Test: Icebreaker Base Layer GT 200

O cudownych właściwościach wełny merino mówi się od dawna. Mieliśmy okazję sprawdzić ją w warunkach bojowych - na stoku zrobiliśmy test bielizny Icebreaker GT Base Layer 200. Jak wypadła?

Pierwsze wrażenie

Pierwszy kontakt z wełną merynosów jest... dziwny. Dlaczego? Bo naturalna wełna (z trzyprocentową domieszką lycry), to jednak wełna i w przeciwieństwie do innych technicznych materiałów ma tą właściwość, że jest delikatnie ''kudłata'. Wyobraźcie sobie, że na gołe ciało zakładacie sweter. Bardzo cienki, ale sweter. Na szczęście bielizna GT200 nie gryzie jak niektóre wełniane lub pseudowełniane ciuchy i po ''dziwnym początkowym wrażeniu'' szybko nie ma śladu.

W warunkach bojowych

Pomysł na test Icebreakera GT 200 przyszedł mi do głowy przy okazji zaproszenia na intensywny kurs narciarstwa freeskiingowego. Pomyślałem - skoro mam dostać w kość (dostałem), to może dam też wycisk tak chwalonej bieliźnie z wełny merynosów?

Icebreaker GT Base Layer 200Icebreaker GT Base Layer 200 Icebreaker GT Base Layer 200, fot. materiały producenta

Przedmiotem testu była koszulka z długim rękawem Icebreaker GT Base Layer 200 Sprint Crewe (bez stójki i suwaka pod szyją) oraz spodenki, a raczej pełnej długości kalesony, GT Base Layer 200 Sprint Legging.

Icebreaker GT Base Layer 200Icebreaker GT Base Layer 200 Icebreaker GT Base Layer 200, fot. materiały producenta

Rozmiar okazał się trafiony idealnie - zarówno góra jak i dół odpowiednio opinały ciało. Co znaczy ''odpowiednio''? Przede wszystkim tyle, że bielizna nie była ani zbyt luźna (problem z odprowadzeniem wilgoci kończący się zmarznięciem), ani zbyt ciasna (nadmierny ucisk ogranicza krążenie krwi i w efekcie także prowadzi do zmarznięcia).

Na testowanego ''Lodołamacza'' założyłem bluzę polarową i kurtkę narciarską starej daty (bez membran itp.), a od pasa w dół drugą - poza bielizną - warstwą odzieży były spodnie narciarskie.

Na początek freeskiingowego treningu moi instruktorzy zafundowali mi narciarski sprawdzian - tym sposobem trafiłem na stok. Kilka przejazdów na dwóch deskach szybko przyniosło oczekiwany efekt - zacząłem się obficie pocić. W swoim pierwszy teście Icebreaker nie zawiódł - nie czułem się mokry, a chociaż termometry pokazywały ok. minus 7 st. C nie było też mowy o marznięciu. I tak już zostało chociaż spodziewałem się, że bielizna ''wymięknie'' (a może raczej przemięknie) po treningu w snowparku. Tutaj co chwilę skakałem na nartach (próbowałem) i ganiałem z nimi na plecach pod górę. Pot lał się strumieniami, a ja nadal nie czułem się przemoczony. Wilgoć nie wyparowała, co wyszło wypłynęło na jaw podczas przerwy obiadowej. Po zdjęciu kurtki i bluzy okazało się, że owszem pierwsza warstwa odzieży jest sucha, ale na zewnątrz jest już z tym gorzej. Bluza była jeszcze lekko wilgotna, ale kurtka od spodu była cała mokra. Zabrakło membrany, która odprowadziłaby wilgoć, a przynajmniej jej część, na zewnątrz. Tym sposobem przerwa obiadowa przedłużyła się i przerodziła w przerwę na suszenie.

Wełna merino - jest robiona z runa hodowanych przede wszystkim w Australii i Nowej Zelandii owiec merynosów.

Tak było przez kolejne trzy dni - kilka godzin szaleństw na stoku i w snowparku, przerwa obiadowa i na suszenie kurtki, a potem kolejne godziny na nartach.

''Pomyśl i nie śmierdź!''

Intensywne testy - przynajmniej częściowo - pozwoliły też na sprawdzenie tego hasła reklamowego Icebreakera (w oryginale: ''Think, don't stink!''). O co chodzi? Według producenta wełna merynosów szybko schnie (sprawdzone - fakt), a na dodatek ma naturalne właściwości antybakteryjne przez co nie ma mowy o brzydkim zapachu nawet po długotrwałym używaniu z pominięciem prania. Nie wiem, czy dla wełny merynosów cztery dni traktowania potem, to dużo czy mało, wiem za to, że bielizna skutecznie się przed nim obroniła i rzeczywiście o ''smrodku'' nie było mowy. Na dłuższą metę walka z brzydkim zapachem oznacza odpowiednie potraktowanie bielizny w praniu. W telegraficznym skrócie - sugerowane jest pranie w temperaturze 30 st. C bez użycia wybielaczy i zmiękczaczy.

Podsumowanie

Icebreaker Base Layer GT 200 zdał narciarski egzamin. Na piątkę z małym minusem. Ten dostaje za krój koszulki - z tyłu mogłaby być dłuższa niż z przodu. Dlaczego? Po prostu nie ''uciekałaby'' ze spodni odsłaniając plecy. Sugerowałbym także nabycie koszulki ze stójką i suwakiem - to dodatkowa termoregulacja.

Producenci pomyśleli za to o innej rzeczy - rękawy mają na końcach otwory do mocowania dłoni, dzięki czemu koszulka dobrze trzyma się rąk.

Ceny:

koszulka GT Base Layer 200 LS Sprint Crewe - cena 319 zł legginsy GT Base Layer 200 Sprint Legging - cena 279 zł

Dołącz do nas na Facebooku