Dla reprezentacji Francji ten mundial to niemal na pewno ostatni etap czternastoletniej kadencji Didiera Deschampsa w roli selekcjonera. "Trójkolorowi" docierali z nim do finałów dwóch poprzednich mundiali - w 2018 r. wygrali, cztery lata później musieli zadowolić się srebrem. A teraz marzy im się niezwykły hattrick. Francuzi należą do faworytów turnieju, ale wokół ich formy były wątpliwości.
Tymczasem na dzień dobry dostali wielkie wyzwanie. Senegal jako pierwszy rywal na mundialu potrafi być niezwykle nieprzyjemny. Wiedzą o tym Polacy (niesławna porażka 1:2 w 2018 roku), ale i Francuzi, którzy przegrali właśnie z Senegalczykami na swój start mistrzostw świata 2002 (0:1). Tamten turniej skończył się dla "Trójkolorowych" tragedią i brakiem wyjścia z grupy, a dla Afrykańczyków najlepszym wynikiem w dziejach (1/4 finału).
Tym razem liczyliśmy na emocjonujące spotkanie. Jednak o pierwszych dwudziestu minutach tego meczu można było co najwyżej toczyć walkę z ziewaniem. Oba zespoły grały ostrożnie aż do przesady. U Francuzów dwie okazje mógł mieć Mbappe, ale zawodziło go przyjęcie piłki. To nie koniec jego przewin w pierwszej połowie, bo to właśnie on w 25. minucie zanotował stratę, po której poszła kontra i wicemistrzów świata po strzale Nicolasa Jacksona ratował słupek. Jakby nie patrzeć, gwiazdor Realu Madryt zadbał o to, żeby w końcu coś się tu ciekawego wydarzyło. Choć nie w taki sposób, w jaki chciałby to zrobić.
Problem w tym, że to nie rozkręciło nam spotkania. Cała pierwsza połowa była wręcz katastrofalna. Ile w niej podań skończyło za linią boczną lub końcową, lub w rękawicach bramkarza... Francja przez 45 minut, mając w ofensywie Mbappe, Doue, Dembele i Olise, oddała jeden niecelny strzał oraz zero celnych (xG na poziomie 0,04). Senegal mógł ich za to ukarać, ale w ostatniej akcji przed przerwą Ismaila Sarr z kilku metrów strzelił nad poprzeczką.
Po przerwie Francuzi uznali, że nie godzi się tak grać i zaczęli w końcu porządnie atakować. Narodził się jednak nowy problem, a był nim Edouard Mendy. To on najpierw pięknie wybronił strzał Michaela Olise, w kilka chwil później zatrzymał Mbappe w sytuacji sam na sam! Było blisko, a musiałby też bronić rzut karny. W 59. minucie Mbappe padł w polu karnym po wślizgu Sadio Mane. Sędzia początkowo nie zareagował, ale został zawołany do monitora VAR. Powtórki sugerowały ewidentny faul, ale arbiter uznał, że to Mbappe dużo tu dodał od siebie i nie podyktował jedenastki, ku oburzeniu Francuzów.
Wicemistrzowie świata byli wściekli, ale nie marnowali czasu. Kontynuowali oblężenie i w końcu zebrali owoce. W 66. minucie Michael Olise posłał genialne prostopadłe podanie do Mbappe w pole karne, a ten płaskim strzałem w dalszy róg pokonał Mendy'ego! To jego gol nr 57 w reprezentacji, a więc ma tyle samo, co jak dotąd samodzielnie najlepszy Olivier Giroud. Francuzi dopięli swego, a dwie minuty później... to Senegal trafił do siatki! Lecz ze spalonego, na którym był Nicolas Jackson.
Nie był w stanie nic zdziałać Senegal, to go Francja dobiła. Wejście smoka zanotował Bradley Barcola. W 80. minucie pojawił się na murawie, a dwie minuty później odebrał świetne podanie w pole karne od Rabiota i nie zmarnował sytuacji sam na sam z bramkarzem! Nokaut? Jeszcze nie. Nie, bo w 95. minucie Senegalowi pomógł Mike Maignan, który wpuścił strzał Ibrahima Mbaye, mimo że piłka leciała prosto w niego.
To była jednak najkrótsza nadzieja w historii mundialu. Niecałe 60 sekund później Kylian Mbappe tak uderzył zza szesnastki, że nie dał szans bramkarzowi! Ten gol to było 58. trafienie Mbappe w reprezentacji Francji, dzięki czemu został jej samodzielnym najlepszym strzelcem w historii. I to w tym meczu można uznać za nokautujący cios. Francuzi zaliczyli kompletną przemianę w drugiej połowie i zasłużenie wygrali 3:1 na start rywalizacji na mundialu.