Przed MŚ 2010. Red Bull Street Style

Norweg Andres Solum wygrał w Kapsztadzie mistrzostwa świata Red Bull Street Style, efektownej odmianie żonglerki piłką. Łukasz Chwieduk odpadł dopiero w ćwierćfinale

W środowej, rozstrzygającej fazie turnieju, rozegranej nieopodal kapsztadzkiego Zamku Dobrej Nadziei, było mnóstwo niespodzianek - jeszcze przed półfinałami odpadli broniący tytułu Francuz Sean Garnier oraz imponujący w rywalizacji grupowej Brytyjczyk Andrew Henderson. Być może ten pierwszy nie przekonał sędziów efekciarskim stylem (ewolucje wyjęte z breakdance'a przyćmiewały triki wymagające wybitnego panowania nad piłką), a drugi ostentacyjnym zachowaniem na scenie - w tych zawodach liczy się wszystko, także ogólne wrażenia estetyczne. A być może faworyci padli ofiarą innej specyfiki imprezy. Reprezentant Polski, 17-latek z pomorskich Kępic, mówił jeszcze przed rozpoczęciem mistrzostw, że o ile w eliminacjach występy będą oceniać arbitrzy sami uprawiający street style i doskonale rozumiejący jego niuanse, o tyle od 1/8 finałów w jury zasiądą regularni futboliści, którzy niekoniecznie owe niuanse obejmują. Za to nazwiska mają sławne - do Kapsztadu przyjechali George Weah z Liberii, bohater lat 90., jedyny Afrykanin wybrany przez FIFA na najlepszego gracza roku w świecie, oraz Edgar Davids, były gwiazdor Ajaksu, Milanu, Juventusu, Barcelony oraz Interu.

Obaj jurorzy byli pod wrażeniem techniki uczestników MŚ i twierdzili, że zawodowi piłkarze - nawet wirtuozi w typie Messiego czy Cristiano Ronaldo - nie byliby w stanie powtórzyć sztuczek prezentowanych w namiocie Red Bulla. I raczej nie były to słowa kokieterii, skoro np. Christian Mayorga z Kolumbii (trzecie miejsce) potrafił wywinąć salto, nie upuszczając piłki trzymanej między wygiętą stopą a piszczelem.

Ta dyscyplina premiuje zawodników drobnych i giętkich, stworzonych do ekwilibrystyki, dlatego sensacyjny może zdawać się sukces Soluma. 27-letni Norweg nie tylko należał do najstarszych w stawce, ale był zdecydowanie najwyższy (mierzy 192 cm). Dzięki temu sprawiał niekiedy wrażenie, jakby triki kosztowały go więcej wysiłku niż konkurentów. I tym samym wzbudzały więcej szacunku.

Solum pokonał w finale reprezentującego gospodarzy, wspieranego na głównym placu Kapsztadu jazgotliwym dopingiem Kamala Ranchoda. W całym turnieju przegrał tylko jeden pojedynek. Inauguracyjny, z Łukaszem Chwiedukiem. Polak jak na debiutanta wypadł znakomicie - w siedmiu pojedynkach zwyciężył, w dwóch był słabszy, doszedł do ćwierćfinału. A nie wiadomo, czy gdyby nie porywisty wiatr, który w sposób znany ze skoków narciarskich zakłócił finały, Chwieduk nie zaszedłby jeszcze dalej

Holandia bez van Nistelrooya ?

Więcej o: