Vorarlberg - elitarny raj dla narciarzy

W sezonie na głównej ulicy można spotkać panie w pełnym makijażu i najnowszym stroju narciarskim wędrujące od knajpki do knajpki. Widok znany i z Krupówek? Tak, ale gogle i buty narciarskie pań z kurortu Lech kosztują z pięć razy tyle...

Oceń ośrodek na Forum>>>

- Vorarlberg? - znajomi, nawet fanatycy Austrii, kiedy pytałem ich o narty w tych okolicach, pukali się w czoło. - Tam z Polski nikt nie jeździ. Za daleko.

Rzeczywiście, malutki land Vorarlberg leży na samym zachodzie kraju, a tutejszy niemiecki przypomina bardziej dialekty szwajcarskie niż mowę mieszkańców Wiednia. W latach 60. istniał nawet w Vorarlbergu ruch na rzecz przyłączenia się do Szwajcarii!

***

Perłą landu jest Lech. Ośrodek legenda, członek - obok m.in. St. Moritz, Cortiny d'Ampezzo i Chamonix - elitarnego klubu 12 najlepszych kurortów alpejskich.

Maleńki Lech (1316 mieszkańców) leży wysoko, na ponad 1400 m n.p.m. Na nartach jeździ się po obu stronach doliny, wśród alpejskich szczytów (do 2500 m), w tym kilkoma widowiskowymi kotłami. Ośrodek połączony jest z St. Anton po drugiej stronie gór, już w Tyrolu. 250 km tras obsługuje dziesięć kolejek i ponad 70 wyciągów.

Dla narciarzy to raj. Niestety, bardzo elitarny. Kurort szczyci się tym, że swego czasu wypoczywał tu książę Karol. Że ostatnio kręcono część filmu o Bridget Jones. Że to tu założono przed wiekiem pierwszą szkółkę narciarską w Alpach. I że stąd pochodzi czterech mistrzów olimpijskich w zjeździe.

Elitarność Lech chwilami nawet śmieszy. W sezonie można spotkać na głównej ulicy panie w pełnym makijażu i najnowszym stroju narciarskim wędrujące od knajpki do knajpki. Widok znany i z Krupówek? Tak, ale gogle i buty narciarskie pań z Lech kosztują z pięć razy tyle...

Buty często pochodzą od Strolza. To przedsiębiorstwo zaiste niezwykłe. Rodzinną firmę założył w Lech 85 lat temu Ambros Strolz - mimo zglobalizowania świata i dominacji kolosów przemysłu narciarskiego nadal istnieje i ma się dobrze. Produkuje tylko 50 tys. par rocznie, ale większość z nich sprzedaje nadal w Lech - są dopasowywane do nogi klienta! Na przymiarkę przychodzi się rano. Stopa jest mierzona, bada się też elektronicznie siłę nacisku podeszwy na podłogę. W ciągu dnia buty są ręcznie "szyte". Wieczorem znów przymiarka i jeśli konieczne są następne poprawki - odbiera się buty nazajutrz. Cena - prawie 600 euro (wśród zwykłych śmiertelników może to uchodzić za snobizm, ale co innego sądzą narciarscy profesjonaliści oraz ludzie o nietypowych stopach). Salon Strolza w centrum Lech połączony jest ze sklepem narciarskim - astronomiczne ceny, ale warto zajrzeć, by zobaczyć, ile troski można poświęcać cudzym stopom.

Miejscowi nie chcą z kurortu robić kombinatu. Od 30 już lat tutaj i w pobliskim Zürs liczba łóżek się nie zmienia: 8-9 tys. Zmieniają się za to proporcje między hotelami luksusowymi a w miarę tanimi, na niekorzyść tych ostatnich. W tej chwili aż 55 proc. ofert należy do hoteli cztero- i pięciogwiadkowych, do dwugwiazdkowych i kwater prywatnych - ledwie kilkanaście procent. W szczycie sezonu dwójka ze śniadaniem w hotelu trzygwiadkowym kosztuje przeciętnie 180 euro, choć zdarzają się i za 100. Za apartament w najlepszym pięciogwiadkowym hotelu Post (do sali jadalnej nie wejdziemy bez marynarki, w karcie trufle itp.) zapłacimy 600 euro. Chętnych nie brakuje, ale... właściciele nie przypominają sobie, by gościli Polaków.

