Przegrali zanim wyszli na boisko. Wszyscy życzą im jak najgorzej

USA wizerunkowo już ten mundial przegrały, a co więcej, zadały mnóstwo ciosów własnej reprezentacji. Drużynie, która powinna być wizytówką, a jest zepchnięta na drugi plan. Drużynie, która na kilka dni nie miała nawet wyprzedanego stadionu na swój pierwszy mecz. Drużynie, która z polityką już niestety przegrała. Ale nadal może wygrać na boisku.
SOCCER-FRIENDLY-USA-GER/
TALIA SPRAGUE/ Imagn Images via Reuters

Jesteś piłkarzem reprezentacji USA. Ostatnie cztery lata spędziłeś na robieniu wszystkiego, by móc reprezentować swój kraj na mundialu we własnym kraju. Razem ze swoją drużyną chcesz pokazać, że choć piłka nożna w Stanach zapewne nigdy nie będzie mieć takiego statusu jak futbol amerykański czy koszykówka, to też może pokazać się światu z ciekawej strony. To szansa, jakiej większość zawodników nigdy nie dostanie. To wasz czas, by chociaż na te kilka tygodni stać się wizytówką swojego państwa. Teoretycznie wasz, bo jak na razie kadra narodowa USA wygląda na jedną z ostatnich rzeczy, którą w związku z tym krajem zapamiętamy z mundialu.

Zobacz wideo

Ameryka zaprosiła świat do domu, ale tylko teoretycznie. FIFA widzi i tylko widzi

Tu Iran dostaje zakaz przebywania na terytorium USA poza meczami i po każdym spotkaniu musi natychmiast wracać do Meksyku. Tam somalijski sędzia Omar Abdulkadir Artan, najlepszy arbiter Afryki 2025 roku, nie dostaje wizy do USA, bo jest Somalijczykiem i zostaje wykluczony z mundialu. Gdzie indziej kibice z całego świata mają problemy z wjazdem do kraju, choć zakupili już bilety na mecze. A przecież mieliśmy jeszcze bardzo szczegółowe przeszukania piłkarzy m.in. z Uzbekistanu, horrendalne ceny wejściówek, zakwaterowania oraz w zasadzie... wszystkiego. 

Innymi słowy - kłopot goni kłopot, skandal goni skandal. Tak wyglądały ostatnie tygodnie przed rozpoczęciem mistrzostw świata. Oczywiście, taki kraj jak USA zawsze byłby bardzo uważnie obserwowany z punktu widzenia społeczno-politycznego, z Rosją w 2018 roku było dokładnie tak samo. Jednak gdyby nie te wszystkie problemy, które stworzyli sami Amerykanie, przeciętnemu kibicowi łatwiej byłoby się skupić na samym futbolu, bez wyjątkowo ohydnego w tym roku fetoru, jaki wydziela polityka. I tylko piłkarzy szkoda.

Miał być czas piłkarzy, jest czas skandali. Polityka przykryła ciekawy projekt

Szkoda, bo oczy całego świata powinny być skupione przede wszystkim na nich i to w większości od ich poczynań boiskowych powinno zależeć, jak postawa Stanów Zjednoczonych na tym mundialu zostanie zapamiętana. Nie z działań amerykańskich służb oraz polityków. Oraz FIFA, bo jeśli chodzi o winnych całego zamieszania, to światowa federacja też idzie w pierwszym szeregu. To za jej przyzwoleniem Amerykanie robią, co chcą i samodzielnie decydują, kto się może cieszyć mundialem na żywo, a kto nie. To pod jej okiem ten mundial zostanie w zbyt dużej mierze zapamiętany ze wszystkiego, co działo się poza boiskiem.

Oczywiście Amerykanie to nie jest jedyny współorganizator tej imprezy z kłopotami. W Meksyku trwają teraz potężne protesty wielu grup społecznych, obywatele radykalnie domagają się działań choćby w sprawie odnajdywania osób zaginionych. Takowych w Meksyku jest oficjalnie ponad 130 tys., a głównym powodem zaginięć jest działalność karteli narkotykowych. Przy czym, jakkolwiek to nie zabrzmi, w tym kraju te problemy to chleb powszedni od wielu lat. Trudno mówić o wizerunkowych stratach, bo to po prostu nic nowego. USA za to w ostatnich latach pokazuje wyjątkowo paskudną twarz, z tym mundialem jako epicentrum. Epicentrum, które niestety odciąga uwagę od tego, co najważniejsze. 

Wizytówka USA, którą przez te tygodnie powinna być reprezentacja, stała się elementem drugorzędnym. A mogłaby to być naprawdę ciekawa wizytówka. Oczywiście nie z grona faworytów tego turnieju. Mało kto widzi amerykańskich piłkarzy w roli czarnego konia, tutaj uwaga koncentruje się głównie na Norwegii, o której "złotym pokoleniu" i powrocie po latach pisaliśmy na Sport.pl, czy Turcji. Niemniej w reprezentacji Stanów Zjednoczonych nie brakuje ciekawych nazwisk. 

Pochettino zaryzykował w stylu Nawałki

Na czele z selekcjonerem, którym jest Mauricio Pochettino, były trener m.in. PSG i Chelsea, finalista Ligi Mistrzów 2019 z Tottenhamem. USA nigdy w swojej historii nie miało selekcjonera tak uznanego na europejskiej scenie klubowej. Owszem, w latach 2011-16 prowadził ich Juergen Klinsmann, wcześniej szkoleniowiec Bayernu Monachium i reprezentacji Niemiec. Jednak pod kątem doświadczenia trenerskiego na najwyższym poziomie Pochettino dość wyraźnie go przebija. Amerykanie zatrudnili Argentyńczyka we wrześniu 2024 roku, dając mu niespełna dwa lata na przygotowanie drużyny zdolnej przejść do historii w domowym turnieju.

