24 - tyle lat reprezentacja Brazylii czeka już na mistrzostwo świata. Nigdy nie czekała dłużej, zatem oczekiwania związane z mistrzostwami świata 2026 są spore. Na starcie turnieju drużyna prowadzona przez Carlo Ancelottiego zagrała z Marokiem, mistrzem Afryki oraz czwartym zespołem poprzednich MŚ.
Na murawie stadionu w New Jersey, gdzie rozegrany zostanie także finał mundialu, od początku przeważali Marokańczycy - dobrą sytuację miał m.in. Neil El Aynaoui, wyróżniali się też Brahim Diaz czy Achraf Hakimi. Brakowało jednak gola. To mogło się zemścić w 14. minucie - wówczas Vinicius Junior uporał się z rywalami i dośrodkował w pole bramkowe. Tam najwyżej wyskoczył Igor Thiago, ale nie trafił czysto w piłkę.
Niedługo później Brazylia przyjęła mocny cios. Diaz posłał fantastyczną piłkę na dobieg dla Ismaela Saibariego, który wyprzedził obu środkowych obrońców i nie przestraszył się wybiegającego z bramki Alissona, pokonał go ładnym lobem. Maroko prowadziło 1:0. Jakby tego było mało, pięciokrotnie mistrzowie świata po tej sytuacji jeszcze bardziej się pogubili. Przed większą stratą uchroniła ich jedynie nieskuteczność Marokańczyków.
W niedzielę Brazylijczycy mogli liczyć na Viniciusa Juniora. Ten po otrzymaniu podania od Bruno Guimaraesa nie miał komfortowej sytuacji, ale mimo bliskości dwóch obrońców udało mu się znaleźć miejsce do mocnego strzału. To był gol. Bramkarz Maroka Yassine Bounou nie miał większych szans na skuteczną interwencję. Zrobiło się 1:1.
Sprawdź również: Problemy w kadrze giganta na MŚ. "Baza to absurd, asystent pojechał na imprezę"
Po tym golu Brazylia chciała iść za ciosem. W doliczonym czasie do pierwszej połowy efektowny strzał z powietrza oddał Lucas Paqueta. Bounou, bardziej znany jako Bono, sobie poradził - obronił uderzenie. Do przerwy wynik się nie zmienił.
Druga połowa przyniosła zmianę obrazu gry. Niestety na gorsze. Przede wszystkim znacznie spadło tempo tego meczu. Przeważać zaczęła ekipa z Ameryki Południowej, choć niezbyt wyraźnie - najgroźniejszą sytuację miała po prostym błędzie obrońcy, lecz Bono zatrzymał Thiago.
Przez kolejne kilkadziesiąt minut działo się niewiele. Dopiero w ostatnim kwadransie gra trochę się ożywiła - Maroko mogło zagrozić po wysokim odbiorze, lecz zabrakło zdecydowanego wejścia w pole karne. Potem dwie sytuacje miał Raphinha. Najpierw po dograniu Viniciusa z kilku metrów uderzył w Bono. A później w sytuacji sam na sam bramkarz Maroka też zachował się czujnie - wybiegł za pole karne i dopadł do piłki źle zagranej przez Issę Diopa.
Sędzia Slavko Vincić do drugiej połowy doliczył aż 10 minut. Przez ten czas Brazylia miała kilka rzutów rożnych. Wysilać nadal musiał się Bono, którego bardziej postraszyć powinien rezerwowy Douglas Santos. Wynik już się jednak nie zmienił: Brazylia - Maroko 1:1. Oba zespoły w kolejnych meczach będą musiały się bardziej postarać.
W drugiej kolejce zmagań grupy C reprezentacja Brazylii zagra z reprezentacją Haiti, natomiast reprezentacja Maroka z reprezentacją Szkocji. Oba spotkania zaplanowano w sobotę 20 czerwca na nocne godziny czasu polskiego.