Sport.pl+

"Złote pokolenie" w końcu przełamało klątwę. To może być "czarny koń" mundialu

Maroko - Norwegia
BRAD PENNER / IMAGN IMAGES via Reuters

Ich ostatni występ na dużym turnieju pamiętać może tylko jeden zawodnik z obecnej reprezentacji - miał wtedy... 10 lat. Udział w tegorocznym mundialu to dla Norwegii tak wielka sprawa, że listę powołanych ogłaszał sam król.

Alarm w całej Norwegii. Dzwoni ogromny dzwon z godłem kraju, po chwili na ekranie pojawia się król Harald V, który wygłasza orędzie do narodu. Kamera pokazuje różne części kraju, ludzi przy pracy. Król mówi m.in. o 28-letnim wyczekiwaniu, tworzeniu się piłkarskiej drużyny z zawodników pochodzących z różnych środowisk, o wartościach narodu i kibicach zjednoczonych we wspólnej radości. Na ekranie pojawiają się kolejne nazwiska piłkarzy: Haaland, Sorloth, Nusa, Nyland, Odegaard, Ajer, Aursnes i wiele więcej. Tak właśnie swoją kadrę na nadchodzące mistrzostwa świata przedstawiła reprezentacja Norwegii. 

Od jednego szeregu z Maltą do ogrywania Brazylii z Ronaldo

Futbol w Norwegii nigdy nie był sportem numer jeden. Jak wszystkie dyscypliny drużynowe, stał w cieniu sportów zimowych. Norwegowie mają najwięcej medali w historii zimowych igrzysk (447). Jednak nawet w kategorii drużynowej piłka nożna, choć oczywiście bardzo popularna, nie dostarczała kibicom wielu sukcesów. Tu brylowała piłka ręczna, przede wszystkim kobiet (Norweżki to m.in. trzykrotne mistrzynie olimpijskie i czterokrotne mistrzynie świata). 

Norwegowie owszem, debiutowali na mundialu w tym samym roku co Polska, czyli w 1938 (1/8 finału i porażka 1:2 z Włochami), jednak po II wojnie światowej o udziale w dużym turnieju długo nie było mowy. Jeszcze w eliminacjach do mundialu w 1986 roku losowani byli z ostatniego koszyka, w towarzystwie m.in. Malty i Luksemburga.

Nowe życie norweskiego futbolu rozpoczęło się w latach 90. Ole Gunnar Solskjaer jest tu oczywiście nazwiskiem, które do głowy przychodzi w pierwszej kolejności. To legenda Manchesteru United, strzelec decydującego gola w słynnym finale Ligi Mistrzów z 1999 roku Bayern Monachium - Manchester United (1:2). Jednak także np. Tore Andre Flo czy były trener Legii Warszawa Henning Berg w swoich karierach uzbierali tyle meczów w angielskiej Premier League (138 i 275), ile polski piłkarz mógł wówczas co najwyżej obejrzeć w telewizji. Efekty? Pierwszy po wojnie awans na mundial w 1994 roku (Norwegia w eliminacjach dwa razy pokonała m.in. Polskę), a potem kolejny, w 1998 roku. Wiele na nich nie zdziałali, ale w 1998 wyszli z grupy (1/8 finału), w której pokonali 2:1 późniejszych wicemistrzów świata, czyli Brazylię z Rivaldo i Ronaldo Nazario w składzie. 

Zobacz wideo Rewolucja w życiu Mai Chwalińskiej. Tego jeszcze nie przeżyła

Niespełniona obietnica i początek klątwy. Norwegia błysnęła, zamiast zacząć świecić

Był jeszcze premierowy awans na Euro 2000. Tam też szału nie było, Norwegowie zajęli trzecie miejsce w grupie z Hiszpanią, Słowenią oraz Jugosławią (wówczas złożoną już tylko z Serbii i Czarnogóry). Jednak regularna gra na dużych turniejach sugerowała, że Norwegia przeistoczy się w stałego bywalca takich imprez. Nic z tego, zamiast nowej ery rozpoczęła się koszmarna seria.

W tym czasie odbyło się 12 wielkich piłkarskich turniejów - sześć mundiali i sześć mistrzostw Europy. Oglądaliśmy na nich wiele "nieoczywistych" reprezentacji. Na Euro 2004 zagrała Łotwa, na mundialu 2006 debiutowały m.in. Togo oraz Trynidad i Tobago. Polska w końcu przełamała niemoc i pierwszy raz w dziejach wystąpiła na Euro w 2008 roku. W RPA w 2010 roku zobaczyliśmy nawet Koreę Północną, a w 2018 roku do Rosji pojechała Panama. Norwegia zaś obchodziła się smakiem raz za razem. Nie pomagali tacy piłkarze jak Morten Gamst Pedersen (ponad 250 meczów w Premier League), John Carew (gole we wszystkich ligach Top 5 poza niemiecką) czy triumfator Ligi Mistrzów 2005, legenda Liverpoolu, John Arne Riise. 