Nie był to proces usłany różami. Pochettino próbował wielu zawodników, usilnie szukając optymalnego zestawienia. Również w różnych ustawieniach, bo USA modyfikuje systemy, grywając m.in. na trzech stoperów, zwłaszcza w fazie ataku. Amerykanie wyszli z trójką z tyłu choćby w ostatnim sparingu przed mundialem, w którym przegrali 1:2 z Niemcami. Na marginesie: Adam Nawałka na podobnej zmianie w reprezentacji Polski mocno się przejechał na mundialu w 2018 roku. Zobaczymy jak pójdzie Pochettino.

Moc z przodu, "persona non grata" z tyłu

Jeśli chodzi o nazwiska, to amerykańskim numerem jeden jest Christian Pulisić, choć skrzydłowy Milanu nie jest w dobrej formie w 2026 roku. Nie strzelił w nim gola w Serie A (tylko dwie asysty), a na przedmundialowe zgrupowanie reprezentacji przyjechał z serią ośmiu spotkań w narodowych barwach bez gola. Udało mu się jednak przełamać w zwycięskim sparingu z Senegalem (3:2). Dobrze wyglądał też później z Niemcami (wspomniane 1:2). 

Poza Pulisiciem o gole dla współgospodarzy turnieju będą dbać też m.in. Folarin Balogun, autor 19 goli dla AS Monaco w minionym sezonie i Ricardo Pepi, który dla PSV Eindhoven również strzelił ich 19. Warto zwrócić też uwagę na Sergino Desta, także gracza PSV. Ofensywnie usposobiony boczny obrońca, który swego czasu rozegrał ponad 70 spotkań dla FC Barcelony, na poprzednim mundialu zaliczył asystę przy golu Pulisica, dającym USA zwycięstwo 1:0 z Iranem i wyjście z grupy. 

Amerykański problem to przede wszystkim obrona. Dużo zależy w niej od Chrisa Richardsa, podstawowego stopera Crystal Palace, triumfatora Ligi Konferencji. Jego przeciwieństwem jest tam Miles Robinson z FC Cincinnati. To taki amerykański odpowiednik Jana Bednarka sprzed lat w kadrze. Ilekroć dzieje się w defensywie coś złego, on zazwyczaj ma z tym coś wspólnego i jest na cenzurowanym u fanów kadry USA. "W dwóch meczach przed mundialem Stany Zjednoczone straciły cztery gole, przy trzech z nich swój udział miał Miles Robinson" - pisała po przegranym sparingu z Niemcami autorka "Przewodnika Kibica MLS 2026" Katarzyna Przepiórka. W tamtym spotkaniu to właśnie Robinson już w 2. minucie nie upilnował Kaia Havertza, który w efekcie strzelił gola głową. 

Mecz otwarcia? Ciekawe, bo ceny jak na finał

Piętą Achillesową Amerykanów mogą być starcia z zespołami z Europy. Piłkarze USA nie wygrali takiego od grudnia 2021 roku (1:0 z Bośnią i Hercegowiną), a rozegrali ich w międzyczasie 11. Zresztą cztery ostatnie sparingi przed mundialem to trzy porażki, wszystkie z Europejczykami, bo poza Niemcami w czerwcu grali też w marcu z Belgią (2:5) oraz Portugalią (0:2). W grupie D Amerykanie mają Turcję, która jest typowana do grona największych pozytywnych niespodzianek na mundialu, więc USA nie będzie łatwo przełamać złą europejską serię.

Poza Turkami do grupy ze współgospodarzami trafiły także powracający na mundial po 16 latach Paragwaj i Australia. Amerykanie powinni być faworytami obu tych meczów. Z Paragwajczykami wygrali sparing w listopadzie zeszłego roku (2:1), choć wiadomo, że na mistrzostwach to będzie co innego. Poza tym dla obu zespołów będzie to pierwszy mecz tego turnieju, co oznacza dodatkową presję, zwłaszcza na Amerykanach. SoFi Stadium w Inglewood w Kalifornii może pomieścić nawet 70 tys. kibiców.

Choć i tu decyzje organizatorów niczego nie ułatwiły. Jeszcze na trzy dni przed meczem bilety nie były wyprzedane. Te dostępne na oficjalnej stronie FIFA cenowo wahały się między 1100, a nawet 2730 dolarów. Jak pisał amerykański portal Yahoo! Sports - za tyle można zapłacić ponad połowę miesięcznego czynszu przy wynajmie mieszkania w samym Los Angeles.

Z jednego cienia już nie wyjdą. Futbolem stworzą swoje własne słońce?

Podsumowując: amerykańska reprezentacja piłkarska na mistrzostwach świata we własnym kraju jest w cieniu polityki, bilety na jej pierwszy mecz nie rozeszły się jak świeże bułeczki z uwagi na koszmarne ceny, a w dodatku spora część świata będzie im życzyć źle. Wszak można sobie wyobrazić, że w efekcie tych wszystkich skandali nawet w krajach co najmniej neutralnie nastawionych do USA, wiele osób będzie chciało zobaczyć amerykańską porażkę na boisku.

To przykry przykład, jak można własnym reprezentantom odebrać uwagę, która powinna być skupiona wyłącznie na nich. W wielkie święto, które powinno być wyłącznie ich. Postawa FIFA jasno pokazuje, że żadnego wyciągnięcia wniosków tu nie będzie. Kraj wizerunkowo już ten mundial przegrał. Przekonamy się, czy przynajmniej piłkarze pokażą na boisku coś na tyle ciekawego - ich pierwszy mecz z Paragwajem rozpocznie się w nocy z 12 na 13 czerwca o godz. 3:00 czasu polskiego.

Więcej o: