Trzęsienie ziemi jak u Hitchcocka. Zegar wskazuje 23. minutę, a czeski obrońca Vladimír Coufal niefortunną interwencją obija poprzeczkę własnej bramki. Odbita piłka trafia w bramkarza Mateja Kovára i wpada do siatki. Wybucha radość Irlandczyków, którzy na terenie rywala w półfinale baraży do mistrzostw świata prowadzą już 2:0. Jeszcze nie wiedzą, że za ponad dwie godziny będą załamani.
Czesi nie tylko doprowadzają do wyrównania, ale wygrywają w rzutach karnych. W finale z Duńczykami dwukrotnie tracą prowadzenie i znów o zwycięstwie musi zadecydować seria jedenastek. Są lepsi i po 20 latach mogą mówić o kamieniu spadającym z serca. Na imprezę czterolecia przywrócił ich człowiek, który mógłby już siedzieć w bujanym fotelu.
Kibice hokeja mogli spoglądać na tych piłkarskich z przekąsem. To dwie najpopularniejsze dyscypliny sportu w kraju naszych południowych sąsiadów. Od 2006 roku czescy hokeiści wywalczyli sześć medali na mistrzostwach świata elity. Szczyt osiągnęli w 2024 roku, gdy w meczu o tytuł pokonali Szwajcarię (2:0).
W analogicznym czasie czescy piłkarze wystąpili na mundialu tylko raz. W 2006 roku, na rozgrywanym w Niemczech turnieju, wygrali jeden mecz, przegrali dwa i odpadli po fazie grupowej. Przez dwie dekady, choć regularnie grali w mistrzostwach Europy, na mistrzostwa świata awansować im się nie udawało.
Od 2006 roku prowadziło ich łącznie 12 selekcjonerów - aż czterech tymczasowo (František Straka, Josef Pešice, David Holoubek, Jaroslav Köstl), jeden dwukrotnie (Ivan Hašek). Impas przełamał dopiero ten, po którym nie można było się tego spodziewać. I nie piszemy tego złośliwie.
Miroslav Koubek to prawdziwy nestor. Urodził się w 1951 roku, jako wchodzący w dorosłość człowiek zapamiętał Praską Wiosnę, a trenerską pracę rozpoczął w latach 80. ubiegłego wieku. W czeskiej ekstraklasie poprowadził zespoły łącznie 308 razy, ale zdobył tylko jedno trofeum - mistrzostwo Czech z Viktorią Pilzno w 2015 roku. Chwilę po tym, jak po raz pierwszy obcował z kadrą - był trenerem reprezentacji do lat 19.
W latach 2016-18, już w seniorskiej drużynie narodowej, pełnił funkcję asystenta Karela Jarolíma. Po raz trzeci do struktur federacji dołączył tuż przed Bożym Narodzeniem ubiegłego roku. Zatrudnienie Koubka na baraże o mistrzostwa świata okazało się strzałem w dziesiątkę. Prażanin wykonał zadanie i na MŚ - przynajmniej na chwilę - znajdzie się na ustach wszystkich.
Wraz z początkiem spotkania z Koreą Południową 74-latek zostanie najstarszym szkoleniowcem, jaki kiedykolwiek poprowadził drużynę na mundialu. Rekord przetrwa jednak tylko do 14 czerwca. Wówczas pobije go Dick Advocaat, 78-letni selekcjoner Curacao.
Koubkowi nie tylko udało się to, co nie udawało się nikomu przez 20 lat. Awans na mistrzostwa świata wywalczył z reprezentacją, o której mogliby pomarzyć kibice Ekstraklasy. Z 15 zawodników, którzy wystąpili w finale baraży, aż ośmiu to przedstawiciele rodzimych klubów. Z 26 piłkarzy zabranych na mundial aż 17 gra na co dzień w czeskiej lidze. W kadrze jest więcej zawodników ze Slavii Praga (10) niż z zagranicznych klubów. Gdzie występują czescy ambasadorowie?
Wspomniany już wyżej podstawowy bramkarz Kovár to zawodnik PSV Eindhoven, zaś jednym z jego zmienników będzie golkiper Sportingu Braga Lukáš Horníček. Silną grupę stanowi tercet z Hoffenheim: obrońcy Robin Hranać i także wspominany Coufal oraz napastnik Adam Hložek.
Kapitanem reprezentacji jest obrońca spadkowicza Premier League - Wolverhampton Wanderers - Ladislav Krejčí. Największe gwiazdy kadry: pomocnik Tomáš Souček i napastnicy Patrik Schick i Pavel Šulc, także grają zagranicą - w West Hamie, Bayerze Leverkusen i Olympique Lyon.
To dzięki tej grupie, wyselekcjonowanej i ułożonej przez Koubka, Czesi zaledwie dziewięć miesięcy po klęsce z Wyspami Owczymi (1:2) jadą na mistrzostwa świata. Los był dla nich łaskawy. Trafili do względnie wyrównanej grupy. Najpierw zmierzą się z Koreą Południową (12 czerwca, godz. 4:00 polskiego czasu), a następnie z Republiką Południowej Afryki (18 czerwca, 18:00). Na koniec zmagań grupowych zagrają z pełnymi entuzjazmu gospodarzami - Meksykiem (25 czerwca, 3:00).
Szansa na wyjście z grupy jest więc realna. Co odważniejsi czescy kibice mogliby marzyć o tym, by nawiązać do czasów świetności czechosłowackiej piłki. Jeszcze przed rozpadem państwa Czechosłowacy dwukrotnie zdobywali medal światowego czempionatu. W 1934 roku w finale przegrali z Włochami, a w 1962 roku - także w meczu o złoto - ulegli Brazylii. Kto wie? Być może to drugie spotkanie w zaciszu praskiego domu oglądał 11-letni Miroslav Koubek...