Pierwszy raz w historii zdarzyło się, by gospodarz mistrzostw świata w piłce nożnej (Stany Zjednoczone) prowadził wojnę z krajem-uczestnikiem turnieju (Iran). To sytuacja bez precedensu, budząca najróżniejsze emocje.
Przez pewien czas wydawało się, że Iran nie przyleci na mistrzostwa świata. W mediach głośno było o potencjalnych zastępcach tej kadry, z reprezentacją Włoch na czele. Irańczycy jednak zdecydowali się uczestniczyć w mundialu 2026.
"Na SoFi Stadium w Los Angeles zrobiło się gorąco już podczas odgrywania hymnów. O ile hymn Nowej Zelandii odśpiewano na spokojnie, o tyle Iranu już nie. Wielu Irańczyków, kiedy usłyszeli melodię, chciało wesprzeć drużynę i razem z nią zaśpiewać. Uniemożliwiali im to jednak amerykańscy kibice, a także część samych rodaków. Błyskawicznie zaczęli buczeć i to ich głosy było słychać najbardziej. Wrzawa mieszała się z gwizdami. W trakcie spotkania na trybunach również wiele się działo. Na szczęście nie doszło do zamieszek i nie wpłynęło to na wynik meczu." - zauważyła nasza dziennikarka Agnieszka Piskorz.
Spotkanie Iran-Nowa Zelandia zakończyło się remisem 2:2. Wynik ustalił w 64. minucie Mohammad Mohebi.
- Graliśmy dobrze, ale było nam ciężko. Wiecie, przyjechaliśmy tu dopiero dziś rano, bo nie możemy być w Stanach, a teraz musimy lecieć samolotem do Meksyku i wrócić tu za dwa dni. Traktują nas niesprawiedliwie, ale co możemy zrobić? To nie służy piłce nożnej - powiedział Mohebi w rozmowie z championat.com.
Drugie spotkanie w mistrzostwach świata Iran rozegra znowu w Los Angeles. Przeciwnikiem będzie Belgia, która zremisowała 1:1 z Egiptem. Początek tego spotkania w niedzielę 21 czerwca o godz. 21.00.