Grupy G oraz H - to właśnie w nich w poniedziałek 15 czerwca rozpocznie się mundialowa rywalizacja. Oczywiście w Polsce jest ona rozłożona na dwa dni, bo dwa z czterech spotkań rozpoczną się już w nocy z 15 na 16 czerwca. Jednak przypominamy, że w naszym cyklu 24 godziny liczymy od południa do południa. Podsumowując, oto zestaw spotkań, jakie nas tego dnia czekają:
W idealnym świecie głównym powodem, dla którego wyczekujemy na konkretny mecz, jest poziom sportowy. Niestety do ideału brakuje wiele, a cały piłkarski (i nie tylko) świat będzie patrzył na reprezentację Iranu głównie z powodów niemających ze sportem nic wspólnego. FIFA kompletnie umyła ręce od tego, jak Amerykanie traktują Iran.
Irańczycy musieli zmienić bazę i wynieść się do Meksyku. Na terytorium USA wolno im przebywać wyłącznie w dniu meczu, a zaraz po nim muszą wracać do Tijuany. Amerykanie odmówili perskim kibicom puli 8 proc. biletów, która należy się każdemu uczestnikowi mundialu. Wstępu do Stanów Zjednoczonych nie dostała większość irańskiej delegacji, na czele z prezesem federacji. Ogólnie gospodarze rzucili Iranowi pod nogi każdą kłodę, jaka im w ręce wpadła. Pytanie brzmi, jak to wszystko wpłynie na postawę kadry?
Pod kątem logistycznym pierwszy mecz jeszcze nie jest taki zły. Tijuanę i SoFi Stadium w Los Angeles dzieli ok. 226 km. Rywal? Tu też na papierze nie powinno być trudno. Nowa Zelandia to najniżej notowany w rankingu FIFA zespół na mundialu. W tym roku przegrywał z Finlandią (0:2) czy Haiti (0:4). Także czysto sportowo Iran to faworyt. Tylko co z psychiką zawodników?
Kibicowsko będą mogli liczyć tylko na lokalną diasporę i ewentualnie fanów z innych krajów, którzy nie przepadają za USA. Ale całościowo teren będzie wrogi. Oczywiście jest szansa, że to ich tylko zmotywuje i będą chcieli zagrać Amerykanom na nosie.
Przed trwającymi mistrzostwami świata najmniejszym powierzchniowo krajem, jaki kiedykolwiek wystąpił na mundialu, było Trynidad i Tobago z 2006 r. Tym razem znalazły się aż dwa jeszcze mniejsze kraje. Republika Zielonego Przylądka nie będzie rekordzistą nawet na chwilę, bo gra dzień po Curacao, ale i tak, gdyby spojrzeć na nich przez pryzmat liczny ludności, to mniej więcej tak, jakby Poznań zebrał drużynę i wyruszył na mistrzostwa świata.
Kabowerdeńczykom nie można jednak odbierać sportowej chwały. Swoją grupę afrykańskich eliminacji wygrali pewnie, wyprzedzając o cztery punkty o wiele bardziej uznany Kamerun. Mają w kadrze, zwłaszcza w obronie, zawodników z mocnych drużyn (np. lewy obrońca Sidny Cabral z Benfiki czy prawy defensor Wagner Pina z Trabzonsporu). Są jednak i takie historie, jak 38-letni środkowy obrońca Stopira, który w przeciągu kilku miesięcy wywalczył awans na mundial z reprezentacją, awans do portugalskiej ekstraklasy z Torreense i sensacyjnie Puchar Portugalii z tym klubem. Taka mieszanka na dzień dobry przetestuje giganta.
Tym gigantem jest Hiszpania. Na mundial przybywają jako mistrz Europy. To czwarty taki przypadek w ich historii. W 1966 r. odpadli w fazie grupowej, w 2010 uczynili swoją koronę podwójną i do europejskiego złota dorzucili też światowe. Za to w 2014 znów nie wyszli z grupy. Idąc tym wzorem, teraz ponownie powinni sięgnąć po mistrzostwo i argumentów im do tego nie brakuje.
Rzecz jasna oczy kibiców skierowane będą na Lamine'a Yamala. Jego debiut na wielkim turnieju zakończył się złotem, zaś indywidualnie w siedmiu meczach na Euro 2024 strzelił gola i zaliczył cztery asysty. Barcelona nie wygrała Ligi Mistrzów, a więc jeśli młody gwiazdor chce zwiększyć swoje szanse w walce o Złotą Piłkę, przede wszystkim z Ousmane Dembele, potrzebuje wielkiego mundialu, najlepiej zakończonego właśnie złotem.
W sparingach przed mundialem Hiszpanie zremisowali 1:1 z Irakiem oraz wygrali 3:1 z Peru. Republika Zielonego Przylądka pokonała po 3:0 Bermudy oraz Serbię. Będzie to pierwsze starcie tych reprezentacji w dziejach. Jeśli ich rywalizacja zacznie się od czegokolwiek innego niż wygranej Hiszpanii, będzie to wielka sensacja. Samo się jednak nie wygra. Niech Hiszpanie zapytają Szwajcarów, którzy po golu na 1:0 z Katarem uznali, że więcej goli im nie trzeba. A potem wyciągali piłkę z siatki w 94. minucie, co wyciągnęło im dwa punkty z konta.
Niewielu już zostało w belgijskiej kadrze brązowych medalistów mundialu w Rosji z 2018 roku. Thibaut Courtois, Thomas Meunier, Axel Witsel, Kevin De Bruyne, Youri Tielemans i Romelu Lukaku - ci zawodnicy cieszyli się osiem lat temu z jedynego jak dotąd podium mistrzostw świata dla belgijskiej piłki.
Dla większości z nich ten mundial jest ostatnim w karierze. Realnie za cztery lata mogą zagrać właściwie tylko 29-letni dziś Tielemans i może Courtois, który w 2030 r.będzie miał co prawda 38 lat, ale bramkarzom zdarza się bronić w kadrze i dłużej.
Stara gwardia "złotego pokolenia" chce zrobić ostatni skok na wielki wynik na mundialu w USA. Jednocześnie coś do udowodnienia mają młodsi. Charles De Ketelaere na dużych turniejach ma na razie na koncie tylko 17 minut gry. Jeremy Doku był już podstawowym skrzydłowym kadry na Euro 2024, ale tam gola nie strzelił. Do tego m.in. 21-letni skrzydłowy Diego Moreira ze Strasbourga i obiecujący napastnik Lille Matias Fernandez-Prado.
Belgia prężyła muskuły w tegorocznych meczach towarzyskich, rozbijając USA 5:2, Tunezję 5:0 i pokonując Chorwatów 2:0. Teraz Egipt powie "sprawdzam". Dla Mohameda Salaha to najpewniej ostatnia szansa, aby wyjść z grupy na mundialu, co Egipcjanom się jak dotąd nigdy nie udało. W 1/8 finału zagrali tylko w 1934 roku, gdy faza grupowa jeszcze nie istniała.