MŚ 2010. Grupa H: Chile - Szwajcaria. Kto lepiej zaprogramuje piłkarzy?

Trener Chilijczyków Marcelo Bielsa wierzy w atak, selekcjoner Szwajcarów Ottmar Hitzfeld w zdyscyplinowaną i konsekwentną obronę. Obaj zdają się w kieszeni garnituru trzymać pilota, którym sterują ruchami piłkarzy

Po pierwszej kolejce oba zespoły mają po trzy punkty. Zwycięzca poniedziałkowego meczu będzie o krok od 1/8 finału.

Rozkochanych w ataku piłkarzy z Ameryki Południowej czeka prawdopodobnie jedno z najtrudniejszych zadań w karierze.

W środę szczelnej szwajcarskiej defensywy nie potrafili rozmontować fantastycznie utalentowani Hiszpanie, główni faworyci do zwycięstwa w RPA (0:1). Wynik był szokiem nawet dla zwycięzców. Od kilku dni zespół, na który nikt na MŚ nie stawiał, próbuje poradzić sobie z sukcesem.

- Musimy twardo stąpać po ziemi. Wygrana z Hiszpanią zawsze będzie warta tylko trzy punkty. A my potrzebujemy więcej - mówi bramkarz Diego Benaglio.

- Jeśli się zagotujemy, nie mamy szans. Mentalnie to trudniejsze spotkanie od tego z mistrzami Europy - uważa trener Ottmar Hitzfeld.

Niemiecki taktyczny geniusz nie zamierza wymyślać na Chilijczyków niczego nowego. Choć do końca fazy grupowej z powodu kontuzji nie zagra lider defensywy Philippe Senderos, jego drużyna skupi się na obronie, a gola spróbuje strzelić po kontrach. Będzie jej łatwiej, bo do treningów wrócił napastnik Alexander Frei i szybki obrońca Valon Behrami.

Przewagę Szwajcarzy spróbują wypracować doskonałą organizacją. W drużynie Hitzfelda nie da się zauważyć popisów jednego piłkarza, ta reprezentacja zdaje się być całością. Dobrze funkcjonującym organizmem, w którym jedni odpowiadają za oddychanie, a inni za transport krwi. Wszystkim przy linii bocznej steruje 61-letni trener.

Ze swojego stylu nie zrezygnują też Chilijczycy. Selekcjoner Marcelo Bielsa uważający, że futbol ofensywny wyznacza najkrótszą drogę do sukcesu, znów ustawi zespół w systemie 3-3-1-3. - Nie przestaniemy atakować. Zawsze gramy tak samo - mówi 55-letni Argentyńczyk.

Bielsa sprawił, że baza reprezentacji Chile jest jednym z najbardziej strzeżonych miejsc w RPA, do którego dziennikarze nie mogą się zbliżyć na kilometr.

Gdy otwarcie bram wymusza FIFA, Bielsa zabrania wnoszenia kamer, aparatów i dyktafonów. Ci, którzy zajęcia widzieli, twierdzą, że składają się z powtarzania przez piłkarzy akcji wymyślonych przez trenera. - Nie chodzi o to, by drużyna zachowywała się jak po naciśnięciu automatycznego pilota. Na boisku piłkarze sami się orientują, że właśnie zaczęła się akcja, którą ćwiczyli, i wiedzą, co mają robić. To działa, choć żaden inny trener takich metod nie stosuje - mówi biograf Bielsy.

Rozgrywający Jorge Valdivia twierdzi jednak, że po przyjeździe na zgrupowanie zamienia się w piłkarza z playstation, którego każdy ruch jest dokładnie zaprogramowany. - Gramy ze sobą długo, spędziliśmy tak wiele godzin na treningach, że doskonale wiemy, co mamy robić i gdzie każdy z nas powinien stać - mówi Valdivia.

- Nie wierzę w drużyny, które przypominają maszyny, bo stają się bezsilne, gdy coś nie idzie po ich myśli. Nie lubię też takich polegających na swoich liderach. Jeśli Bóg nie uruchomi ich geniuszu, drużyna znajduje się na łasce rywali - odpowiada Bielsa.

U niego każdy piłkarz ma odpowiadać za ataki, sukcesy jego zespołu nie zależą od formy i humoru jednego gwiazdora. Z Hondurasem zabrakło kontuzjowanego napastnika Humberta Suazy. Chile męczyło się, ale wygrało 1:0.

W poniedziałek najlepszy strzelec eliminacji w Ameryce Południowej, który wiosną podbił ligę hiszpańską i pomógł uratować przed spadkiem Real Saragossa, wraca do pierwszej jedenastki. 29-letni napastnik z wyglądu nie przypomina piłkarza, gdziekolwiek się pojawi, zarzuca mu się nadwagę. Hiszpańskim dziennikarzom tłumaczył, że do pytań o kilogramy już przywykł.

- Wygląda na grubasa, ale to pozory. Gdybyście zobaczyli go bez koszulki, zrozumielibyście, że to skała - tłumaczył fizjolog Saragossy.

Suazo i Chilijczyków czeka dziś trudne zadanie. Na mundialu w Niemczech gola Szwajcarom próbowali strzelić tacy specjaliści jak Thierry Henry, Emmanuel Adebayor i Andrij Szewczenko. Żadnemu się nie udało, Szwajcaria nie straciła gola w czterech meczach, odpadła dopiero w 1/8 finału po rzutach karnych. W RPA nie dali rady David Villa i Fernando Torres.

Gdyby nie osiem goli straconych przez zespół Hitzfelda w eliminacjach, można by pomyśleć, że Szwajcarii gola strzelić się po prostu nie da.

Trener Nowej Zelandii dziwi się decyzjom sędziego ?

Więcej o: