Sport.pl+

Irański samolot wylądował w USA. Chwilę później Donald Trump ogłosił

Dawid Szymczak
Fot. Arafat Barbakh / REUTERS

Kiedy samolot z reprezentacją Iranu lądował w Stanach Zjednoczonych, oba kraje były jeszcze w stanie wojny. Ale gdy piłkarze pojawili się na stadionie w Los Angeles, wstępnie ogłoszono pokój. Okoliczności sprawiły, że mecz Iranu z Nową Zelandią urósł do rangi jednego z najważniejszych i najciekawszych w całej fazie grupowej. Korespondencja Dawida Szymczaka, dziennikarza Sport.pl.

Pewnym symbolem zawirowań wokół występu Iranu na mistrzostwach świata było lądowanie delegacji z tego kraju na lotnisku w Los Angeles w niedzielne popołudnie. Za pierwszym razem nie udało się dobrze podejść do pasa i potrzebne było jeszcze jedno kółko wokół lotniska. Przecież to jak z bazą treningową Irańczyków – na początku miała znajdować się w Tucson w Arizonie, ale została przeniesiona do Tijuany, po meksykańskiej stronie granicy. Wreszcie - to jak z całym ich występem na mundialu, który na początku marca, zaraz po atakach USA i Izraela, wydawał się wykluczony, a jednak do niego dojdzie.

I już samo to, że irańscy piłkarze pojawiali się na amerykańskiej ziemi dzień przed meczem, można uznać za przełom. Jeszcze tydzień temu nie mieli na to zgody, a Abolfazla Pasandideha, ambasador Iranu w Meksyku, informował, że reprezentacja przyleci do Stanów Zjednoczonych rano w dniu meczu i jeszcze tego samego dnia, późnym wieczorem, wróci do Tijuany, co wprost godziłoby w sprawiedliwość rywalizacji, bo pozbawiłoby piłkarzy Iranu możliwości zapoznania się ze stadionem.

Zobacz wideo

Protesty pod hotelem Iranu. Policjanci pilnowali, by nikt nie zbliżał się do jezdni

Zamieszanie z przylotem Iranu do Stanów Zjednoczonych było w ostatnich kilkunastu dniach ogromne. Pierwszy raz w historii mundialu gospodarz miał ugościć kraj, z którym prowadzi wojnę, więc koncepcja, jak powinno się to odbyć, zmieniła się wielokrotnie. Kluczowa była decyzja władz USA o nieprzyznaniu wiz kilkunastu osobom wpisanym przez irańską federację na delegacyjną listę. Wśród pominiętych byli kierownicy drużyny, dwóch analityków, dyrektorzy i przedstawiciele mediów. Biały Dom argumentował, że "niezbędni pracownicy" otrzymali wizy, ale nie można pozwolić, by "system był nadużywany do przemycania terrorystów".

- Oczywiście, że miało to na nas wpływ, bo utrudniło nam przygotowania. Poza tym zmienialiśmy miejsce naszej bazy: najpierw mieliśmy ją mieć w USA, później przeniesiono nas do Meksyku i w efekcie pojawiliśmy się na mistrzostwach za późno, nie mieliśmy odpowiednio dużo czasu, żeby się przystosować. Wiem jednak, że moim piłkarze będą bardzo zdeterminowani, żeby dać z siebie wszystko i pokazać naszą jakość - zapewniał na konferencji prasowej selekcjoner Amir Ghalenoei.

Prosto z lotniska reprezentacja Iranu pojechała do hotelu Westdrift w Manhattan Beach, oddalonego od stadionu o siedem kilometrów. Na miejscu wzdłuż drogi ustawili się już Irańczycy mieszkający na co dzień w Los Angeles. Mieli antyreżimowe transparenty i flagi Iranu pozbawione religijnych symboli. Dominowały te z lwem i słońcem – sprzed rewolucji w 1979 r., która doprowadziła do przekształcenia Iranu z monarchii konstytucyjnej w republikę islamską, a w następstwie do obalenia szacha Mohammada Rezy Pahlawiego. Ale pojawiały się też aktualne flagi. Tyle że z wyciętym środkiem, gdzie znajdują się islamskie symbole. Porządku pilnowała spora grupa policjantów. Szczególnie, aby protestujący pozostali na chodniku i nie zbliżali się do jezdni.

Nikt nie wie, czego się spodziewać. To będzie jeden z najciekawszych meczów fazy grupowej

Pytań przed poniedziałkowym meczem jest wiele. Jak Irańczycy mieszkający w Kalifornii potraktują reprezentację? Będą w niej widzieć tylko reprezentację reżimu, którego nienawidzą? A może dostrzegą coś więcej? Może zamanifestują przed meczem, ale już w jego trakcie okażą wsparcie? Jak zareagują na to sami piłkarze? Jak odnajdzie się w tym wszystkim FIFA?

Pewne jest to, że w dniu meczu z Nową Zelandią przed stadionem w Los Angeles będzie znacznie więcej manifestacji i protestów niż w niedzielę przed hotelem. A przedsmak tego, co może się dziać, dostaliśmy już przy poprzednich meczach. Przed spotkaniem USA z Paragwajem, które rozpoczynało amerykańską cześć mistrzostw, odbyła się ceremonia otwarcia. W jej kulminacyjnym momencie na środek boiska były wnoszone flagi wszystkich uczestników. Pojawienie się irańskiej flagi wywołało na trybunach buczenie. Z kolei podczas meczu Kataru ze Szwajcarią kibicom udało się - mimo zakazu - wnieść na trybuny flagę sprzed rewolucji.

FIFA nie chce jej widzieć na meczach, bo dostrzega w niej polityczny manifest. "Wszelkie materiały, w tym m.in. banery, flagi, ulotki, odzież i inne gadżety o charakterze politycznym, obraźliwym lub dyskryminujący, zawierające sformułowania, symbole lub jakiekolwiek inne cechy mające na celu dyskryminację któregokolwiek kraju, osoby prywatnej lub grupy ze względu na rasę, kolor skóry, przynależność etniczną, pochodzenie narodowe lub społeczne, tożsamość i przynależność płciową, niepełnosprawność, język, religię, poglądy polityczne lub jakiekolwiek inne poglądy, są zakazane" – pisze FIFA w oświadczeniu.

W związku z zakazaniem używania irańskiej flagi sprzed 1979 r. kilka dni temu Instytut Głosów Wolności (Institute for Voices of Liberty), organizacja zaangażowana w promowanie wolności słowa, wniosła pozew przeciwko FIFA. Twierdzi, że osoby, które chcą tej flagi używać, mają do tego prawo. Im bliżej meczu, tym więcej pojawia się plotek. Jedna z nich mówi, że Iran zastrzegł w przedmundialowych negocjacjach z FIFA, że na stadionie ta flaga nie może się pojawić. Jeśli będzie widoczna, zawodnicy mogą zejść z boiska i oddać mecz walkowerem. Tak naprawdę nikt jednak do końca nie wie, czego się spodziewać.

Na pewno okoliczności sprawiły, że mecz Iranu z Nową Zelandią urósł do rangi jednego z najważniejszych i najciekawszych w całej fazie grupowej. Zawarcie pokojowego porozumienia ogłoszonego przez Donalda Trumpa niewiele w tej sytuacji zmienia.

Artykuły Powiązane

Wczytywanie kolejnego artykułu...