Mistrzostwa świata 2026 trwają w najlepsze. Po kilku dniach rywalizacji w USA, Kanadzie i Meksyku jednak wciąż mamy do czynienia z wieloma sytuacjami, które obnażają największe słabości tegorocznego mundialu. Przerwy na nawodnienie, w trakcie których emituje się reklamy, afery związane z wizami dla Irańczyków czy niewpuszczenie somalijskiego sędziego na terytorium Stanów Zjednoczonych - to tylko kilka kamyczków, a w zasadzie głazów wrzuconych do ogródka FIFA i organizatorów.
Kolejną kwestią, która była poruszana jeszcze przed rozpoczęciem imprezy, są ceny biletów. Te były najwyższe w historii już na starcie sprzedaży, a w kolejnych miesiącach kwotę, jaką trzeba było zapłacić za możliwość pojawienia się na trybunach, podnoszono w ramach "dynamicznego ustalania cen". Chociażby za bilety kategorii 1, czyli atrakcyjne miejsca w dolnej części stadionu, na mecze fazy grupowej kosztowały od 450 do 990 dolarów. Przed czterema laty w Katarze było to 220 dolarów.
Taki stan rzeczy powoduje, że na wielu stadionach - choć widzimy dziesiątki tysięcy kibiców - nie brakuje pustych krzesełek. Nie inaczej było przy okazji starcia pomiędzy Urugwajem a Arabią Saudyjską (1:1), rozgrywanym na stadionie w Miami. Na kilka minut przed startem rywalizacji niemiecki komentator stacji ZDF, Oliver Schmidt, postanowił skrytykować FIFA za zaistniałą sytuację.
- Niestety, niestety, niestety. Żaden mecz na mundialu nie zasługuje na luki na trybunach. Na stadionie w Miami zmieści się ponad 60 tysięcy osób. Odbył się tutaj również Super Bowl. No cóż, FIFA otrzymuje rachunek za kompletnie zawyżone ceny biletów na ten turniej - mówił, cytowany przez Bild.
- Piłka nożna należy do kibiców. Tylko FIFA myślała, że można tu naprawdę łatwo zarobić. Może jestem trochę naiwny, ale jednak mam nadzieję, że puste miejsca skłonią panów "w prążkach" do refleksji - dodał.
W trakcie spotkania stadion nieco się zapełnił, choć wciąż można było znaleźć sporo pustych krzesełek. W 13. minucie gry Schmidt po raz kolejny odniósł się do tej kwestii, odwołując się również do wypełnionego po brzegi Estadio Azteca w trakcie meczu otwarcia pomiędzy Meksykiem a RPA, gdzie również pełnił rolę komentatora.
- To po prostu nie jest fajne. Spotkaliśmy w mieście ludzi, którzy chcieliby pójść na mecz. Ale już ich na to nie stać tak, jak w Meksyku. To też wpływa na stan zapełnienia stadionów - stwierdził.
I choć bilety na mecze fazy grupowej są drogie, to i tak najgorsze jeszcze przed nami. Na finałowe starcie w New Jersey, które odbędzie się 19 lipca, początkowo wejściówki wyceniano na 8 680 dolarów. W kwietniu cena wzrosła do 10 990 dolarów, zaś w maju wynosiła 32 970 dolarów. Nie można więc dziwić się opiniom mówiącym, że FIFA zrobiła skok na kasę.
Zobacz też: Dzisiaj na mundialu: Nadchodzą giganci. Syn legendy spróbuje zatrzymać Messiego