***

Ale Vorarlberg to nie tylko Lech. Jest tu pięć innych regionów narciarskich: Las Bregencki, Montafon, Alpenregion Bludenz, Kleinwalsertal i Laterns. Wszystkie mają od 100 do ponad 200 km dość prostych tras i składają się z kilku ośrodków połączonych ze sobą ski-busami, darmowymi dla posiadaczy ski-passów.

Choć nigdzie chyba nie znajdziemy tak wspaniałych nalewek - także z czarnego bzu! - jak w hotelu Bergfrieden w regionie Laterns, to jednak najciekawszym z mniejszych regionów Vorarlbergu jest Montafon. To tu w latach 20. dwie zimy spędził Ernest Hemingway, podchodząc z nartami do góry (wyciągów jeszcze nie było), zjeżdżając w kopnym śniegu, a wieczorami pijąc tęgo i grając w karty. Według legendy wygrał nawet miejscową szkółkę narciarską, ale potem ją przegrał... Montafon ma ponad 200 km tras, a w jego największym ośrodku, Silvretta-Nova, naprawdę da się pojeździć: 114 km tras, wyciągi docierają na 2400 m n.p.m. Pobliski Golm (też w Montafonie) jest mniejszy, ale ma podobno najpiękniejsze widoki w tej części Alp. Piszę "podobno", bo gdy byłem tam w połowie grudnia, cały czas padał śnieg.

Komu średniej trudności i długości trasy nie odpowiadają, może w Montafonie i pobliskim Alpenregion Bludenz tylko mieszkać (bo taniej, ok. 80 euro za dwójkę), a na narty jeździć do Lech - 30 min w jedną stronę. Ale uwaga! Zdarza się, że ośrodek, sprzedawszy 14 tys. biletów na dany dzień - zamyka kasy. Wszystko po to, by klienci nie tłoczyli się na wyciągach (w ubiegłym sezonie zrobiono tak dwa razy).

A kto po nartach nie ma dosyć, niech uda się do basenowego kompleksu Val Blu w Bludenz - m.in. sześć saun, w tym jedna "na powietrzu", zza ogromnej szyby widać piękną panoramę doliny, a spociwszy się, można wskoczyć do basenu pod gwiazdami z wodą o temperaturze bliskiej 0 stopni.

Do starych miast Vorarlbergu - właśnie Bludenz, Feldkirch i trochę oddalonych od gór Dornbirn i Bregencji nad Jeziorem Bodeńskim - warto udać się na popołudniową przechadzkę i może na obiad. Wśród restauracji przeważają te z ciężką, mięsną kuchnią alpejską, ale da się znaleźć i bardziej nowoczesne, np. włoskie.

***

Lech to oferta narciarsko wspaniała, ale niemal wyłącznie dla ludzi z grubszym portfelem. Inne, mniejsze regiony Vorarlbergu to z kolei dobra propozycja dla początkujących narciarzy i rodzin z dziećmi, zgodnie z hasłem reklamowym landu "Wczasy w harmonii". Niektóre z nich mają zresztą dla rodzin specjalne oferty (wyciągi plus kwatery). Np. Montafon od 12 marca do 10 kwietnia proponuje następujące rozwiązanie: jeśli rodzice wykupią kwaterę i ski-pasy, dzieci do lat dziesięciu śpią i jeżdżą na nartach za darmo.

A co do odległości... Z Poznania czy Wrocławia dotrzemy do Vorarlbergu w jeden dzień. Do Montafonu jedzie się autostradami przez Niemcy ledwie pół godziny dłużej niż do popularnych wśród Polaków Kitzbühel czy Sölden. Jest też kilka dobrych i tanich połączeń lotniczych do pobliskiego Zurychu. A stamtąd w weekendy regularnie kursują autobusy do kurortów Vorarlbergu.