Reprezentacja USA jako ostatnia z grona gospodarzy turnieju zaprezentowała się kibicom podczas tegorocznego mundialu. Na Stany Zjednoczone warto było czekać, podopieczni Mauricio Pochettino rozbili w kapitalnym stylu Paragwaj 4:1.
Początek mundialu zbiegł się w czasie z finałami NBA, w związku z czym amerykańskim piłkarzom nie jest łatwo zyskać zainteresowanie lokalnych kibiców. Podopieczni Mauricio Pochettino w pierwszym meczu zrobili jednak sporo, aby Amerykanie zakochali się w "soccerze".
Stany Zjednoczone prowadziły od 7. minuty, kiedy piłkę do własnej bramki skierował Damian Bobadilla. W 28. minucie do siatki trafił Folarin Balogun, ale w tej sytuacji zespół gości uratował jeszcze spalony, fala uderzeniowa USA jednak nadchodziła. W 31. minucie na 2:0 podwyższył Folarin Balogun, ten sam zawodnik w doliczonym czasie pierwszej połowy zdobył trzeciego gola dla współgospodarzy mundialu. W drugiej połowie Paragwaj był w stanie odpowiedzieć tylko golem Mauricio, wynik na 4:1 w ósmej minucie doliczonego czasu gry ustalił Giovanni Reyna.
Zobacz też: Superkomputer już wie. Oto główny faworyt do wygrania mundialu
Rozmiar zwycięstwa jest dla Stanów Zjednoczonych wyjątkowy. ESPN donosi, że reprezentacja USA wygrała na mistrzostwach świata różnicą trzech goli, po raz pierwszy od 96 lat. W 1930 roku współgospodarz trwającego mundialu pokonał Belgię i podobnie jak w tym roku Paragwaj 3:0. Dodatkowo zdobycie czterech goli przez Stany Zjednoczone w jednym meczu mistrzostw jest absolutnym rekordem tej reprezentacji.
W kolejnych meczach fazy grupowej Amerykanie zagrają z Australią i Turcją. Nawiązania do mundialu z 1930 roku są wyjątkowe, nie tylko ze względu na efektowne zwycięstwa, ale również historyczne wyniki. Stany Zjednoczone podczas imprezy rozgrywanej w Urugwaju zdobyły swój jedyny medal w historii mistrzostw świata, zajmując trzecie miejsce.