Do rywalizacji stają zespoły grup B, C i D. Brazylia chce udowodnić, że umniejszanie jest wielkości jest nonsensem. Rywala ma jednak bardzo mocnego – najlepszy zespół Afryki. Co z tego wyniknie? "Spotkamy się o północy" – według słów starego hitu zespołu "Smokie". Ale w Nowym Jorku, a nie w Paryżu.
GRUPA B
Katar – Szwajcaria – sobota 13 czerwca, godzina 21:00 czasu polskiego. Transmisja w TVP 1 i TVP Sport.
Grupa C
Brazylia – Maroko – północ z soboty na niedzielę. Transmisja w TVP 2 i TVP Sport.
Haiti – Szkocja – niedziela, godzina 03:00. Transmisja w TVP 1 i TVP Sport.
Grupa D
Australia – Turcja – niedziela, godzina 06:00, Transmisja w TVP 2 i TVP.Sport.
To popularne do niedawna stwierdzenie, mocno się ostatnio zdewaluowało. "Canarinhos" czekają na szósty tytuł mistrza świata od 24 lat, czyli od mundialu w Korei i Japonii. Wtedy mieli w składzie takich artystów jak Ronaldinho, Ronaldo i Rivaldo, dziś jest kłopot ze wskazaniem ich następców.
Taki właśnie problem miał francuski skrzydłowy Bayernu Monachium Michael Olise, zapytany przed mistrzostwami o gwiazdy każdego z faworytów do złota. Wymienił Niemca (Joshua Kimmich), Hiszpana (Lamine Yamal), Anglika (Harry Kane), Argentyńczyka (Leo Messi) i Portugalczyka (Bruno Fernandes), a na pytanie o Brazylijczyka powiedział: "Nie wiem".
Poruszył tym nie tylko graczy brazylijskich, ale też ich kibiców, którzy wciąż żyją z przekonaniem, że Brazylia to największe futbolowe imperium. To imperium kurczy się jednak z roku na rok. W ostatnich latach przeżyło mnóstwo rozczarowań, na czele z traumą meczu w Belo Horizonte w półfinale mundialu w 2014 roku. Klęska z Niemcami 1:7 u siebie w domu ocierała się o sportową katastrofę, ale był to ostatni raz, gdy "Canarinhos" zajrzeli do strefy medalowej mistrzostw świata. Spotkanie o brąz przegrali wtedy z Holandią 0:3.
Potem było jednak tylko gorzej. W Rosji i w Katarze zespół z Neymarem w roli gwiazdy odpadał w ćwierćfinale. Do tego można dodać porażki w dwóch ostatnich edycjach Copa America, które dopełniają obrazu kolosa na glinianych nogach.
Oczywiście Brazylia pojechała na mundial do USA, Kanady i Meksyku by wziąć rewanż. Rok temu zatrudniła Carlo Ancelottiego, najbardziej utytułowanego z europejskich trenerów. Włoch jako jedyny zdobywał tytuły mistrzowskie w pięciu największych ligach Europy. Ligę Mistrzów wygrał rekordowe pięć razy. Jest zdecydowanie najwyżej opłacanym selekcjonerem w Ameryce Płd (ponad 9 mln euro za rok), wszystko po to, by znalazł klucz do długo oczekiwanego sukcesu.
Kryzys w brazylijskiej piłce jest faktem, ale kraj wciąż wydaje bardzo dobrych piłkarzy. Raphinha z Barcelony i Vinicius Junior z Realu Madryt to może być potencjalnie najlepsza para skrzydłowych na tym mundialu. Środkowi obrońcy Gabriel (Arsenal) i Marquinhos (PSG) spotkali się w niedawnym finale Champions League, w którym ten pierwszy przestrzelił jedenastkę decydującą o triumfie drużyny z Paryża. Ma Ancelotti dobrych i bardzo dobrych graczy, czeka, aż Neymar wróci do zdrowia, by tchnąć w zespół odrobinę geniuszu potrzebną do osiągania wielkich celów.
Fascynujące jest jednak, że Brazylia nie zaczyna mundialu od meczu ze słabszym rywalem. Maroko to pierwsza afrykańska drużyna, która dotarła do strefy medalowej mistrzostw świata. Była rewelacją w Katarze 3,5 roku temu, gdy wyrzuciła z turnieju Belgów, Hiszpanów i Portugalczyków. Od tamtej pory juniorzy Maroka osiągali wielkie sukcesy, więc przyszłość zespołu narodowego wydaje się bezpieczna. Drużyna grała w finale Pucharu Narodów Afryki w tym roku w Rabacie, zakończonym najbardziej kuriozalnym patem. Senegal wygrał 1:0, ale CAF zweryfikował wynik jako walkower dla gospodarzy turnieju.
Brazylia Ancelottiego będzie miała więc dziś o północy polskiego czasu w Nowym Jorku mocnego rywala, który zmusi ją, by rzuciła na boisko wszystkie siły. Przy okazji okaże się, czy pomijanie pięciokrotnych mistrzów świata w gronie faworytów turnieju w USA, Kanadzie i Meksyku jest uzasadnione.
Trzy i pół roku temu Katar był najsłabszą drużyną mundialu w swoim kraju. Przegrał wszystkie mecze grupowe - z Ekwadorem, Senegalem i Holandią. A przecież przystępował do turnieju jako mistrz Azji. W 2023 roku obronił tytuł. To by wskazywało, że Katarczycy powinni grać na poziomie Japonii i Korei Płd, które na mistrzostwach świata są coraz mocniejsze. Dziś "sprawdzam" Katarczykom powie w San Francisco bardzo silna Szwajcaria. Czy nadszedł czas na pierwsze punkty Kataru w finałach MŚ? Będzie o to równie trudno, jak w 2022 roku.
Mamy też w niedzielną noc dwa dość egzotyczne mecze. Haiti i Szkocja to zespoły, które na mundialach są notorycznymi przegranymi. Haiti wraca na mistrzostwa świata po 52 latach. W 1974 roku w RFN było w grupie z Polakami, przegrywając 0:7. Czy teraz awansowało na mundial tylko dlatego, że mocarstwa strefy Concacaf, czyli Meksyk, USA i Kanada, miały start zapewniony jako gospodarze?
Szkoci wracają na mistrzostwa świata po 28 latach, czyli też się naczekali. Nigdy na mundialu nie awansowali z grupy. Teraz będzie na to szansa, jeśli pokonają Haiti. Ktoś w niedzielną noc przecież punkty zdobyć musi.
Turcy mają wielkie aspiracje i chcą je potwierdzić w starciu z Australią. Na Euro 2024 byli w ćwierćfinale, gdzie przegrali z Holandią 1:2. 24 lata temu, gdy Brazylia ostatni raz była mistrzem świata, Turcja stawała na jej drodze w półfinale, by potem zdobyć brąz. To był sukces, do którego można się odwołać. Australijczycy to zespół nieprzewidywalny. Mundial jest jednak najlepszą okazją, by drużyny z tak różnych zakątków świata i o tak różnych stylach mogły się zmierzyć. To może być ciekawe doświadczenie dla kibica.