Bardzo!
Strasznie mnie zaskoczyło, że był taki straszny hardcore! Snowboardziści i narciarze razem, leżące na drodze kijki, omijanie tych, którzy się przewrócili i zbierają sprzęt...To wszystko wprowadzało straszny zamęt. Również na starcie trzeba się było strasznie przepychać, do tego stopnia, że przejechałam paru osobom po sprzęcie, bo nie dało się inaczej.
We Włoszech było o wiele spokojniej. W eliminacjach jechaliśmy w dwóch stu osobowych grupach, a do finału przechodziło 25 zawodników z każdej z nich. Na trasie cały czas były bramki kierunkowe, więc zawody przypominały raczej super gigant. Tu zjazd był bardziej na krechę, dużo ostrzejszy.
Tylko technicznie jesteśmy w stanie z nimi wygrać. Zwłaszcza na bramkach można trochę nadrobić. Oni mają dłuższe narty i przez to trudniej jest się im zmieścić w skręcie, gdy tyczki są ustawione dość ciasno.
Myślę, że tak. Rozmawiała Barbara Suchy
Przeczytaj także rozmowę ze zwycięzcą Zjazdu na Krechę Michałem Kłusakiem