17 listopada, cztery dni po atakach w okolicach Stade de France i w teatrze Bataclan, reprezentacja Francji pojechała na Wembley, by rozegrać towarzyskie spotkanie z Anglią. Na grze w obliczu narodowej tragedii - ekipa Didiera Deschampa przegrała spotkane 0:2 - trudno było się jednak skoncentrować.
90 tysięcy angielskich fanów, w hołdzie ofiarom paryskiej masakry, odśpiewało Marsyliankę tak, że ciarki przechodziły po plecach. Były też kwiaty, minuta ciszy i liczne słowa wsparcia pisane na kartonach i plakatach.
„Wesprzyjmy ich tak, jak oni wsparli nas”
Teraz sytuacja się odwróciła. To Brytyjczycy są tuż po smutnych wydarzeniach w ich kraju i zamachach z 22 maja i 3 czerwca w Manchesterze i Londynie. Świadomość tego mają francuscy gracze, którzy chcą, by tym razem podczas towarzyskiego meczu, to w ich stolicy mocno wesprzeć gości z Wysp.
- Nigdy nie zapomnimy emocji spotkania z listopada 2015 roku – zaczął swą przemowę Blaise Matuidi. – Apeluję do kibiców, którzy będą we wtorek na Stade de France o głośne odśpiewanie „God Save the Queen”. Ten kraj, po tym co przeszedł, zasługuje na takie wsparcie. Dlatego wesprzyjmy ich tak, jak oni nas wsparli – dodał zawodnik Trójkolorowych.
Tekst brytyjskiego hymnu ma zostać wyświetlony na telebimach. Podczas wtorkowego meczu zaplanowano minutę ciszy i zdecydowano, by muzyczna oprawa była stonowana. Na trybunach mamy zobaczyć także gigantyczną flagę Anglii.
Mecz na stadionie będą oglądać prezydent Republiki Emmanuel Marcon oraz Minister Wielkiej Brytanii Theresa May. Meczowi w Paryżu będą towarzyszyć specjalne środki bezpieczeństwa - zwiększona będzie kontrola w mieście, liczba funkcjonariuszy, a regulamin dotyczący wstępu na imprezę zostanie zaostrzony.
Przypomnijmy, że w wyniku zamachów w Londynie z 3 czerwca zginęło osiem osób (w tym troje obywateli Francji). Dwa tygodnie wcześniej w Manchesterze śmierć poniosły 22 osoby, a ponad 100 zostało rannych.
W wyniku zamachów w stolicy Francji w listopadzie 2015 roku zmarło 130 osób.