Mundial dotarł do momentu, w którym każdą z drużyn widzieliśmy już w akcji. Wszyscy wiedzą też, co w swoim pierwszym meczu fazy grupowej popsuli, a co zrobili dobrze i jak duże znaczenie będzie mieć dla nich kolejny. Dla wielu będzie to walka o prostą drogę do 1/16 finału, a nie najeżony zakrętami labirynt. Spójrzmy zatem, co ma nam do zaoferowania czwartkowy wieczór 18 czerwca, a także noc z 18 na 19 czerwca.
Nic nie mam do reprezentacji Szwajcarii, a wręcz bardzo szanuję jej regularność w dostawaniu się na duże turnieje (od 2004 roku byli na wszystkich oprócz Euro 2012). Ale miałem poczucie, że dostali w pierwszym meczu to, na co zasłużyli. Ich postawa po strzeleniu gola na 1:0 z Katarem to podręcznikowy przykład, jak NIE należy grać przy prowadzeniu, zwłaszcza jednobramkowym. Jeszcze przez pierwsze pół godziny meczu można było mówić o marnowanych sytuacjach, ale później, zwłaszcza w drugiej połowie, prezentowali się wręcz odrażająco. Zero pójścia za ciosem, zero energii, "my już wygraliśmy, pora na fajrant".
Piłkarscy bogowie nie wybaczyli. Nawet jeśli Katar wyglądał fatalnie (a wyglądał), kara dla Szwajcarów musiała nadejść, i nadeszła w 94. minucie. Na dodatek potem okazało się, że Helweci zafundowali sobie remis dosłownie sami, bo gol początkowo uznawany za trafienie Boualema Khoukhiego zapisano finalnie jako samobój Miro Munheima. Nie wiem, czy zobaczymy na tym turnieju jeszcze większe piłkarskie frajerstwo.
Przekonamy się za to, czy Szwajcaria umie wyciągać wnioski, bo Bośnia i Hercegowina jest od Kataru dużo lepsza. Zremisowała 1:1 z Kanadą, mimo braku Edina Dżeko (problem zdrowotny). Legendarny napastnik wrócił już do treningów i tym razem pewnie zagra, a co za tym idzie zapoluje na swojego drugiego gola na mistrzostwach świata (pierwszego zdobył w 2014 roku, w wygranym 3:1 meczu z Iranem).
Reprezentacja Polski aż za dobrze zna scenariusz: "mecz otwarcia, mecz o wszystko, mecz o honor", jednak gdybyśmy na tym mundialu byli, na 100 proc. byśmy go nie doświadczyli. Powiększenie turnieju do 48 zespołów i wprowadzenie 1/16 finału sprawiło, że z trzeciego miejsca w grupie też można awansować, trzeba być po prostu wśród ośmiu najlepszych drużyn z trzecich lokat. To sprawia, że nawet dwie porażki w dwóch pierwszych meczach niczego nie przekreślają. Przy czym oczywiście im niższa lokata przy wyjściu z grupy, tym potencjalnie trudniejszy rywal w kolejnej fazie, więc taki los nikomu się nie uśmiecha.
O uniknięcie kolejnej porażki powalczą Czechy i RPA. Przy czym ich pierwsze mecze na mundialu wyglądały zupełnie inaczej. Nasi południowi sąsiedzi wypuścili z rąk prowadzenie, a potem nawet remis, z Koreą Południową, i przegrali 1:2. Nie zagrali wielkiego spotkania, ale w porównaniu z tym, co zrobiła RPA z Meksykiem, to był szczyt futbolowej finezji. Czy były w historii mundialu gorsze pierwsze występy niż ten autorstwa "Bafana Bafana" z Meksykiem? Możliwe, ale pewnie nie tak wiele (Curacao może i przegrało z Niemcami 1:7, ale przynajmniej walczyło, a Meksyk, gdyby bardzo chciał, też mógłby tyle wygrać).
Reprezentanci RPA nawet przez chwilę nie wyglądali, jakby byli w stanie gospodarzom turnieju cokolwiek zrobić. Drugi taki występ matematycznie nie wyrzuci RPA z turnieju, ale nikt nie uwierzy, że nagle są w stanie odmienić swój los i pokonać potem Koreę.
Zero punktów po dwóch kolejkach z turnieju cię nie wyrzuci, ale za to sześć oczek da ci awans do fazy pucharowej. Jest co prawda możliwe, by skończyć z takim dorobkiem na trzecim miejscu w grupie (jeśli trzy zespoły będą miały po sześć punktów), ale awans jest już pewny. Zatem zarówno Korea, jak i Meksyk, wiedzą jedno - kto wygra, ten zapewni sobie awans.
Współgospodarze turnieju mogą powrócić do swojej wieloletniej tradycji wychodzenia z grupy. Udawało im się to siedem razy z rzędu, nieprzerwanie w latach 1994-2018 (i zawsze odpadali w 1/8 finału). Seria skończyła się dopiero cztery lata temu, gdy lepszy bilans bramkowy w grupie dał awans Polakom, a nie im. Choć na obecnym mundialu to Meksyk wygrał swój pierwszy mecz wyżej (2:0 vs. 2:1), piłkarsko Koreańczycy wyglądali lepiej. Przy czym tego też wymagał rywal, bo Czesi się postawili Koreańczykom, w przeciwieństwie do RPA na stadionie w Mexico City.
Przed turniejem Kanada i Katar były w gronie uczestników mundialu, którzy jak dotąd przegrali wszystkie swoje mecze na mistrzostwach świata, jakie kiedykolwiek rozegrali. Oba zespoły z tego niechlubnego "klubu" uciekły w pierwszej kolejce, ale remisami. Na pierwszy triumf w dziejach występów na mundialu zarówno Kanadyjczycy (0-1-6), jak i Katar (0-1-3) nadal czekają.
Współgospodarze turnieju w starciu z Bośnią (1:1) mieli optyczną przewagę, mieli też więcej dobrych okazji na gole. Zabrakło przede wszystkim skuteczności, choć akurat ten, który do siatki trafił, czyli Cyle Larin, był skuteczny po raz pierwszy od czternastu spotkań w narodowych barwach. Zaś z Katarem swoje szanse zmarnowali Szwajcarzy (gdy jeszcze chciało im się grać). O efekcie końcowym już wyżej wspominałem. Zespół z Bliskiego Wschodu zapewne nie będzie mógł już drugi raz liczyć na takie szczęście i musi się wyraźnie poprawić. Wszak do momentu gola na 1:1 ze Szwajcarią wyglądał nawet gorzej niż RPA dzień wcześniej.