Andaluzja - na narty!

Tego samego dnia jeździmy na nartach i kąpiemy się w morzu. Gdzie? Na południu Hiszpanii

Kiedy przyjeżdżam do Granady (w marcu), jednego z najpiękniejszych miast nie tylko Andaluzji, ale i całej Hiszpanii, drzewa pomarańczowe uginają się od owoców, skwery toną w kwiatach, a niektórzy przechodnie paradują w szortach. Tymczasem wystarczy pół godziny jazdy, by znaleźć się w górach, gdzie panuje prawdziwa zima - zaledwie 100 km dzieli ośrodek narciarski Sierra Nevada od wysadzanych palmami plaż Costa Tropical.

Na parkingu w Pradollano, miasteczku, z którego startują wyciągi, od razu dopadają nas okutani w grube kurtki czarnoskórzy sprzedawcy okularów. Okulary mamy, ale chcemy wypożyczyć sprzęt. W wybudowanym na wzór alpejskich kurortów mieście jest wszystko, co narciarzom potrzebne - wypożyczalnie, sklepy narciarskie, nowoczesne centrum medyczne, no i oczywiście hotele, nie mówiąc o dyskotekach i nocnych klubach.

Kolorowymi gondolami ruszamy z 2100 m n.p.m. i - po przesiadce na krzesełka - docieramy w pobliże szczytu Veleta (3398 m n.p.m.). W okolicy jest też Mulhacén - najwyższa góra na Półwyspie Iberyjskim (3481 m).

Otaczają nas zasypane śniegiem, na tej wysokości zupełnie pozbawione drzew Góry Betyckie, w oddali rozpościera się Morze Śródziemne. Widoczność doskonała - błękitne niebo zlewa się z taflą morza, na horyzoncie widać nawet zarys Afryki. Jest tak ciepło, że w przerwie między kolejnymi szusami opalamy się rozebrani do koszulek. Jednak jak to w górach pogoda zmienia się błyskawicznie. Po chwili przepraszamy się z czapkami i rękawicami, nieodzowne stają się gogle. Silny wiatr sprawia, że chwilami wprost nie daje się zjeżdżać. A potem znowu słońce (w reklamach region gwarantuje dobrą pogodę niemal na okrągło). W końcu to wysunięty najdalej na południe ośrodek narciarski kontynentalnej Europy. Nie obawiajmy się jednak, że mocne słońce stopi śnieg - od listopada do maja na pewno da się jeździć (wysokość!). Na wszelki wypadek czekają też armatki - aż 386!

Większość z 80 km nartostrad w regionie Sierra Nevada oznaczono jako średniotrudne - czerwone (33 km) oraz łatwe - niebieskie (25 km). Są i zielone, traktowane raczej jako widokowe, dwie trasy biegowe oraz 4 km tras czarnych, czyli bardzo trudnych. Z tych największym wyzwaniem jest zjazd krótką, ale bardzo stromą i pokrytą specjalnie przygotowanymi muldami "Viserą". "Tylko dla doświadczonych narciarzy" - ostrzega napis przed wejściem na wyciąg. Weźmy to sobie do serca, bo od dołu i tak wygląda ona znacznie łatwiej niż na starcie.

Każda nartostrada ma swoją nazwę: jest więc "Zorro" (po hiszpańsku "lis"), długa "Trucha" ("pstrąg") i króciutka "Perdiz" ("kuropatwa")... Niestety, nie mogę wypróbować trasy, na której w 1996 r. rozgrywano narciarskie Mistrzostwa Świata - akurat trwa Puchar Europy. W zamian zjeżdżam prawie 6 km po czerwonej trasie "Aguila" ("orzeł").

Komu mało jazdy w dzień, w weekendy może skorzystać z tras oświetlonych wieczorami. Jednak sądząc po tłumach przesiadujących przy rozstawionych na stoku restauracyjnych stolikach, większość Hiszpanów przedkłada nad narty biesiadowanie.

Bliskość Granady, w której kultura europejska miesza się z orientalną, sprawia, że postanawiamy wybrać się do jednej z tamtejszych łaźni arabskich - hamamu.

Półmrok, miła woń olejków eterycznych, dyskretna muzyka i płyciutkie baseniki, w których moczymy się raz w ciepłej, a raz w lodowatej wodzie. Do tego jeszcze masaż przyjemnie rozluźniający zbolałe mięśnie. No a potem wybieramy się na występ flamenco...

A może wypad nad Morze Śródziemne? 100 km i nurkujemy wśród fal. Zimową porą dla większości Hiszpanów woda jest wprawdzie za zimna, ale my, przyzwyczajeni do Bałtyku...

Wzdłuż Costa Tropical rozsiane są ciekawe miasteczka: Almu?ecar króluje na wzgórzu nad plantacjami trzciny cukrowej, Salobre?a (uliczkami wijącymi się wzdłuż białych domów do XIII-wiecznej dojdziemy do arabskiej twierdzy na szczycie) czy sympatyczne Motril (koniecznie spróbujmy miejscowych likierów w portowej tawernie!). Nie są to miejsca oblegane przez Polaków. Jesteśmy więc zaskoczeni, kiedy popijając cavę (hiszpańskie wino musujące), spotykamy naszego rodaka, emeryta z Wielkiej Brytanii, który co roku przyjeżdża tu na kilka miesięcy, bardzo chwaląc sobie klimat i spokój.

A klimat jest zgodnie z nazwą wybrzeża tropikalny. Rosną tu pomarańcze, banany, papaje, mango, guawy i awokado (to jedyne miejsce w Europie, gdzie się je uprawia).

Trudno uwierzyć, że za chwilę możemy jeździć na nartach, gdyby nie te ośnieżone góry na horyzoncie...