Brak możliwości przebywania na terytorium USA w innym dniu niż meczowy i konieczność powrotu do Meksyku tuż po spotkaniu (bez czasu choćby na standardową regenerację pomeczową). Odmówienie wiz i biletów kibicom z Iranu, mimo iż każdemu uczestnikowi przysługiwać miała określona pula. Niewpuszczenie do kraju większości z irańskiej delegacji na turniej. Stany Zjednoczone postanowiły, że będący z nimi w stanie wojny (wywołanej atakiem USA oraz Izraela) Iran może przyjechać na mundial, ale za to będzie miał na każdym kroku pod górkę.
Jeśli ktoś liczył, że FIFA jakkolwiek zareaguje, to się przeliczył. Światowa federacja uznała, że to sprawa Amerykanów kogo i jak traktują, umywając od tego ręce. Zostało to powszechnie skrytykowane, a prezydentowi Gianniemu Infantino zarzucono hipokryzję, jako że Włoch uwielbia powtarzać, jak to piłka nożna jest dla wszystkich, a przede wszystkim dla kibiców. Iran rozegrał już swój pierwszy mecz na mundialu (remis 2:2 z Nową Zelandią), a po nim mieli w szatni gościa. Był nim... Gianni Infantino, który postanowił przemówić do piłkarzy. Nagranie z sytuacji wyciekło do Internetu.
- Pokazaliście swoim rodzinom, przyjaciołom, swojemu narodowi, całemu światu, że jesteście tutaj, gracie i macie jeszcze dwa mecze w fazie grupowej. I w tych dwóch spotkaniach znów sprawicie, iż świat będzie z was dumny. Dziękuję wam. Wiem, przez co teraz przechodzicie, rozumiem doskonale, ale jesteście silniejsi niż to wszystko - mówił Infantino. Piłkarze dołączyli się po wszystkim do braw, choć miny mieli raczej nietęgie i nie ma się im co dziwić.
Jak donosiło francuskie RMC Sport, Irańczycy nawet przy wylocie z USA do Meksyku po spotkaniu (mają bazę w przygranicznej Tijuanie) napotkali problemy. Dwóch z ich piłkarzy, w tym gwiazda zespołu napastnik Mehdi Taremi, zostało przytrzymanych na dłużej w trakcie odprawy, przez co reszta musiała poczekać. Irańczycy w grupie zmierzą się jeszcze z Belgią (21 czerwca, 21:00 czasu polskiego) i Egiptem (27 czerwca, 5:00 czasu polskiego). O ile z Belgami znów zagrają w Los Angeles, czyli stosunkowo niedaleko Tijuany (ok. 226 km), tak na mecz z Egiptem muszą udać się aż do Seattle. Co będzie logistycznym koszmarem, bo na Lumen Stadium z Tijuany jest ponad 2000 km.