Turniej w 2026 roku przejdzie do historii z kilku powodów. Po raz pierwszy mistrzostwa świata organizują trzy kraje - Stany Zjednoczone, Meksyk i Kanada. To także pierwszy mundial z udziałem aż 48 reprezentacji. Organizatorzy liczą na rekordową frekwencję, jednak część fanów zwraca uwagę, że koszty uczestnictwa w wydarzeniu rosną do niespotykanego wcześniej poziomu.
Szczególne poruszenie wywołały ceny obowiązujące na Estadio Azteca, gdzie zaplanowano mecz otwarcia mundialu. Najtańsze przekąski kosztują około 150 peso meksykańskich, czyli mniej więcej 32 złote. Tyle trzeba zapłacić za dużą tortillę z wieprzowiną i serem. Jeszcze więcej kosztują małe pizze. Wersje hawajska, pepperoni oraz serowa zostały wycenione na około 170 peso, czyli blisko 36 złotych.
Kibice, którzy chcieliby spróbować popularnych w Meksyku esquites, czyli kukurydzy podawanej w kubku, muszą przygotować około 180 peso (38 złotych).
Naleśnik kosztuje już około 190 peso, co daje niemal 40 złotych. Najdroższą przekąską w stadionowym menu są frytki i słone przekąski. Ich cena sięga 200 peso, czyli około 42 złotych.
Jeszcze większe zdziwienie wywołują ceny napojów. Za piwo bezalkoholowe kibice zapłacą około 280 peso, czyli blisko 59 złotych. Tradycyjne meksykańskie piwo oraz wersje smakowe kosztują około 290 peso (61 złotych), natomiast za importowane piwo premium trzeba wydać nawet 310 peso, czyli około 65 złotych. Oznacza to, że zakup dwóch piw podczas meczu może kosztować więcej niż przeciętny obiad w wielu europejskich miastach.
Od miesięcy kibice zwracają uwagę na rosnące koszty związane z mundialem. Wysokie ceny biletów, drogich noclegów i transportu już wcześniej wywoływały krytykę. Teraz do listy wydatków dochodzą jeszcze wysokie ceny stadionowych przekąsek i napojów.
W mediach społecznościowych coraz częściej pojawiają się głosy, że piłka nożna staje się sportem przeznaczonym przede wszystkim dla najzamożniejszych kibiców.