Można było się zastanawiać, czy 38-letniego Leo Messiego wciąż stać na zagranie tak dobrego turnieju jak cztery lata temu w Katarze. Wtedy poprowadził Argentynę do tytułu mistrza świata. Dziś presja nie była tak duża - to w końcu "tylko" Algieria - ale to spotkanie mogło dać nam pojęcie o tym, w jakiej formie są Argentyńczycy przed próbą obrony tytułu.
Spotkanie Argentyna - Algieria od samego początku dostarczało emocji, a to wcale nie jest normą na tym mundialu. Już w 5. minucie do siatki trafił Leo Messi. To trafienie nie mogło jednak zostać uznane, bo Argentyńczyk znajdował się na spalonym.
Chwilę później zaatakowali Algierczycy. I od razu strzelili gola! Ibrahim Maza zagrał przepiękną piłkę do Chaibiego, który pokonał Martineza. Znów jednak musiał reagować Szymon Marciniak, główny arbiter tego spotkania, bo Chaibi również był na spalonym.
Minęło kilka minut i zobaczyliśmy moment magii. Messi przyjął sobie piłkę w środku pola, obrócił się i ruszył do przodu. A obok niego... żadnego piłkarza algierskiej reprezentacji. Mający mnóstwo miejsca Messi pobiegł do przodu, wymierzył idealnie i strzelił w samo okienko. To było cudo!
W kolejnych minutach reprezentacja Algierii nie miała żadnego pomysłu na wykreowanie jakiejkolwiek sytuacji. Algierczycy byli bezradni i długimi momentami tylko przyglądali się grze Argentyńczyków. W dodatku każdy moment, w którym piłkarze Scaloniego przyspieszali grę, oznaczał ogromny chaos w szeregach Algierii.
Dopiero pod sam koniec pierwszej połowy Algierczycy ruszyli odważniej do przodu. Wyróżniał się zwłaszcza Chaibi, ale nie przyniosło to efektu w postaci wyrównania.
Początek drugiej połowy nie był zbyt emocjonujący. Algierczycy znów podeszli wyżej, ale nic z tego nie wynikło. W końcu do głosu znów zaczęli dochodzić Argentyńczycy. I w 60. minucie padł drugi gol Leo Messiego. Argentyńczyk był tam, gdzie być powinien i wykorzystał kiepską interwencję Luki Zidane'a, który odbił przed siebie strzał z dystansu Alexisa Mac Allistera i lekkim strzałem po ziemi pokonał algierskiego bramkarza.
Messi grał koncert i w 76. minucie znów pokazał, że jest piłkarskim geniuszem. Po świetnej akcji Argentyńczyków piłka trafiła w końcu do stojącego przed polem karnym Messiego. Przymierzył idealnie i trafił na 3:0! Chwilę po tym golu Messi opuścił boisko - żegnały go wiwaty. I nic dziwnego, właściwie w pojedynkę zapewnił Argentynie trzy punkty.