Narty w Austrii. Heiligenblut - od nartostrady do lodospadu

Sezon zaczyna się tu zwykle tydzień przed Bożym Narodzeniem, a w tym roku kończy się 18 kwietnia

Charakterystyczną sylwetkę wieży kościoła w Heiligenblut z Grossglocknerem (3776 m n.p.m.), najwyższym szczytem Austrii, w tle zobaczymy na prawie każdym folderze reklamowym tego kraju. Heiligenblut, ongiś zapadła dziura w najdalszym zakątku Wysokich Taurów, dzisiaj opiera swą egzystencję na zwieszającym się nad nią alpejskim olbrzymie. W lecie jest punktem wyjścia wysokogórskich wypraw na okoliczne trzytysięczniki, w zimie zaś przeistacza się w ciekawą stację narciarską.

***

Heiligenblut to małe alpejskie miasteczko (1200 mieszkańców) w dolinie Moll, którego centrum leży na wysokości ok. 1300 m n.p.m., a najwyższe przysiółki sięgają nawet 1700 m. Pierwsze wyciągi narciarskie zbudowano tu dopiero w latach 50. Przełomem we współczesnej historii Heiligenblut był rok 1975, kiedy do dyspozycji narciarzy oddano ośrodek Rossbach. O pozycji Heiligenblut nie decyduje ilość tras, nie czuje się tu gorączki wielkich ośrodków Kraju Salzburskiego ani Tyrolu. Panuje kameralna atmosfera, nie ma wielkich marketów, snobistycznych hoteli ani knajp, a w nocy po prostu się śpi. Ale za to są wspaniałe góry, dobra infrastruktura narciarska, a śnieg gwarantowany. Nie jest to raczej ośrodek dla początkujących, choć łatwych tras nie brakuje - przeważają o średnim i wysokim stopniu trudności.

Heiligenblut oddaje do dyspozycji gości 55 km przygotowanych tras narciarskich. Są one na tyle ciekawe, że nawet przez tydzień nie znudzi nas jazda. Dostęp do dwu terenów zjazdowych, Schareck i Fleissalm, zapewnia kolej gondolowa Rossbach. Startuje z centrum miasteczka, a jej dolna stacja zawieszona kilkanaście metrów nad poziomem głównej ulicy należy do ciekawszych rozwiązań kolejkowej architektury w Austrii. Gondolka wywozi nas na poziom 1750 m do stacji pośredniej o tej samej nazwie, z której prowadzi trasa zjazdowa do centrum miasteczka. To chyba najtrudniejsza nartostrada Heiligenblut. W dolnej części przeciska się między domami, pod koniec dnia często jest oblodzona i pokryta muldami.

***

Kontynuując podróż gondolką, znajdziemy się na szczycie Schareck (2604 m n.p.m.). Na jego stokach rozciąga się pierwsza arena narciarskich zmagań, o tej samej nazwie co szczyt. Obsługuje ją głównie drugi odcinek gondolki (długość 2200 m, różnica wysokości 650 m). Ponadto pracują tu jeszcze dwa wyciągi orczykowe o długości 1600 i 800 m.

Ale to nie koniec tras w tym rejonie. Ze szczytu Schareck możemy zjechać do bocznej doliny Fallbichl, gdzie mamy do dyspozycji kilka tras obsługiwanych przez orczyk i - od sezonu 2006/07 - nowoczesną 8-osobową gondolkę. Łącznie na stokach Schareck i Fallbichl wytyczono 35 km tras narciarskich.

***

Fleissalm to drugi narciarski rejon Heiligenblut - kolejne 20 km pięknych tras. Osiągamy go ze stacji Rossbach za pomocą dosyć nietypowej kolejkowej konstrukcji pracującej w dawnym tunelu wodociągowym - wagoniki obu wahadłowych pociągów są podwieszone do potężnej szyny, górą biegnie lina napędowa. Niestety, wagoniki są bardzo ciasne. Ale jeśli chcemy jeździć na Fleissalm (trudno tego nie robić w Heiligenblut), to nie mamy wyjścia. Zarówno wjazd na tę halę, jak i powrót z niej odbywa się wyłącznie za pomocą podziemnej kolejki. Fleissalm to przede wszystkim 6-osobowa kanapa (długość 2150 m) docierająca do wysokości 2470 m, z osłoną wiatrową, i wspaniałe trasy wzdłuż tego wyciągu. Wyżej wydźwignie nas wyciąg orczykowy z górną stacją na wysokości 2902 m. Większość narciarzy tu nie zagląda, a naprawdę warto. Głównie dla wspaniałych widoków, które możemy też podziwiać ze szczytu Gjaidtroghohe - do trzytysięcznika brakuje mu 11 m. Dodatkową atrakcją Gjaidtroghohe jest też możliwość wpisania się do książki gości, w której na pewno znajdziemy jakieś sławne nazwisko.

