Zwyciężczyni Zjazdu na Krechę: panów pokonuję techniką

Na starcie w Tatrzańskiej Łomnicy były tylko 24 kobiety. Karolina Klimek, zwyciężczyni wśród pań, rozprawiła się też ze sporą częścią męskiego grona. W klasyfikacji generalnej zajęła 18. miejsce.

Szczęśliwa?

Bardzo!

Miałaś jakieś problemy na trasie czy poszło gładko?

Strasznie mnie zaskoczyło, że był taki straszny hardcore! Snowboardziści i narciarze razem, leżące na drodze kijki, omijanie tych, którzy się przewrócili i zbierają sprzęt...To wszystko wprowadzało straszny zamęt. Również na starcie trzeba się było strasznie przepychać, do tego stopnia, że przejechałam paru osobom po sprzęcie, bo nie dało się inaczej.

W tym roku wygrałaś też włoski Zjazd na Krechę. Jak oceniasz obie edycje?

We Włoszech było o wiele spokojniej. W eliminacjach jechaliśmy w dwóch stu osobowych grupach, a do finału przechodziło 25 zawodników z każdej z nich. Na trasie cały czas były bramki kierunkowe, więc zawody przypominały raczej super gigant. Tu zjazd był bardziej na krechę, dużo ostrzejszy.

Byłaś 18. Jaki masz sposób na pokonanie panów?

Tylko technicznie jesteśmy w stanie z nimi wygrać. Zwłaszcza na bramkach można trochę nadrobić. Oni mają dłuższe narty i przez to trudniej jest się im zmieścić w skręcie, gdy tyczki są ustawione dość ciasno.

Za rok będziesz bronić tytułu?

Myślę, że tak. Rozmawiała Barbara Suchy

Przeczytaj także rozmowę ze zwycięzcą Zjazdu na Krechę Michałem Kłusakiem

Dołącz do nas na Facebooku