MŚ 2010. Kochana "Bafana Bafana"

Jeśli mundial miał przyjść wreszcie do Afryki, RPA jest miejscem idealnym.

Widok dźwigów i krzątaniny wokół stadionu w Kapsztadzie ze szczytu Góry Stołowej zaimponował mi już rok temu. Mówił on: wszystko, człowieku co tutaj widzisz, robimy dla mundialu, chociaż, cholera, to strasznie trudne.

Mundial to wyzwanie, jakiego dotąd kraj ten nie miał. Buduje nie tylko stadiony i ośrodki piłkarskie. Tak jak w Polsce przed euro, RPA poprawia lotniska, drogi, hotele - i tak lepsze i w większej liczbie niż w innych regionach kontynentu. Przygotowuje się do mundialu, dźwigając na plecach oczekiwania całej Afryki na piękną imprezę, którą zachwyci się cały świat. Takie odgłosy dochodzą z różnych części kontynentu, bez względu na odmienności kulturowe - z arabskiej północy, francuskojęzycznego zachodu czy angielskojęzycznego południa i wschodu.

Więc - jeśli czuje się we krwi choć odrobinę afrykańskiego buszu - trzeba trzymać za nich kciuki. Sądząc po poważnych kłopotach Pucharu Narodów Afryki w Angoli i Pucharu Konfederacji w RPA, trzymanie kciuków jest nie tylko kwestią sympatii dla kraju i ludzi, ale jest też trzymaniem kciuków za zdrowie i mienie piłkarzy, kibiców, dziennikarzy.

Kraj i jego historia, zwłaszcza walka kolorowej większości z apartheidem, jest znana. Słonie, lwy, lamparty, hipopotamy i nosorożce z parku Krugera też jakie są, każdy widzi. Ale drużyna piłkarska - za wyjątkiem trenera Parreiry - jest niemal całkowicie anonimowa. "Bafana Bafana" nie jest dobra, na mundial do Niemiec się nie zakwalifikowała, dwa razy odpadała w pierwszej rundzie, teraz jako gospodarz nie musiała walczyć o awans. Trzeba za nią trzymać kciuki, bo bez tego niewyraźnie widzę jej szanse, żeby nie powiedzieć: czarno.

W epoce segregacji rasowej futbol był w RPA grą czarnej większości z Soweto i Cape Flats. W rugby grali afrykanerzy, w krykieta Brytyjczycy. Stąd w 29-osobowej, szerokiej reprezentacji, jaką brazylijski trener Carlos Alberto Parreira powołał na najbliższe spotkania towarzyskie - w sumie do meczu otwarcia 11 czerwca będzie ich pięć, może sześć, jeśli dojdzie do skutku mecz z Brazylią - jest tylko dwóch białych graczy. Większość piłkarzy gra w lidze afrykańskiej, tylko dziewięciu w Europie, choć głównie jako rezerwowi.

Co sądzić o selekcjonerze? Czy trener Parreira to mocny punkt drużyny? Brazylijczyk w żadnym klubie nie zagrzał miejsca, zaraz po zdobyciu mundialu w 1994 r. klęską zakończył się jego roczny pobyt w Walencji, właściwie w każdym późniejszym klubie był tylko przez sezon. Reprezentacje żyją własnym życiem, w którym federacje podpisują kontrakty od imprezy do imprezy. I dzięki temu Parreira spędził znów trzy lata jako selekcjoner Brazylii przed nieudanym mundialem w Niemczech, dlatego jest w RPA od czterech lat z małą przerwą.

Drużyna jest praktycznie od początku roku na nieustających zgrupowaniach i tournée. Ale wciąż ma problem nie do przezwyciężenia - za mało zdobytych bramek. W 34 spotkaniach w ostatnich dwóch latach RPA strzeliła 32 gole. Dlatego sponsorzy "Bafana Bafana" postarali się o zwiększenie motywacji - 131 tys. dol. dla drużyny za każdego gola na mundialu.

Puchar w rękach Mandeli ?