dopiero za następną parę (ważne zwłaszcza dla zawodników, którzy mają zwykle kilka kompletów nart). Na przykład w Lufthansie "ponadprzydziałowe" deski to wydatek 50 dolarów amerykańskich plus 80 zł tzw. opłaty transakcyjnej.

Jeszcze inny system przyjęto w tzw. tanich liniach, które niskie ceny biletów rekompensują sobie po części odpłatnościami za różne usługi. Na przykład Wizzair przy każdym locie pobiera za narty lub snowboard po 108 zł, jeśli zgłaszamy to przez internet, lub 144 zł, jeśli przewiezienie sprzętu załatwiamy za pośrednictwem Call Center (w tym wypadku trzeba jeszcze doliczyć opłatę 3,6 zł za każdą minutę połączenia). Płaci się również w liniach Norwegian, gdzie zabranie kompletu sprzętu to przy każdym przelocie równowartość 200 koron norweskich, czyli aktualnie ok. 80 zł, a do tego dochodzi opłata za nadanie bagażu "rejestrowanego" - 25 zł za sztukę. Inna sprawa, że w norweskich liniach bagaż główny może być wyjątkowo duży - można wziąć dwie torby nawet po 20 kg plus 10 kg bagażu podręcznego!

Oczywiście pamiętajmy, że sprzęt narciarski musi być odpowiednio spakowany, czyli odpowiednio spięty, w pokrowcu. Zamiar zabrania ukochanych desek dobrze jest zgłosić linii lotniczej wcześniej, żeby potem nie dowiedzieć się na lotnisku, iż w samolocie na tego typu niewymiarowy ładunek po prostu nie ma już miejsca. Może tak się zdarzyć, bowiem na bliskich trasach europejskich latają na ogół małe samoloty i jeśli akurat wszyscy pasażerowie przyszliby z nartami, rzeczywiście byłby to problem. Dzięki wcześniejszemu zgłoszeniu zamiast się denerwować, możemy cieszyć się, że już po kilku godzinach mamy szansę być na stoku!

Gdzie szukać informacji o narciarskich przelotach:

www.wizzair.com

www.norwegian.no

www.swiss.com

www.lot.com

www.lufthansa.com

www.infoski.pl