Lionel Messi rozpłakał się jak dziecko. Przeszedł drogę z piekła do nieba

Przeszedł drogę z piekła do nieba. Przypomniał, że jest tylko człowiekiem ze swoją największą bolączką, ale potem podkreślił, że częściej bywa jednak geniuszem. Lionel Messi był na krawędzi odpadnięcia z mistrzostw świata, lecz w ciągu siedmiu minut zaliczył asystę, gola i pchnął Argentynę do ćwierćfinału.
Leo Messi
screen

Lionel Messi rozpłakał się jak dziecko. Zdjął koszulkę, otarł nią twarz i wraz z resztą wzruszonych kolegów podszedł pod trybunę argentyńskich kibiców. Przytulali go Lisandro Martinez i Nahuel Molina. Być może już żaden mecz nie wywoła w nim tak skrajnych emocji. Od zmarnowanego rzutu karnego, przez desperacką próbę odrobienia dwubramkowej straty, asystę przy golu Cristiana Romero, wyrównującego gola i końcowy gwizdek Francois Letexiera. Mecz Argentyny z Egiptem w 1/8 finału mistrzostw świata zawarł w sobie wszystko, w tym także największą słabość Messiego, o której - mimo cudownego odwrócenia wyniku z 0:2 na 3:2 - będzie mówić cały świat.

Zobacz wideo Studio mundialowe

Salah mógł pożegnać Messiego

Ostatnie dni mundialu nasyciły nas pojedynkami wielkich gwiazd. W niedzielę Erling Haaland przyćmił Viniciusa Juniora. Zdobył dwa gole, a Norwegia pokonała 2:1 Brazylię. W poniedziałek przecięły się gwiazdy Cristiano Ronaldo i Lamine'a Yamala, ale żadna z nich nie zajaśniała wyjątkowym blaskiem. Bohaterem meczu i autorem jedynej bramki był rezerwowy Hiszpanii Mikel Merino, który odesłał Portugalię do domu.

Wtorkowy mecz Argentyny z Egiptem tylko z pozoru jawił się jako spotkanie bez wielkiej historii. A jednak tu też mieliśmy ważną rywalizację - naprzeciw siebie stanęli Lionel Messi i Mohamed Salah. Być może najlepszy piłkarz w dziejach świata i najlepszy piłkarz w dziejach Afryki.

Messi to żywa legenda mistrzostw świata. Nikt nie zagrał na nich więcej spotkań (30) i nikt nie strzelił na nich więcej goli (20). Nikt nie zanotował też takiej serii ze zdobytą bramką z rzędu: mecz z Egiptem mógł być dziewiątym takim spotkaniem z rzędu. 

Zasługi Salaha w Egipcie dawno wykroczyły poza piłkę nożną. W rodzinnym Nagrig wybudował szpital, szkołę, ośrodek młodzieżowy i przede wszystkim stację uzdatniania wody o wartości 450 tysięcy dolarów. To dzięki niemu powstało pogotowie ratunkowe obsługujące 30 tysięcy osób. Przekazał prawie trzy miliony funtów na rzecz Narodowego Instytutu Onkologii w Kairze

- Jest kimś więcej niż piłkarzem, jest dumą, radością i inspiracją. Codziennie inspiruje miliony Egipcjan. Jego historia, od małej wioski w Nagrig, po największe stadiony piłkarskie świata, napawa dumą każdego Egipcjanina - mówił w rozmowie z BBC Mohamed Mitkis, kibic reprezentacji Egiptu.

Największa bolączka Messiego. To już nie jest przypadek

Salah dopiero w wieku 34 lat dostąpił zaszczytu gry w fazie pucharowej. W 2018 roku zdobył dwa gole w fazie grupowej, ale nie był w pełni sił i Egipt odpadł w grupie. Cztery lata później afrykański zespół w ogóle nie awansował na turniej. Na trwające mistrzostwa Salah jechał po najsłabszym sezonie klubowym od lat, a jednak spełnił marzenia milionów rodaków. Zaliczył asystę w meczu z Belgią (1:1), wypracował gola i strzelił kolejnego przeciwko Nowej Zelandii (3:1), a w 1/16 finału ze stoickim spokojem, efektowną podcinką pokonał australijskiego bramkarza w serii rzutów karnych.

Spokojem, którego mógłby się od niego uczyć Messi. Aż trudno w to uwierzyć - w całej karierze genialny Argentyńczyk nie wykorzystał aż 34 ze 150 rzutów karnych. W 2012 roku zawiódł w półfinale Ligi Mistrzów z Chelsea, a cztery lata później - nie w meczu, a w konkursie jedenastek - pomylił się przeciwko Chile w finale Copa America. Po tym spotkaniu ogłosił zakończenie reprezentacyjnej kariery, choć ostatecznie już po trzech miesiącach ponownie przywdziewał koszulkę kadry.

Z jedenastu metrów Messi mylił się na trzech kolejnych mundialach: w 2018 roku z Islandią (1:1), w 2022 roku z Polską (2:0), a podczas trwających mistrzostw z Austrią (3:0) i Egiptem (3:2). 

Szczęśliwym zrządzeniem losu wszystkie cztery wykorzystane rzuty karne przypadły Messiemu na zwycięski dla Argentyny mundial w 2022 roku. Trafiał wówczas: w grupie z Arabią Saudyjską (2:1), ćwierćfinale z Holandią (2:2, k. 4:2), półfinale z Chorwacją (3:0) i finale z Francją (3:3, k. 4:2).

We wtorek, choć znów zmarnował ważny rzut karny, miał szczęście. Albo inaczej - pomógł swojemu szczęściu. Egipt prowadził z Argentyną już 2:0, a bramkę Mostafy Ziko wypracował Salah. Ostatnie słowo należało jednak do Messiego, który - będąc na krawędzi wyeliminowania z mundialu - pokazał swój geniusz.

Najpierw zanotował asystę przy golu Cristiana Romero, a następnie sam pokonał Shobeira. Do wspomnianych już łez doprowadził go zwycięski gol Enzo Fernandeza z doliczonego czasu gry.

- To będą moje ostatnie mistrzostwa świata. Ale mam nadzieję, że to nie będzie mój ostatni mecz - mówił Cristiano Ronaldo dzień przed spotkaniem z Hiszpanią. 

Podobna deklaracja z ust Lionela Messiego nie padła. Przynajmniej nie w mediach. Trudno przypuszczać, by w 2030 roku ponownie zagościł na mundialu. Będzie miał wtedy 43 lata. We wtorkowy wieczór mógł po raz ostatni zagrać na mistrzostwach. I choć o sobie znów dała znać jego największa słabość, to jeszcze nie zatańczył finalnego tanga na najważniejszej futbolowej scenie świata.

Więcej o: