Sport.pl+

Betonoza na szczycie. Dlaczego mundiale zawsze wygrywają te same drużyny?

SOCCER-USA/
Caean Couto / IMAGN IMAGES via Reuters Connect

Brazylia, Argentyna, Niemcy, Francja, Hiszpania i Anglia jako członkowie stali. Portugalia i Holandia jako wieczni pretendenci. I grono członków rotacyjnych, których szklanym sufitem jest półfinał. Czy na horyzoncie widać kogoś, kto może wywrócić hierarchię reprezentacyjnej piłki?

Często narzeka się, że Liga Mistrzów jest nudna, bo ciągle wygrywają te same zespoły. O tym, że piłkarskie mundiale są nieciekawe, fani nie mówią jednak praktycznie nigdy. Co cztery lata zasiadają głodni święta, zastanawiając się, kto tym razem okaże się najlepszy. Często nawet się nie orientując, że obracają się w puli tych samych nacji. W 34 sezonach Ligę Mistrzów wygrało 15 drużyn. 22 edycje mistrzostw świata - osiem. To o 18 proc. mniejsza różnorodność niż w najważniejszych klubowych rozgrywkach w Europie. W przeddzień startu mundialu dziś również faworyta szuka się wśród tych, którzy już kiedyś wznosili trofeum.

Hiszpania nowym mistrzem

Piłkarski panteon reprezentacyjny wbrew pozorom nie jest wyryty w skale. Hiszpanie są w nim przecież stosunkowo nowi. Jako jedyni pojawili się tam dopiero w XXI w. Choć ich triumf z 2010 roku był jedynym w ostatnich 76 latach przypadkiem, by przebrnęli ćwierćfinał mundialu, wciąż są widziani wśród kandydatów do zwycięstwa. Bo już raz udowodnili, że potrafią. Podobnie przez lata było z Anglikami. Teraz są podstawy, by traktować ich bardzo poważnie, bo w dwóch kontynentalnych turniejach z rzędu dochodzili do finałów. Wciąż mają jednak mniej mundialowych medali od Polski. Ale triumf z 1966 roku daje im podstawy, by celować najwyżej.

Przed Hiszpanią do wąskiego grona potęg weszła Francja, która pierwszy triumf zanotowała w ostatnim turnieju XX w., a w tym stuleciu powtórzyła sukces w 2018 r. A oprócz tego grała też w dwóch przegranych finałach. Co prowadzi do wniosku, że mistrzostwa świata niedawno były jeszcze bardziej hermetyczne. Przez czterdzieści lat między 1954 a 1994 rokiem wygrywały je tylko Brazylia, Argentyna, Włochy, Niemcy lub Anglia. Wielkie znaczenie miały też kwestie geograficzne. Hiszpanie jako pierwsi Europejczycy wygrali mundial poza swoim kontynentem. Z kolei ostatni raz turniej w Europie drużyna z Ameryki Południowej wygrała w 1958 roku. Inne kontynenty w decydującej rozgrywce się nie liczą. Na turnieju może grać 48 drużyn, a wszystko i tak sprowadza się do rozgrywki Brazylii i Argentyny z Europą Zachodnią.

Przebity szklany sufit

Są jednak symptomy demokratyzacji mundiali. Sześć turniejów rozgrywanych w tym wieku wyłoniło sześciu różnych mistrzów. Oprócz Hiszpanii do finałów doszły też dwie drużyny, które wcześniej nigdy nie sięgnęły po tytuł. I o ile Holandia w historii mundiali ma zarezerwowaną rolę pięknego przegrywa, o tyle Chorwacja z 2018 roku była już na tym poziomie zjawiskiem zupełnie nowym. Nie tylko sama w sobie, jako drużyna, której nigdy tak wysoko nie było, ale też jako przedstawiciel Europy Południowo-Wschodniej. Wcześniej drużynie z tej części świata udało się dotrzeć maksymalnie do półfinału.

