Lionel Messi znów jest na ustach całego piłkarskiego świata. Mimo 38 lat na karku argentyński gwiazdor po raz kolejny potwierdził swój geniusz. Już w pierwszym meczu na tegorocznych mistrzostwach świata skompletował hat-tricka i dał swojej drużynie zwycięstwo nad Algierią 3:0. Najwięcej uwagi przyciąga jednak rekord, jaki obecnie współdzieli.
Argentyńczyk uzbierał bowiem aż 16 bramek w finałach mistrzostw świata. Tym sposobem zrównał się z liderem klasyfikacji wszech czasów Miroslavem Klose. Urodzony w Opolu, były mistrz świata z reprezentacją Niemiec nie może być jednak zaskoczony. On sam przewidywał to już przed startem mistrzostw. - Spodziewam się, że mój rekord zostanie pobity w tym turnieju. Przy większej liczbie uczestników jest więcej meczów, a co za tym idzie, więcej okazji do strzelania goli - mówił w wywiadzie dla "Sueddeutsche Zeitung", o czym przypomniały niemieckie media.
Jakby tego było mało, Klose prawidłowo wytypował nawet nazwisko strzelca. - Nie mam nic przeciwko temu, żeby to Messi wyrównał mój rekord. Rekordy są po to, żeby je bić. Byłbym szczęśliwy, gdyby Messi tego dokonał. Zawsze byłem wielkim fanem Messiego. To geniusz - dodał.
Zobacz też: Jest potwierdzenie! Polska zabiega o organizację. Specjalne spotkanie z Infantino
Oczywiście Klose już niedługo może ów rekord całkowicie stracić, bo do rozegrania pozostało jeszcze wiele meczów. I wcale nie jest powiedziane, że odbierze mu go właśnie Messi. Innym kandydatem jest Kylian Mbappe, który w meczu Francji z Senegalem (3:1) ustrzelił dublet. Na ten moment do Niemca i Argentyńczyka w klasyfikacji wszech czasów traci tylko dwa gole.
Sam Messi w pomeczowym wywiadzie deklarował, że do rekordu nie przywiązuje większej wagi. - Oczywiście to zaszczyt znaleźć się w gronie najlepszych, bo to oznacza, że jest się obok Klose. Ronaldo też jest w tym gronie, ale nie sądzę, by ten tytuł cokolwiek znaczył. Mbappe również dołączył do tego towarzystwa, ustrzelił dziś dublet, ale to statystyka, nic więcej - tłumaczył.