Ale uwaga: na szczycie możemy odczuć wpływ wysokości. Więc nie wbiegajmy, bo zamiast podziwiać panoramę, będziemy ciężko dyszeć i uspokajać oddech, a zjazd zamieni się w walkę o przetrwanie.

***

Freeride, czyli jazda poza przygotowanymi trasami, to mocna strona Heiligenblut. Moim zdaniem jest to jedno z lepszych tego typu miejsc w całej Austrii, szczególnie dla początkujących. W wielu miejscach łatwo jest zboczyć z ubitej trasy i popróbować sił na nieprzetartym szlaku. Poza tym wytyczono tu cztery oficjalne trasy zjazdowe, nieratrakowane i niedoglądane przez służby ośrodka. Trasy freeride'owe nie są zbyt strome i z reguły prowadzą rozległymi polami śnieżnymi. Nie ma tu zbyt wielkiego zagrożenia lawinami ani możliwości wpadnięcia do szczeliny jak na lodowcach. W razie zagubienia we mgle nie grozi nam zjazd w miejsca, z których nie będzie odwrotu - znajdziemy się w dolinie, która w końcu sprowadzi nas do wyciągów lub do Heiligenblut.

Ale uwaga: pamiętajmy, że jesteśmy w Wysokich Taurach, najwyższym łańcuchu Alp Austriackich. Wypuszczajmy się poza trasy tylko wtedy, kiedy jest śnieg i dobra pogoda, a jeśli nas na to stać, to z przewodnikiem,

Najciekawszą zabawę będziemy mieli na trasie nr 2. Spod szczytu Schareck jedziemy ostrożnie lewą stroną, wyglądając oznakowania wjazdu na naszą turę. Tu przewijamy się na południowo-zachodnie zbocze góry, już po stronie Doliny Fleiss i w skos tego stoku, kierując się śladami poprzedników, jedziemy, jak podpowiada instynkt. My mieliśmy tak wspaniale ubity przez słońce śnieg, że momentami czuliśmy się jak na nartostradzie! Po osiągnięciu dna doliny kilka minut podejścia i jesteśmy przy dolnej stacji kanapy.

Jeszcze łatwiej osiągnąć kolejną trasę, wspomniany wcześniej kocioł pod szczytem Gjaidtroghohe. Po wydźwignięciu się orczykiem porzucamy ubity szlak i jedziemy w dół, jak tylko nam się podoba. Miejsca jest dużo i z reguły zawsze znajdziemy możliwości założenia własnego śladu. I tak aż do górnej stacji kanapy.

Z tego samego orczyka możemy też szusować rasą nr 11. Potem na nosa odbijamy w prawo i zaczyna się jazda po dzikich przestrzeniach. Trzeba przy tym ciągle lekko trawersować w lewo, by we właściwym momencie wpaść na przestrzeń w pobliżu dolnej stacji kanapy.

***

W Heiligenblut nie brakuje restauracji, barów ani sklepów. Jest tor saneczkowy i kryty basen. Dzieci mogą rozpocząć narciarską edukację w specjalnym narciarskim ogródku poniżej centrum miasta.

Tym, co w zakresie apre-ski wyróżnia Heiligenblut od innych stacji narciarskich jest możliwość wspinaczki na lodospadzie. Corocznie buduje się go, lejąc wodę na szczyt sporej skałki w górnej części miasteczka. Można wynająć instruktora, który wprowadzi nas w arkana lodowej wspinaczki. To ekscytujące przeżycie. A jak pięknie będą boleć następnego dnia nasze zakwaszone mięśnie

Słynną B 107

Dojazd: od granicy w Cieszynie do Heiligenblut jest ok. 825 km; jedziemy B 107, czyli słynną Grossglockner Hohalpenstrasse (prowadzi przez główny grzbiet Wysokich Taurów do Salzburgenlandu), zimą kończy się ona w Heiligenblut; skręcamy na nią z drogi krajowej nr B 100 w Dolsach,prowadzącej z Villach do Lienz.

Karnety: jak w całej Karyntii, obowiązuje TOP SKI CARINTHIA PASS GOLD - 6-dniowy 175 euro, po sezonie 159 (ważny w Karyntii i Tyrolu Wschodnim). Jeśli nie zamierzamy zwiedzać okolicy i spędzamy cały urlop w Heiligenblut, lokalny karnet 6-dniowy - 159 euro, jednodniowy - 33.

Wyciągi czynne codziennie godz. 9-16.

Noclegi: najtaniej - ponad 20 euro od osoby.

W sieci

http://www.heiligenblut.at

http://www.heiligenblut.com

Biuro turystyczne: office@heiligenblut.at , tel. +43 4824 2001 21, faks + 43 4824 2001 43