Gdy spoglądaliśmy na rozkład spotkań mistrzostw świata, raczej mało kto emocjonował się, gdy widział składy grupy G i H. Faworytów upatrywano rzecz jasna w reprezentacjach Belgii i Hiszpanii, zaś outsiderów w zespołach Nowej Zelandii, Egiptu czy Republiki Zielonego Przylądka. Tymczasem po pierwszej serii gier wiemy, że... nic nie wiemy.
15 czerwca rozegrane zostały cztery mecze - przynajmniej według czasu lokalnego, bo w Polsce spotkania grupy G i H odbyły się także w nocy z poniedziałku na wtorek. Na start Hiszpania mierzyła się z debiutującą na imprezie tej rangi Republiką Zielonego Przylądka i, co jasne, przystępowała do tego starcia w roli wyraźnego faworyta. Tymczasem genialną grą popisali się bramkarz kadry Cape Verde, czyli Vozinha, a także jego koledzy z pola, którzy w ciągu 90 minut popełnili tylko jeden faul. Ostatecznie wywalczyli sensacyjny remis 0:0.
Następnie doszło do rywalizacji pomiędzy Belgią a Egiptem. Tutaj również faworyt był jasny, choć "Czerwone Diabły" w przeszłości potrafiły zawodzić swoich kibiców. Ci już w 19. minucie spotkania na stadionie w Seattle mogli poczuć olbrzymi niepokój, gdyż do siatki trafił Emam Ashour. Belgowie długo nie byli w stanie wyrównać, ale ostatecznie dopięli swego, gdy w 66. minucie samobójcze trafienie zanotował Mohamed Hany. Znów jednak odnotować musieliśmy remis.
Impasu nie przełamał także mecz pomiędzy Arabią Saudyjską a Urugwajem. Saudyjczycy wyszli na prowadzenie tuż przed przerwą za sprawą bramki zdobytej przez Abdulelaha Al-Amriego. W 80. minucie na 1:1 trafił Maxi Araujo i jasne stało się, że w grupie H po pierwszej kolejce wszystkie cztery ekipy będą miały na swoim koncie po jednym oczku.
Ostatnim rozgrywanym tego dnia spotkaniem był pojedynek Iranu z Nową Zelandią. Już w 7. minucie na 1:0 dla Nowozelandczyków trafił Elijah Just, ale 25 minut później bramkę wyrównującą zdobył Ramin Rezaeian. Po zmianie stron Just zadał drugi cios Irańczykom, ale ci ponownie się podnieśli. Tym razem w 64. minucie do wyrównania doprowadził Mohammad Mohebi i ustalił wynik spotkania na 2:2. W grupie G zatem również po pierwszej serii gier wszystkie cztery drużyny mają po jednym punkcie.
Jak się okazuje, to pierwsza taka sytuacja od 68 lat, a druga w historii, by w czterech spotkaniach mistrzostw świata rozgrywanych jednego dnia padły cztery remisy. Na rozgrywanym w Szwecji mundialu z 1958 roku jednak nie były to jedyne odbywające się 15 czerwca mecze. Niemniej jednak wówczas punktami podzieliły się:
Pierwszy raz w historii jednak wszystkie cztery rozgrywane jednego dnia mecze zakończyły się remisami. Jedno zatem jest pewne - choć tegoroczny mundial dopiero się rozkręca i nabiera rumieńców, to już teraz zostanie bardzo dobrze zapamiętany przez statystyków.
Zobacz też: Tu może się zdarzyć wszystko. Tak wygląda tabela grupy G na MŚ