Do ćwierćfinał obie drużyny przystępowały trochę pokiereszowane wymagającymi spotkaniami rundę wcześniej. W 1/16 finału Egipcjanie mieli problemy z Australijczykami i wygrali dopiero po rzutach karnych. Argentyna zmierzyła się z Republiką Zielonego Przylądka i absolutni debiutanci mundialu sprawili sensację, bo doprowadzili do dogrywki. W niej mistrzowie świata byli lepsi, ale wygrana 3:2 nie przyniosła im chwały.
Faworytem wtorkowego meczu w Atlancie byli oczywiście Argentyńczycy. Spotkanie rozpoczęło się dość sennie - przewagę mieli obrońcy tytułu, ale nie wynikały z tego żadne konkretne sytuacje. Egipcjanie grali bardzo ostrożnie, raczej nie zapuszczali się w okolice pola karnego rywali.
W 14. minucie zespół Hossama Hassana wywalczył jednak rzut rożny. Egipcjanie rozegrali go na krótko, ale po chwili w pole karne dośrodkował Marwan Attia. I był to dorzut idealny, prosto na głowę Yassera Ibrahima, który bez większych problemów pokonał Martineza. Dla 33-letniego obrońcy było to dopiero drugie trafienie w drużynie narodowej.
Wydawało się, że Argentyna szybko doprowadzi do wyrównania. Już w 21. minucie obrońcy tytułu mieli rzut karny. Do jedenastki podszedł Lionel Messi i... nie wykorzystał okazji. Był to drugi zmarnowany karny Argentyńczyka na tym mundialu, a czwarty w jego całej historii występów na mistrzostwach świata. Bohaterem Egiptu został Shobeir, który obronił strzał gwiazdora, ale to było fatalne uderzenie najlepszego strzelca w historii mistrzostw świata.
Do końca pierwszej połowy Egipt skupiał się na obronie wyniku. Argentyńczycy kilkakrotnie mogli wyrównać, ale w bramce świetnie spisywał się Shobeir, który bronił bardzo groźne strzały Mac Allistera i Juliana Alvareza. Blisko bramki był też Messi, który uderzył z rzutu wolnego bardzo mocno i niemal idealnie, ale ostatecznie trafił w słupek. Do przerwy Egipt sensacyjnie wygrywał.
Na początku drugiej połowy Argentyna ruszyła do ataku, ale Egipcjanie szybko się otrząsnęli. I choć długimi fragmentami piłkarze trenera Hassana bronili się całym zespołem, to w 58. minucie udało im się wyprowadzić zabójczy kontratak. Mostafa Ziko trafił do siatki, ale trafienie zostało anulowane. Po analizie VAR sędzia uznał, że na początku akcji faulowany był piłkarz reprezentacji Argentyny.
Mistrzowie świata otrzymali rzut wolny, po którym byli blisko zdobycia bramki. Egipt znów wrócił do bronienia. W 67. minucie Argentyńczycy mieli dwa rzuty rożne, z których nic nie udało im się wykreować. Po drugim z nich z kontrą ruszył Mohamed Salah. Wydawało się, że Egipcjan w ataku jest zbyt mało, ale były gracz Liverpoolu podał do Hassana, który minął obrońcę i idealnie dograł do Ziko. Było 2:0 i o krok od gigantycznej sensacji!
Wydawało się, że tak dobrze broniący Egipt nie da sobie wyrwać zwycięstwa. Tylko że Argentyna to jednak urzędujący mistrz świata i nawet w takim meczu - gdzie nic jej gwiazdom nie wychodziło - wszystko może zmienić się w moment. I tak się stało.
W 79. minucie Messi dograł idealnie na głowę Cristiana Romero, a obrońca Tottenhamu zdobył gola kontaktowego, choć Shobeir miał ten strzał już na ręce. Argentyna właśnie tego potrzebowała. Nie minęło nawet pięć minut, a było już 2:2. Tym razem do siatki trafił Messi, który zachował największą przytomność w polu karnym i mocnym strzałem nie dał Shobeirowi większych szans na skuteczną interwencję. Piłka odbiła się od rąk bramkarza, poprzeczki i wpadła do bramki.
Mecz zmierzał już do dogrywki, ale w 92. minucie Argentyńczycy ruszyli z zabójczą kontrą i doprowadzili do wyniku 3:2! Idealnie na głowę Fernandeza dorzucił Lautaro Martinez. Egipcjanie byli wściekli, domagali się anulowania gola i odgwizdania karnego za faul Mac Allistera na Salahu, ale sędzia nic takiego nie zrobił.
Egipt już nie zdołał doprowadzić do wyrównania. Argentyna po niesamowitym meczu melduje się w ćwierćfinale mistrzostw świata, gdzie zagra ze zwycięzcą spotkania Szwajcaria - Kolumbia.