Reprezentacja Portugalii z Cristiano Ronaldo w składzie wymieniana była jednym tchem w gronie faworytów do zdobycia mistrzostwa świata. Po pierwszym spotkaniu kibice z tego kraju poważnie mogą się zastanowić, czy aby na pewno ten cel jest osiągalny.
Choć pierwsze ze spotkań w grupie K rozpoczęło się zgodnie z oczekiwaniami - od szybkiego trafienia Joao Nevesa w szóstej minucie, to jednak na przerwę Portugalczycy schodzili z remisem. W doliczonym czasie gry wyrównującą bramkę zdobył Yoane Wissa, występujący na co dzień w Newcastle. Warto podkreślić, iż w pierwszych 45 minutach to DR Konga oddała sześć strzałów w tym dwa celne na bramkę Diogo Costy, podczas gdy mistrzowie Europy z 2016 roku zaledwie raz trafili w światło bramki rywali. A wszystko to przy posiadaniu piłki 80-20 dla faworytów spotkania.
Po przerwie - choć obraz gry uległ zmianie, podopieczni Roberto Martineza nie byli w stanie zdobyć bramki, która dałaby im trzy punkty w tym spotkaniu, wobec czego obydwa zespoły podzieliły się punktami. I śmiało można rzec, iż takie rozstrzygnięcie było w tym pojedynku sprawiedliwe.
W drugim spotkaniu Kolumbia zmierzyła się z Uzbekistanem. "Po pierwszej połowie Kolumbijczycy mogli być dość spokojni, ale gdy wybiła godzina gry, na boisku zaczęło się szaleństwo. W końcówce wicemistrzowie Ameryki Południowej odparli napór rywali i ustalili wynik na 3:1" - opisywał na łamach Sport.pl Hubert Rybkowski.