Zobacz wideo Łukasz Piszczek ambasadorem Sport.pl+

Bramy półfinału po raz pierwszy sforsowali też przedstawiciele innych kontynentów – Azjaci w 2002 roku za sprawą Korei Południowej oraz Afrykanie za sprawą Maroka z poprzedniego mundialu. Po pierwsze medale sięgnęły Belgia i Turcja. Po czterdziestu latach do najlepszej czwórki wróciła Portugalia. Choć akurat niespodzianki, objawienia i czarne konie dochodzą zwykle właśnie do półfinałów. O ile pierwsze i drugie miejsca przypadają zwykle tym samym potęgom, o tyle wśród brązowych medalistów da się już znaleźć nacje mniej oczywiste, jak Szwecja, Chile, czy… Polska.

Małe wielkie nacje

Pierwszym tropem w poszukiwaniach nieoczywistego zwycięzcy mundialu powinny być wyniki najświeższych turniejów kontynentalnych. Na początku tego roku wyłoniono nowego mistrza w Afryce. Na boisku wygrał Senegal, po fakcie przyznano walkower Maroku, które wygląda na najsilniejszą drużynę kontynentu. Ma sukcesy w kadrach młodzieżowych, dobrych piłkarzy szkolonych w różnych europejskich krajach i doświadczenie przebicia szklanego sufitu trzy i pół roku temu. Jan Urban w rozmowie ze sport.pl to właśnie tę drużynę wskazał jako czarnego konia mistrzostw. Choć według rankingu Elo minimalnie silniejszy jest Senegal.

W Europie mistrzostwa sprzed dwóch lat przyniosły finałowe starcie dwóch wielkich potęg, czyli Hiszpanii z Anglią, co sugeruje, by w kontynentalnej hierarchii nie spodziewać się przewrotu. W półfinałach grały Francja i Holandia, w ćwierćfinałach jedynymi mniej oczywistymi uczestnikami były Szwajcaria i Turcja. Trudno jednak widzieć w nich kandydatów do medali. Jeśli ktoś z Europy miałby dołączyć do grona potęg na miarę mistrzostwa świata, to najprędzej małe, ale tradycyjnie silne piłkarskie nacje, czyli Holandia i Portugalia. Zwłaszcza w przypadku drużyny z Półwyspu Iberyjskiego dziwi, że mimo licznych świetnych pokoleń i tytułu mistrzów Europy zgarniętego w 2016 roku, na mundialach już od 60 lat i czasów Eusebio nie udało się sięgnąć po medal. Jeśli gdzieś szukać nieoczywistego wygranego z Europy, najprędzej tam.

Zmiana hierarchii

A jeśli nie z Europy, historia i logika każą spoglądać w stronę Ameryki Płd. Ostatnie dwie edycje Copa America wygrała Argentyna, ale podczas najnowszej, z 2024 r., ciekawie ułożyła się hierarchia za jej plecami. Brazylia odpadła już w ćwierćfinale, a podium zajęły Kolumbia i Urugwaj. Także eliminacje do tegorocznego mundialu pokazały, że na kontynencie dochodzi do przetasowań, bo Brazylia awansowała dopiero z piątego miejsca, dając się wyprzedzić właśnie Urugwajowi, Kolumbii, a także Ekwadorowi. Według rankingu Elo Kolumbia i Ekwador należą w tej chwili do dziesięciu najsilniejszych nacji świata, gdzieś na poziomie Portugalii i Holandii.

Historia uczy, by przy mundialach nie lekceważyć kwestii geograficznych. Gospodarze miewają łatwiej. Ostatni turniej był wyjątkowo udany dla reprezentacji azjatyckich, które wcześniej nieźle zaprezentowały się też w 2002 roku. Teraz szansę skorzystanie z wiatru niosącego gospodarzy dostaną Amerykanie, Kanadyjczycy i Meksykanie. Żaden z tych krajów nigdy nie zdobył mistrzostwa świata, a tylko Amerykanom podczas pierwszej edycji udało się dotrzeć do półfinału. Dziś na najsilniejszy z tego grona wygląda Meksyk, zwycięzca Złotego Pucharu CONCACAF z 2025 roku, klasyfikowany w drugiej światowej dziesiątce. A to pułap, z którego jednak trudno marzyć o wygrywaniu turniejów. Sukcesem byłoby samo przełamanie klątwy 1/8 finału, której Meksykanie nie przebrnęli od 40 lat, gdy… poprzednio organizowali mundial.

