Zimowa wędrówka po Beskidzie Żywieckim. W śniegu po pas

Widoczność na Rycerzowej (1207 m) była tak dobra, że na horyzoncie widzieliśmy szczyty Tatr

Po całonocnej podróży dworzec w Rajczy powitał nas ostrym słońcem i skutymi lodem peronami. Wysiedliśmy tu przypadkiem. Bilety mieliśmy wykupione do Żywca, ale do końca nie byliśmy przekonani, z której strony zaatakować Beskid Żywiecki...

***

Szybko ruszyliśmy dalej, do miejscowości Ujsoły. Słońce zaczęło się piąć, a błękit nieba stanowił świetne tło dla pysznie ośnieżonych pagórków południowo-zachodniej Żywiecczyzny. Wokół roztaczał się widok na szczyty tzw. worka raczańskiego z Wielką Raczą (1236 m) i Wielką Rycerzową (1226 m). Po prawej stronie wartkim strumieniem spływała Soła. To jej dolina oddziela pagórki z grupy Wielkiej Raczy od pozostałych, ciągnących się dalej na wschód. Polnymi drogami, porzucając biegnący obok czerwony szlak, podążyliśmy na pierwsze wzniesienie - Urówkę. Początkowo po wydeptanych śladach, potem po widocznych zagłębieniach, a w końcu musieliśmy torować sobie drogę sami. Dzięki kijom trekkingowym wychodzenie z zasp nie polegało na raczkowaniu. Po blisko trzech godzinach grzęźnięcia w śniegu po pas dotarliśmy do szlaku. Rzut oka na mapę - najszybciej będzie wzdłuż poziomic. Po godzinie dotarliśmy na kolejny grzbiecik o nazwie Koczorka. Zapadał zmierzch. Uwypuklone cieniami zaspy nabrały przestrzenności, w oddali, w dole zaczęły migotać światła wioski. W końcu stanęliśmy przed drzwiami schroniska Polskiego Związku Tatrzańskiego Chyz u Bacy na Mładej Horze. Baca Józef Michlik poczęstował nas kubkiem gorącej herbaty. Wewnątrz ciepło, dużo ludzi, każdy centymetr przestrzeni zagospodarowany ze stuprocentową funkcjonalnością. Dostaliśmy pokoik nad łazienką, w którym po wstawieniu plecaków nie było już widać podłogi. Dla nas nie było miejsca, poszliśmy więc do kuchni. Ławy, mnóstwo książek, zydelków i przeróżnych rupieci. Odnosiło się wrażenie, że każdy turysta, który tu zawitał, zostawił coś swojego i poszedł dalej w świat, a przedmiot, nieruszany, pozostał na miejscu. Nie odnajdziemy tutaj drewnianego okienka z napisem "Cennik". Kuchnia jest wspólna, jednoizbowa, samoobsługowa, wszyscy goście siedzą przy jednym stole.

Baca stwierdził, że mamy wyjątkowe szczęście, bo w schronisku zapowiada się wieczór z atrakcjami. Harcerze zorganizowali wigilię, zespół Zgórmysyny grał koncert, a adepci na przewodników górskich z warszawskiego szkolnego klubu górskiego powoli schodzili się na nocleg. Chata zaczęła pęcznieć, pęcznieć aż pomieściła wszystkich.

***

W dalszą drogę czerwonym szlakiem wyruszyliśmy dopiero koło południa. Widoczność na Rycerzowej (1207 m) była tak dobra, że na horyzoncie rysowały się szczyty Tatr. Niesamowity widok, gdy nad roztaczającymi się w promieniu kilkunastu kilometrów płynnymi zaspami widać tylko ostre, ośnieżone skały! Bacówka na Hali Rycerzowej okazała się zamknięta. Szybka decyzja - idziemy czerwonym szlakiem do schroniska na Przegibku. Po wdrapaniu się na Wielką Rycerzową, zwaną też Bukowiną, ślady znikły. Bez nart i rakiet śnieżnych byliśmy bez szans. Na zmianę torując sobie drogę, zaczęliśmy się przedzierać niebieskim szlakiem wzdłuż grzbietu, naprzemian zapadając się w śniegu i wygrzebując z niego. Otuchy dodała nam nadchodząca z naprzeciwka trójka ludzi w futrzanych czapach. Byle dobić do nich, to wtedy pójdziemy po ich śladach. Słowacy uświadomili nam jednak, że idziemy w odwrotnym kierunku! Wróciliśmy więc na szczyt i w promieniach zachodzącego słońca zaczęliśmy się zastanawiać, gdzie rozstawić namiot. Najpierw trzeba oczywiście zebrać wierzchnią warstwę śniegu, nazbierać patyków (metalowe śledzie w warunkach zimowych się nie sprawdzają), no i skierować wyjście z namiotu wprost na domniemany wschód słońca. Jednak bliskie sąsiedztwo bacówki na Hali Rycerzowej nie dawało nam spokoju. Śnieg wokół był odgarnięty, czyli ktoś musiał się tam krzątać. Zeszliśmy w dół. Tym razem po zdecydowanym pchnięciu drzwi klamka puściła. Wewnątrz było pusto i ciemno. Na górze sypialnie, na parterze kuchnia i stołówka, na dole prysznice i ubikacje. Gospodarz pojawił się po chwili. Okazało się, że niedawno wymieniał drzwi, które jeszcze się nie dotarły i ciężko chodzą. Byliśmy jedynymi gośćmi. Mimo że nie było tutaj zasięgu GSM, gospodarz pokazywał nam na laptopie zdjęcia z ostatniego biegu narciarskiego. Nie obeszło się bez nocnych dyskusji o wyższości nart śnieżnych nad nieuzbrojonym przedzieraniem się przez górskie zaspy i o fenomenie Allegro. Okazało się, że w bacówce jest dostęp do internetu!

Nazajutrz powitał nas chmurny ranek. Pozostało nam już tylko zejście żółtym szlakiem do Soblówki, złapanie autobusu do Rajczy i kilkugodzinny powrót do domu.

W sieci

www.mlodahora.ptt.org.pl

www.rycerzowa.pttk.pl

www.zywiecczyzna.pl

www.beskid.zywiecki.prv.pl