Narty w Austrii - Sölden. Panorama i zawrót głowy

Sezon w Sölden rozpoczyna Puchar Świata, a kończy kąpiel w latającym spodku

Alpy Ötztalskie to ponad 250 trzytysięczników i 86 lodowców. Latem piechurzy podziwiają góry z liczących 300 km szlaków, a leniuchy - z czterech czynnych cały rok gondoli. Z tych samych kolejek korzystają rowerzyści - dla nich przygotowano 28 tras długości 687 km. Zimą cały Tyrol przeżywa zaś najazd miłośników białego szaleństwa.

***

Sölden w dolinie Ötztal liczy 3 tys. mieszkańców, a odwiedza je co roku ponad 300 tys. gości. Już w połowie XIX w. kilku pastorów otworzyło tu pięć zajazdów, a w 1903 r. miejscowi górale wydali wspólną broszurę turystyczną. Dziś działają dziesiątki hoteli, które na szczęście nie szpecą krajobrazu. Wszystkie mają spadziste dachy i najwyżej kilka pięter. Środkiem płynie rzeka, od której dolina wzięła nazwę. W sezonie są tłumy. Życie toczy się w restauracjach, a nocą w dyskotekach.

Wszystko jest tu pod nosem. Wypożyczenie sprzętu zajmuje parę minut, choć przede mną czeka kilka osób. Wyciąg jest vis-a-vis. Gdy byłem tam pod koniec kwietnia tego roku, panowała iście wiosenna aura (zielona trawa, szum potoku, pobrzękujące dzwonkami owce). Ale im wyżej, tym chłodniej - na Giggijoch (2284 m) czuć było zimę.

Dalej prowadzi orczyk i cztery krzesła. Większość tras ma kolor niebieski, ale jest też czarna i czerwona oraz dwie strome nartostrady z powrotem do Sölden. Można poszaleć w funparku, zmierzyć się z muldami (czarna 14.) lub z czasem (niebieska 15.).

Najdłuższe krzesełko wiedzie na Rotkogljoch (2662 m). Stąd dwie czerwone trasy biegną do osobnego systemu wyciągów - Gaislachkogl (3058 m). Jego strome zbocza to gratka, ale tylko dla orłów. Nie ma tu ani jednego zjazdu oznaczonego na niebiesko, za to są oświetlane stoki nocne. Z Rotkogljoch widać już jednak kuszący lodowiec Rettenbach, przesiadamy się więc do kolejnych gondol, by się z nim zmierzyć. Uwaga! Powrót zajmuje co najmniej dwa kwadranse. Co prawda ostatni wagonik z Giggijoch rusza w dół o godz. 17, ale pozostałe wyciągi działają tylko do 16 (na lodowiec prowadzi też szosa, wjazd płatny).

Rettenbach to serce, a właściwie żołądek całego ośrodka. W samoobsługowej restauracji na kilkaset osób króluje kuchnia austriacka i śródziemnomorska (solidny lunch ok. 10 euro). W południe jest tu gwarno i wesoło, szczególnie gdy tak jak dziś świeci słońce. Pszeniczne piwo po kilku godzinach wysiłku smakuje o wiele lepiej niż w dolinie.

Następna gondola ma górną stację nieco powyżej 3 tys. m, ale nam i tego mało. Przedostajemy się tunelem w skale na lodowiec po południowej stronie. Są tu trzy nasłonecznione, szerokie i niezbyt trudne trasy. Łapiemy kolejny wyciąg i w końcu docieramy pod szczyt Tiefenbachkogl. Ze skraju urwiska rozciąga się panorama doliny Pitztal zamkniętej najwyższym masywem Tyrolu - Wildspitze (3774 m). O zawrót głowy przyprawia spacer po stalowej kładce wiszącej nad przepaścią. Kto ma lęk wysokości, nie powinien się nawet zbliżać. Bezpieczniej będzie się czuł nieopodal, na Innere Schwarze Schneid z widokiem na cztery strony świata (trzecia podobna platforma znajduje się pod szpicem Gaislachkogl).

***

Wracamy na Rettenbach. W dół prowadzą łagodne trasy, ale dwie z nich zamieniają się w połowie w czarne. Wąska 35. przebiega pod błękitnym czołem lodowca. Natomiast na szerokiej 31. rozgrywany jest gigant otwierający co roku sezon Pucharu Świata w narciarstwie alpejskim (w tym roku odbył się 24-25 października, wśród mężczyzn zwyciężył Szwajcar Didier Cuche, ustanawiając nowy rekord trasy 1:09.89). Zmagania najlepiej obserwować z trybun u stóp lodowca. Stąd narciarze przypominają mrówki ześlizgujące się po szerokiej białej powierzchni sobie tylko znanymi ścieżkami.

Trybuny są też oblegane pod koniec sezonu. Najpierw w połowie kwietnia, gdy przez góry przechodzi armia Hannibala. Narciarze w strojach wojowników i ratraki w roli słoni to część widowiska upamiętniającego legendarny przemarsz przez Alpy wodza Kartaginy podczas II wojny punickiej (218-201 p.n.e.). W spektaklu bierze udział kilkuset statystów, a także motory, skutery, a nawet helikoptery i samoloty. W rozgrywanym po zmroku finale cały lodowiec dudni od muzyki i sztucznych ogni (do tej pory zorganizowano dziewięć takich widowisk, kolejne - po 2010 r.).

Druga okazja to przełom kwietnia i maja, ostatnie dni przed zamknięciem wyciągów. Przed trybunami wykopany zostaje wtedy 50-metrowy basen. Śmiałkowie rozpędzają się ze sztucznego kopca i rywalizują w ślizganiu się po wodzie. Liczy się odległość - styl i strój (zwykle sama bielizna) nie są punktowane. Nagrody i tytuł Królowej Plaży zdobywają trzy najlepsze narciarki, mężczyznom musi wystarczyć frajda z kąpieli w zimnej wodzie. Te dni to także świetna okazja do przetestowania sprzętu przed kolejnym sezonem - są tu wszystkie liczące się marki (pod trybunami działa kilkanaście stanowisk, by wypożyczyć narty wystarczy dowód tożsamości). Kto ma jeszcze siłę może zrobić kilka kółek na skuterze czy ratraku. Udział w konkursie, wypożyczenie sprzętu i wszystkie atrakcje są bezpłatne.

***

Po południu czas na odnowę biologiczną. Większość hoteli w Sölden ma sauny i siłownie. W naszym Liebe Sonne jest nawet basen, a z jacuzzi na dachu budynku widać kręte drogi w dolinie. Właśnie nimi udajemy się do Längenfeld (20 minut, bezpłatny autobus), do prawdziwej świątyni wodnego relaksu - Aqua Dome.

Największa atrakcja to trzy zewnętrzne baseny-kielichy, różnej wysokości, każdy o średnicy kilkunastu metrów. Wypływamy z krytej pływalni kanałem, po czym wskakujemy do szklanej piramidy - klatki schodowej łączącej kielichy. Parę kroków w rześkim powietrzu i plusk do ciepłej, słonawej wody. Wokół góry porośnięte świerkowymi lasami. Gdy zapada zmrok, za sprawą kolorowych świateł baseny zamieniają się w latające spodki. Aqua Dome to także sauny, jaskinie solne, solaria, masaże. Jest wodny park dla dzieci, czterogwiazdkowy hotel i dobra restauracja, w której obowiązują... szlafroki. Przed północą zamykają - i dobrze, bo przecież walka z zakwasami ma sens tylko wtedy, gdy rano wstanie się na narty.

Sölden leży 85 km na południowy-zachód od Innsbrucka. Samochodem przez Wiedeń - ok. 1200 km. Samolotem do Monachium (285 km) lub z przesiadką do Innsbrucka - ok. 1000 zł. 145 km tras (58 niebieskich, 58 czerwonych, 29 czarnych), 34 wyciągi; karnety 6-dniowe - 218,50 euro, poza sezonem (21.11-18.12, 9.01-29.01, 10.04-2.05) - 196,50; seniorzy powyżej 65 lat, młodzież do lat 20 i dzieci do 15 - 180,50, 152 i 118 (przez cały rok); poniżej 8. roku życia - 1 euro dziennie. W dolinie znajduje się ponadto ośrodek Obergurgl-Hochgurgl: 110 km tras i 22 wyciągi oraz 4 mniejsze (osobne karnety)

W sieci

www.austria.info

www.soelden.com

www.aqua-dome.at