Przed nami ostatnie mecze pierwszej kolejki fazy grupowej mistrzostw świata. Co przyniesie nam dzisiejszy dzień na mundialu? Aż cztery spotkania i każde zapowiada się interesująco. Do gry wejdą między innymi Portugalczycy i Anglicy. Tak wygląda mundialowy, najbliższy rozkład jazdy. Przypomnijmy, że każdego dnia w naszym cyklu liczymy jednak mecze według stref czasowych za oceanem.
Zachwyt grą Lionela Messiego i Cristiano Ronaldo wkrótce będzie już tylko historią. Rywalizacja pomiędzy tymi dwoma piłkarzami przerodziła się w duopol, który zaowocował zdominowaniem Złotej Piłki w latach 2008-2017. W tym czasie najbardziej prestiżowa nagroda świata wpadała w portugalskie lub argentyńskie ręce.
Ronaldo, który w lutym skończył 41 lat, najprawdopodobniej gra na swoim ostatnim turnieju czterolecia. Aż do nocy z wtorku na środę (16/17 czerwca) był jedynym zawodnikiem w dziejach, który strzelał gole na pięciu różnych mundialach. W tej statystyce dogonił go jednak Messi, pokonując w środę nad ranem bramkarza Algierii. Mało tego - Argentyńczyk ustrzelił hat-tricka i został najskuteczniejszym strzelcem w historii światowego czempionatu.
Portugalczyk będzie miał wiec podwójną motywację, by trafić do siatki przeciwko Demokratycznej Republice Konga, która po raz ostatni na mundialu była widziana w 1974 roku - jeszcze jako Zair. Choćby jeden gol autorstwa Ronaldo zapewni mu nieśmiertelność i uczyni pierwszym piłkarzem w historii, który zdobywał gole na sześciu różnych mistrzostwach świata.
A sama Portugalia? Nie ma co ukrywać - domknięciem rywalizacji Messiego z Ronaldo byłoby wygranie mundialu 2026 przez Portugalię. Wówczas dwaj najwybitniejsi piłkarze naszych czasów mieliby wszystko w swoim dorobku: mistrzostwo globu, mistrzostwo kontynentalne, Ligę Mistrzów i szereg pomniejszych trofeów, które blakną cieniu Pucharu Świata.
"Patrząc na jego osiągnięcia w reprezentacji Anglii, trudno uwierzyć, że leci na mistrzostwa świata po coś więcej niż tylko wykonanie rzutu karnego w serii jedenastek" - żachnął się Cerys Jones z "The Athletic", komentując powołanie dla napastnika reprezentacji Anglii Ivana Toneya, który na co dzień gra w Al-Ahli.
Selekcjoner Thomas Tuchel kilkanaście dni temu swoimi kontrowersyjnymi decyzjami związanymi z tym kto pojedzie na MŚ, a kto nie rozpętał narodową dyskusję. Czy Niemiec okaże się przykładem człowieka, który zasiał wiatr i zebrał burzę? Już na początek mundialu Anglicy zmierzą się z wymagającym rywalem. Chorwaci na dwóch ostatnich mistrzostwach zdobywali medale. Mało tego - w 2018 roku to oni zamknęli Anglikom drzwi do finału mundialu.
Anglia, zwłaszcza z taką autorską kadrą, jest jedną z reprezentacji, które będę śledził na tym mundialu najpilniej. W tym roku mija 60 lat od pierwszego i ostatniego zarazem triumfu "Synów Albionu na mistrzostwach świata.
Warto poczekać do godz. 1. czasu polskiego. O tej porze rozpocznie się mecz Ghany z Panamą, a ja szczególnie pilnie będę obserwować poczynania Afrykanów. Powód jest prozaiczny. Jako długoletni kibic Manchesteru United doskonale pamiętam, jak w czasach świetności asystentem sir Alexa Fergusona był Carlos Queiroz. Od 2009 roku już na stałe poszedł na swoje. Postawił na drogę selekcjonera.
Przez ostatnie 17 lat Queiroz prowadził łącznie siedem reprezentacji: Portugalię, dwukrotnie Iran, Kolumbię, Egipt, Katar, Oman, a od kwietnia tego roku Ghanę. Tegoroczny mundial będzie dla niego piątym z rzędu, na którym wystąpi w selekcjonerskiej roli.
Zaczęło się na MŚ w RPA. W 2010 roku z Portugalią dotarł do 1/8 finału, gdzie musiał uznać wyższość późniejszych mistrzów świata Hiszpanów. Trzy kolejne występy (2014, 2018, 2022) to już czas w roli selekcjonera reprezentacji Iranu. I choć za każdym razem Queiroz kończył swoją przygodę już po fazie grupowej, to potrafił napsuć faworytom sporo krwi. Minimalnie przegrywał z Argentyną i Hiszpanią
Teraz format turnieju powinien pomóc Queirozowi. Awans można uzyskać nawet z trzeciego miejsca - wygrana z Panamą bardzo przybliży doświadczonego Portugalczyka do upragnionego celu.
Pamiętacie 2014 roku? Ja pamiętam doskonale. Na mistrzostwach świata w Brazylii w pełni rozbłysła gwiazda Jamesa Rodrigueza, który z sześcioma golami został królem strzelców imprezy. Po turnieju trafił do Realu Madryt, a lata później grał w Bayernie Monachium. W ostatnich latach przeżywał większe i mniejsze zakręty - obecnie jest piłkarzem Minnesoty United.
Przede wszystkim jest jednak reprezentantem Kolumbii i znów wywiązuje się z roli lidera tej kadry. Na mundialu będzie kapitanem, a w dwóch meczach przed startem turnieju zaliczył asysty. James w lipcu skończy 35 lat i śmiało można powiedzieć - na 99 proc. to będzie jego turniejowy "last dance". W Bogocie i innych kolumbijskich miastach z pewnością wierzą, że James zagra tak, jak grał na Copa America 2024.
Kolumbia na tym turnieju dotarła do finału, gdzie minimalnie uległa Argentynie (0:1). W drodze do meczu o tytuł Rodriguez zdobył jednego gola i miał aż sześć asyst. Kolumbijczycy nie stoją na straconej pozycji w marzeniach o wyjściu z grupy. Na dzień dobry zmierzą się z Uzbekistanem, następnie z DR Konga oraz z Portugalią.