- Oczywiście to zaszczyt znaleźć się w gronie najlepszych, bo to oznacza, że jest się obok Miroslava Klose. Ronaldo też jest w tym gronie, ale nie sądzę, by ten tytuł cokolwiek znaczył. To statystyka, nic więcej - tak Leo Messi komentował swój wyczyn z meczu Argentyny z Algierią (3:0). 38-latek znów błysnął geniuszem, zdobył trzy bramki i zrównał się trafieniami z niemiecką legendą, a zarazem liderem klasyfikacji strzelców wszech czasów MŚ. Oboje mają na koncie po 16 goli. Różnica jest jednak taka, że Messi ma szansę ten rekord wyśrubować, a rywal już nie.
Nie ma chyba kibica na tym świecie, na którym hat-trick Argentyńczyka nie zrobiłby wrażenia. Ba, wyczyn robi wrażenie nawet na rywalach. W tym gronie jest... Erling Haaland. Najwidoczniej śledził rywalizację Argentyny z Algierią, bo tuż po meczu zamieścił na platformie Snapchat wymowny wpis.
Było to selfie z podpisem: "Messi jest szaleńcem". Tak nazwał legendę! Ta publikacja błyskawicznie obiegła sieć. Screena podał dalej nawet Fabrizio Romano na X. Tylko u dziennikarza na profilu wyświetlono ją pięć milionów razy, a ta liczba wciąż rośnie. Wystarczyło jedno zdjęcie, by Haaland rozpalił Internet!
Zobacz też: Wylosowali! Oto rywale Rakowa i GKS-u w II rundzie el. Ligi Konferencji.
Sam Haaland również miał wiele powodów do zadowolenia w środową noc. Po raz pierwszy gra na mistrzostwach świata. Ba, już w debiucie ustrzelił dublet i poprowadził Norwegię do zwycięstwa 4:1 nad Irakiem. Zdaniem wielu ekspertów, to właśnie ekipa z Północy może okazać się "czarnym koniem" tych mistrzostw! Tym bardziej, że przez eliminacje przeszła bez żadnej porażki!