Reprezentacja USA jest pierwszą drużyną na tegorocznym mundialu, która wygrała swój mecz różnicą przynajmniej trzech bramek. Podopieczni Mauricio Pochettino zmiażdżyli Paragwaj. Wszystko zaczęło się już w 7. minucie, kiedy piłkę do własnej bramki skierował Damian Bobadilla. Do przerwy gospodarze turnieju prowadzili aż 3:0, bo dwa trafienia dołożył Folarin Balogun. W 73. minucie gola honorowego dla Paragwaju strzelił Mauricio, a w samej końcówce ekipę z Ameryki Południowej dobił Giovanni Reyna.
Amerykanie odnieśli najwyższe zwycięstwo na mundialu od 1930 roku, kiedy pokonywali właśnie Paragwaj (3:0) oraz Belgię (3:0). Trudno mieć jakiekolwiek zastrzeżenia do ich gry.
"To są momenty, które rozpalają drużynę oraz naród. Relacja pomiędzy zespołem a narodem zmieniła się drastycznie w trakcie 90 minut niemal perfekcyjnej piłki nożnej. Do tych 90 minut być może będzie można wracać jako do momentu, który wszystko zaczął dla zespołu, wydającego się więcej niż gotowym na tego rodzaju wyzwanie" - pisał portal Goal.com po wysokim zwycięstwie.
W pierwszej połowie fenomenalnie prezentował się m.in. Christian Pulisic. 27-latek bawił się z rywalami, grając widowiskową dla oka piłkę. To on zanotował decydujące podanie przy dwóch pierwszych golach. Na drugą część rywalizacji jednak nie wyszedł. Ta informacja mogła mocno zmartwić kibiców reprezentacji USA. Na konferencji prasowej selekcjoner wyjawił, co tak naprawdę dolega jego najlepszemu zawodnikowi.
- Doznał bolesnego urazu mięśnia łydki i pod koniec pierwszej połowy poczuł skurcz. Nie chcieliśmy podejmować ryzyka, miał trudności z chodzeniem - podkreślił Pochettino.
- Mam nadzieję, że to nic poważnego i że będzie gotowy na następny mecz - dodał po chwili selekcjoner reprezentacji USA.
W drugiej kolejce fazy grupowej mundialu USA zmierzy się z Australią. Ten pojedynek odbędzie się 19 czerwca o godz. 21:00.