FIFA szacuje, że wpływy z zakończonych niedawno mistrzostw świata mogą sięgnąć nawet 15 miliardów dolarów. Amerykańskie miasta, które gościły mecze mundialu, nie mogą doprosić się od organizacji po... obiecanym milionie. Liczą za to, ile pieniędzy w zawody wpompowały. Przy takich imprezach koszty organizatorów widać wyraźnie, a profity dla nich są raczej w sferze obietnic.
Tuż przed początkiem piłkarskich mistrzostw świata media obiegła informacja, że stan New Jersey podniósł ceny kolejowych biletów na trasie do MetLife Stadium z 12,9 dolara na 150 dolarów! To był jeden z desperackich, ale też wynikających z czystej biznesowej kalkulacji ruchów. Bez niego stanowa spółka straciłaby miliony dolarów, które musiała wyłożyć na uruchomienie dodatkowych pociągów i zwiększenie bezpieczeństwa na tej obleganej podczas mundialu linii. To jeden z wielu przykładów, obrazujących, ile codziennych problemów mają miasta czy całe państwa organizujące wielkie imprezy. Przy piłkarskich mistrzostwach świata realną kasę zgarnia FIFA, a organizatorom pokazuje raporty z prognozami gospodarczych profitów. Gdy przychodzi czas rozliczeń, wobec próśb o obiecane miliony dotacji na rozwój sportu FIFA milknie.
Milion na projekty społeczne. Miasta pytają, FIFA milczy
Ta opisywana przez portal "The Athletic" sytuacja. Prezydent FIFA Gianni Infantino ogłaszał już kiedyś, że FIFA przekaże po milionie dolarów każdemu z miast gospodarzy Klubowych Mistrzostw Świata 2025, też rozegranych w USA. To pieniądze na projekty społeczne. Jak podają przedstawiciele komitetów organizacyjnych MŚ 2026, oni też otrzymali ustne zapewnienia od kierownictwa FIFA, że otrzymają takie same kwoty na podobne cele - przy znacznie droższym i dłuższym turnieju w 2026 roku.
Do tej pory pieniędzy nie otrzymali, a FIFA w tej sprawie zamilkła. Zapytana przez amerykański portal o komentarz, też wybrała ciszę. Niektórzy dyrektorzy komitetów nie kryją frustracji, nie rozumiejąc, dlaczego organizacja obracająca miliardami zwleka z wypłatą tak relatywnie niewielkich kwot dla miast, które de facto dotują jej turniej.
Podział kasy z mistrzostw, ale też z innych tego typu imprez, jest prosty. FIFA zgarnia zdecydowaną większość przychodów ze sprzedaży biletów, praw medialnych, sponsoringu, marketingu, koncesji, a nawet opłat parkingowych. Tymczasem miasta odpowiadają za większą część kosztów związanych z transportem, bezpieczeństwem, ochroną, ale też strefami FIFA Fan Fest, większą obsługą ruchu na lotniskach oraz za pojazdy wykorzystywane w trakcie rozgrywek.
Setki milionów wydatków organizatorów, a FIFA zbiera kasę
Jakie to koszty dla miast-organizatorów? Kansas City wydało 86,8 mln dolarów z funduszy publicznych na organizację sześciu meczów. Do tego prawie 60 mln przekazał rząd na zapewnienie bezpieczeństwa, a 13 mln na wsparcie transportu. Aby zachęcić FIFA do wyboru tego miasta, stan Missouri zgodził się zrezygnować z podatków od sprzedaży biletów na mecze, co oznacza stratę co najmniej 15,6 mln dolarów, które mogłyby zasilić miejski budżet. Do tego na kopanie piłki zrzucają się jeszcze prywatni inwestorzy. Wymagania FIFA wobec miast sięgają jednak głębiej i w skali 6-7 meczów są znaczące. Chodzi np. o zapewnienie eskorty policyjnej i specjalnych pasów ruchu dla VIP-ów, czy usunięcie wszelkich oznak marek niebędących partnerami FIFA ze stadionów, stref kibica oraz dodatkowe prace związane z obiektami. Sumę wydatków dla miasta (stanu) można szacować na ponad 200 mln dolarów.
Obowiązki miast są oczywiście wpisane do umowy z FIFA. Federacja pokazuje raporty, ile aglomeracje i cały kraj lub kraje zyskają na organizacji imprezy. W dokumencie "Analiza społeczno-gospodarczego wpływu MŚ 2026" czytamy m.in. o wielkim sukcesie: 30,5 mld dolarów wpływów dla amerykańskiej gospodarki i 185 tysiącach nowych miejsc pracy. Jak przekazuje Forbes, ekonomiści pozostają co do takich wyliczeń sceptyczni, zauważając, że prognozy zakładają, iż wydatki turystów są całkowicie nową aktywnością ekonomiczną, a duża impreza nie wypiera innych form konsumpcji czy turystyki. Jak piszą publicyści Forbesa: "Patrząc na historię, mundial przynosi miastom-gospodarzom plusy i minusy: wyraźne korzyści dla określonych sektorów, takich jak hotelarstwo i rozrywka i niejednoznaczne, a nawet negatywne skutki po stronie zysków".
Według analiz przedstawionych przez CNN, ruch turystyczny w USA wzrósł jedynie o około... 0,2 proc. Wyraźnego skoku nie zanotowano też w sprzedaży detalicznej.
Dlaczego miasta chcą być gospodarzami mundialu, choć zarobić na nim trudno?
Z wyznaczeniem 11 miast, które gościły w tym roku mecze mistrzostw świata w USA, problemów nie było. Dlaczego wciąż starają się o imprezę, skoro sporo znaków i wyliczeń informuje, że może przynieść straty? Czasem chodzi o niematerialne korzyści: nadzieję na globalną rozpoznawalność, dumę obywatelską i długofalowe zyski z turystyki, choć są one trudne do zmierzenia i rzadko pokrywają wydatki. Czasem to zwykła polityka i rywalizacja napędzana strachem przed utratą szansy na sukces na rzecz "sąsiadów". Zresztą strat i czerwonych pól w excelach nie widać, bo kontrakty z miastami często pozostają tajne, a komitety organizacyjne działają jako organizacje non-profit, co wyłącza je z przepisów o dostępie do informacji publicznej. To dlatego czarno na białym nie widać, kto i jak się na amerykańskim mundialu przejechał.
Złudny mechanizm pogoni za profitami w końcu skłania jednak do zainteresowania się, gdzie jest ten jeden obiecany, skromny milion dla każdego miasta. A że w przypadku USA chodzi o 11 miast: Seattle, San Francisco, Los Angeles, Dallas, Houston, Kansas City, Atlantę, Filadelfię, Nowy Jork/New Jersey, Miami i Boston, w sumie chodzi już o 11 milionów.
