Jungfrau i Les Diablerets. Pociąg do nart

Przypiąłem narty już na ośnieżonym peronie dworca Kleine Scheidegg... Polacy nieczęsto jeżdżą na narty do Szwajcarii, która uchodzi za kraj znacznie droższy niż Austria, Włochy czy Francja. Ale zimowych atrakcji jest w kraju Helwetów tak wiele, że warto się wykosztować i choć raz odwiedzić którąś ze stacji narciarskich...

***

Do Interlaken, pięknego miasteczka w niemieckiej części kraju, położonego nad dwoma jeziorami, Thun i Brienz, świetnej bazy wypadowej w narciarski region Jungfrau, dotarłem koleją. W ten sam sposób z dworca Interlaken Ost położonego na wysokości 567 m dostałem się do Kleine Scheidegg, 2061 m n.p.m., gdzie tuż obok torów zaczynają się trasy narciarskie.

Pociąg to bowiem w Szwajcarii fantastyczny środek lokomocji - dociera niemal wszędzie! A Jungfraubahn to kolej poprowadzona najwyżej w Europie. Można by się nią dostać aż na Jungfraujoch Top of Europe (Dach Europy, jak nazwali to miejsce Szwajcarzy), 3454 m n.p.m. I podziwiać - jak zapewniają przewodniki - zapierające dech w piersiach widoki po stronie niemieckiej, francuskiej i włoskiej.

Ja nie dotarłem na Dach Europy, ale mogę zapewnić, że z okien pociągu do Kleine Scheidegg widoki są równie niesamowite. Najpierw więc piękne XIX-wiecznie wille i hotele Interlaken, w których bywali wielcy artyści, pisarze, politycy: Byron, Goethe, Andersen, Mendelssohn-Bartholdy, Brahms, Clara Schumann, Czajkowski, kanclerz Otto von Bismarck. Za miastem pojawiają się malownicze wiejskie domy z drewna, w sąsiedztwie których można dojrzeć włochate krowy szukające pod śniegiem trawy.

Pociąg jedzie coraz wyżej, krajobraz staje się coraz bardziej alpejski, aż w końcu zbliżamy się do trzech sławnych gór. To: Jungfrau (nazwa zwykle tłumaczona jako "Dziewica", 4158 m), Mönch (Mnich, 4107 m) oraz najsłynniejszy Eiger (Olbrzym, 3870 m). W masywie Mnicha i Olbrzyma Szwajcarzy wykuli tunel wspomnianej kolejki Jungfraubahn oraz dwie stacje - ostatnią, Jungfraujoch, na wysokości 3454 m. Można się stąd dostać windą na Dach Europy, czyli do obserwatorium astronomicznego zbudowanego na przełęczy pomiędzy Mnichem i Dziewicą.

Eiger ze swoją słynną North Face (Północna Ściana) to legenda alpinizmu. Jako pierwszy wszedł nań pewien Anglik w 1858 r. Po raz drugi Olbrzym został zdobyty dopiero w 1938 r., a zajęło to cztery dni. W 1957 r. na North Face utknęli dwaj włoscy wspinacze - ratownikom udało się ściągnąć jednego z nich, drugi odpadł od ściany i zamarzł, a jego zwłoki wisiały na linie przez dwa lata. North Face i dziś wygląda niezwykle groźnie, ale współcześni wspinacze pokonują ścianę w kilka godzin.

***

Główne ośrodki narciarskiego Jungfrau (obowiązuje jeden skipass), to Grindelwald, Manlichen, Wengen, Mürren i Kleine Scheidegg. 29 km tras czarnych, 94 km czerwonych, 59 km niebieskich, 15 kolejek gondolkowych, 17 wyciągów krzesełkowych i 12 orczyków.

Ja przypiąłem narty na ośnieżonym peronie dworca Kleine Scheidegg. Dosłownie kilka kroków stąd biegną trasy. Nie są szerokie i, prawdę powiedziawszy, bardziej niż na doskonaleniu stylu trzeba koncentrować się na zważaniu na innych narciarzy (były to ostatnie dni lutego i w regionie Jungfrau panował spory tłok).

Największą atrakcją tych okolic jest Lauberhorn. To najtrudniejsza - obok Stelvio we włoskim Bormio i Die Streif w austriackim Kitzbühel - trasa biegu zjazdowego w Pucharze Świata. Jest też spośród nich najdłuższa: zjazdowcy pokonują ją w 2,5 min, momentami osiągając prędkość 160 km/h. Jeżdżąc tam i przypatrując się Lauberhorn z bliska uznałem, że największe wrażenie robią ostre zakręty oraz szeroki na kilka metrów przejazd pod mostkiem. Jak zapewniał Martin, mój szwajcarski przewodnik, tuż przed mostkiem zjazdowcy mają na liczniku 120-130 km/h.

Jungfrau podzielony jest na trzy regiony narciarskie. Kleine Scheidegg - Mannlichen to średniej długości trasy czerwone z długimi krajoznawczymi szlakami biegnącymi z powrotem do miasteczka. W Grindelwald-First mamy trasy dłuższe i o mniejszym nachyleniu, a w Mürren-Schilthorn niewiele wyciągów i kilka trudnych czarnych tras.

***

Równie pięknie i ciekawie prezentuje się stacja narciarska Les Diablerets w pobliżu Jeziora Genewskiego (francuskojęzyczna część Szwajcarii). Największą atrakcją jest tu lodowiec, również o nazwie Les Diablerets. Wznosi się niemal na 3 tys. m n.p.m., a widok z ulokowanej na szczycie stacji kolejki i restauracji jest wprost fantastyczny - panorama Alp, z Matterhornem i Mont Blanc.

Okolice są dobre zarówno dla początkujących, jak i dla bardzo wymagających narciarzy. Ci pierwsi mogą korzystać z dość płaskich, bardzo szerokich tras, atrakcyjnych także dla amatorów carvingu. Zwolennicy mocnych wrażeń mogą udać się na długą, czarną Quille de Diable, zaczynającą się na wysokości ok. 3 tys. m, a kończącą na 1840 m n.p.m. Często wiedzie ona między skałami i otwierana jest zazwyczaj dopiero po południu, gdyż wcześniej służby górskie zajmują się odstrzeliwaniem grożących narciarzom lawin. Gdy ja tam byłem, zerwało się potężne wietrzysko. Wiało tak mocno, że do wielkiej gondoli, którą wjeżdża się na szczyt lodowca, ładowano potężne betonowe bloki, by uczynić ją stabilną.

Samo miasteczko Les Diablerets (baza dla jeżdżących po lodowcu) przypomina klimatem nasze Podhale. Drewniane na ogół domy (chalet) nie reprezentują rzecz jasna stylu zakopiańskiego, ale dochodząca z obór woń krów, owiec, siana i dymu sprawia, że czujemy się tu znacznie bardziej swojsko niż w alpejskich kurortach Austrii, Włoch czy Francji.

Kilkanaście kilometrów stąd znajduje się kolejne piękne miejsce - położone na wysokości 1300 m Leysin, znane z sanatoriów dla gruźlików. Pierwsze wybudowano w latach 90. XIX w. Sławę zdobył tu dr August Rollier, doktor Słońce, który leczył helioterapią (dobroczynne działanie promieni słonecznych).

Dziś w przepięknych sanatoriach (wielkie, secesyjne gmachy) mieszkają turyści korzystający zarówno z zimowych, jak i z letnich górskich atrakcji. Leysin przyciąga zwłaszcza snowboardzistów, a w Leysin Snow Park można oglądać światowej sławy mistrzów deski. Kto wjedzie kolejką na szczyt la Berneuse (tu zaczynają się trasy, jest też obrotowa restauracja korzystająca wyłącznie z energii słonecznej) nigdy nie zapomni niezwykłej panoramy Alp - znów widać Mont Blanc i Matternhorn i, przede wszystkim, błyszczące w dole Jezioro Genewskie.

Warto wiedzieć

Jungfrau: sześciodniowy skipass - 308 franków (dorośli), czyli prawie 200 euro (dla porównania: we włoskich Dolomitach w szczycie sezonu sześciodniowy karnet Dolomiti Superski - obejmujący znacznie większy obszar niż Jungfrau - 225 euro, a ten na Val di Fiemme-Obereggen - 189). W restauracji dworcowej w Kleine Scheidegg Alpler Znacht potrawa z makaronu, ziemniaków, sera i specku (wystarczy za obiad!) - 12,4 euro, szklanka coli - 2,53, a kieliszek grappy williamsówki - 4,66

Les Diablerets: sześciodniowy karnet uprawniający do korzystania z 72 wyciągów i kolejek Glacier 3000-Alpes Vaudoises (225 km tras) - ok. 190 euro