Wybrzeże bogate w talent

Najdawniej, bo w 2023 roku, odbyły się ostatnie mistrzostwa Azji. Triumfował w nich Katar, wygrywając w finale z Jordanią, która zadebiutuje teraz na mundialu. Piłkarskie rankingi nie pozostawiają jednak złudzeń, że żadnej z tych drużyn nie można rozpatrywać pod kątem potencjalnej sensacji turnieju. Gospodarze poprzedniego mundialu są pod koniec pierwszej setki światowej hierarchii, Jordania klasyfikowana jest poniżej Polski. Najsilniejszą drużyną z Azji powinna być Japonia, której szacowany poziom jest zbliżony do Belgii, czy Chorwacji. A jak wiadomo z poprzednich turniejów, drużyny o takiej mocy, przy odrobinie szczęścia mogą zamieszać w strefie medalowej.

W dniu startu mistrzostw niewiele jednak wskazuje na przełom na szczytach światowej hierarchii. Pierwsze cztery miejsca rankingu FIFA zajmują kraje, które już kiedyś zdobywały mistrzostwa świata, a wśród najwyżej sklasyfikowanych z dalszego szeregu są potęgi kontynentalne jak Holandia i Portugalia. Spojrzenie na jakość aktualnych kadr, także każe zwrócić uwagę na Portugalczyków, którzy według wycen Transfermarktu jako jedni z zaledwie czterech uczestników turnieju przekraczają łączną wartością kadry miliard euro. Przywiozą więc drużynę naprawdę naszpikowaną gwiazdami. W pierwszej dziesiątce są też Norwegowie, jadący na mundial po raz pierwszy w XXI wieku, za to od razu ze złotym pokoleniem, a z innych kontynentów na pierwszy plan wybija się Wybrzeże Kości Słoniowej, którego zawodnik jest wart średnio 20 milionów euro. Dla porównania przeciętna wycena reprezentanta Polski wynosi niespełna dziewięć milionów.

Nowa formuła, nowy mistrz

Niewykluczone, że nowy system mistrzostw będzie jednak sprzyjał niespodziankom. Wprawdzie zwycięzca będzie musiał rozegrać mecz więcej niż w poprzednich edycjach, co powinno utrudniać drogę potencjalnym rewelacjom. Więcej drużyn będzie jednak eliminowanych w systemie pucharowym. O ile dotąd połowa uczestników jechała do domów już po fazie grupowej, o tyle tym razem będzie to tylko 1/3. 32 zespoły, które przetrwają pierwszą fazę, aż do finału będą się już bić w systemie pucharowym. A przy jednym meczu i nieprzewidywalności futbolu, może się zdarzyć wiele.

Przy poprzednich zmianach formuł często dochodziło do wyłonienia zupełnie nowych zwycięzców. W 1998 roku, gdy pierwszy raz na mistrzostwa pojechały 32 zespoły, debiutancki triumf zaliczyła Francja, 44 lata wcześniej to samo wydarzyło się z udziałem Niemców po powiększeniu liczby uczestników do 16 drużyn. Jedynie poszerzenie do 24 drużyn z 1982 roku nie przyniosło rewolucji, choć i wówczas Włosi nie byli naturalnym faworytem. Mundial wygrali po 44 latach oczekiwania.

Dziś z dyżurnego grona kandydatów najdłużej na tytuł czekają Anglicy. Ich triumf byłby puentą doskonale pasującą do historii mundiali: z jednej strony niezwykły triumf po dekadach oczekiwania. Z drugiej: znów zwycięstwo kogoś z wąskiego grona. Futbol, jak Rada Bezpieczeństwa ONZ, ma członków stałych i rotacyjnych. Rotacyjni zmieniają się na najniższych miejscach podium. Na najwyższym zawsze ląduje jednak członek stały.

Artykuły Powiązane

Wczytywanie kolejnego artykułu...