"Złote pokolenie" z trudnym początkiem

Nie pomogło też pierwsze od 1987 roku zatrudnienie selekcjonera spoza Norwegii. I to nie byle kogo, bo Larsa Lagerbacka. Szwed prowadził kadrę swej ojczyzny przez prawie dekadę (2000-2009), a potem doprowadził małą Islandię do ćwierćfinału Euro 2016. Nawet on nie potrafił jednak wprowadzić Norwegii ani na mundial w 2018 roku, ani na Euro 2020. Pomimo że już wtedy zaczynało się formować coś, co dziś Norwegii przynosi sukcesy. 

Mowa o prawdopodobnie najlepszym pokoleniu, jakie norweska piłka kiedykolwiek widziała. U Lagerbacka regularnie zaczął grać Martin Odegaard, "talent stulecia", który w latach 2018-2020 zaczął wreszcie stabilizować się grając na wypożyczeniach w Vitesse Arnhem i Realu Sociedad, po wielkim niewypale, jakim okazały się przenosiny do Realu Madryt. Dzis jest kapitanem Arsenalu. U Lagerbacka zdążył też zadebiutować Erling Haaland (Manchester City), którego strzelecki talent eksplodował w sezonie 2019/20. Później, gdy kadrę przejął już Stale Solbakken (w 2020 roku), coraz więcej Norwegów stabilizowało swoją pozycję w klubach z lig top 5. Może nie w tych topowych, jak Odegaard i Haaland. Jednak jaki kraj niebędący w ścisłej czołówce narzekałby np. na Sandera Berge, środkowego pomocnika grającego w Premier League, budującego swoje nazwisko w Bundeslidze prawego obrońcę Juliana Ryersona czy króla strzelców ligi tureckiej 2019/20 Alexandra Sorlotha (obecnie Atletico Madryt)? 

Nazwiska nie grają, a Norwegia nie umiała zdjąć klątwy. Do czasu

Problem? Nadal nikt nie potrafił poskładać drużyny na tyle sprawnie, by Norwegowie choć dostali się na duży turniej. Eliminacje do mundialu 2022 to trzecie miejsce w grupie za Holandią oraz Turcją. Za to eliminacje do Euro 2024 to jeszcze większy dramat. Tylko 11 punktów w ośmiu meczach i sromotna klęska. Do drugiej w grupie A Szkocji Norwegowie stracili 6 pkt. Frustracja była ogromna, a Stale Solbakken miał szczęście, że nie został zwolniony. Selekcjoner Norwegów dobrze zna smak gry na mundialu i Euro jako piłkarz, bo występował na mistrzostwach świata 1998 oraz Euro 2020. Jako trener nie był jednak w stanie dać swej piłkarskiej ojczyźnie tego, czego pragnęła. 

Padały już hasła o przekleństwie, mówiono, że Euro 2000 już na zawsze pozostanie tym "ostatnim razem". Ale Solbakken, po niepowodzeniu w eliminacjach Euro 2024, najwyraźniej znalazł wreszcie sposób, by zmaksymalizować potencjał norweskiej drużyny. Choć jeszcze po zepsutych eliminacjach do Euro dostał jeszcze łomot 1:5 od Austrii w meczu Ligi Narodów. To właśnie wtedy wiele osób zaczęło się domagać jego dymisji. 

- Były dwa takie momenty. Eliminacje do Euro 2024, kompletnie nieudane, a także porażka w Lidze Narodów z Austrią. Zwłaszcza po niej kibice domagali zwolnienia Solbakkena, spora część dziennikarzy też. Dlatego właśnie związek piłkarski w Norwegii jest dużym wygranym awansu na mundial, bo działacze zachowali zimną krew. Posłuchali też piłkarzy, bo Solbakken miał i ma pełne poparcie zawodników - tłumaczy Paweł Tanona, ekspert w temacie skandynawskiej piłki. 

W Polsce do dziś czasem wspomina się porażkę kadry Adama Nawałki 0:4 z Danią jako mecz, od którego zaczęło się to, co złe. U Norwegów podobne lanie od Austriaków dało efekt odwrotny. To był kubeł lodowatej wody, który wszystko zmienił. Wszak Skandynawowie wygrali tamtą grupę Ligi Narodów, w której poza Austrią (z którą wygrali rewanż u siebie 2:1) były też Słowenia i Kazachstan. Zdołali awansować do Dywizji A oraz załatwić sobie lepszy koszyk w losowaniu eliminacji do mundialu 2026, bo przeskoczyli z trzeciego do drugiego. Oznaczało to tylko jednego naprawdę mocnego rywala, a nie potencjalnie dwóch.

Dała przykład nam Norwegia, jak wyciągać wnioski

Norwegowie w eliminacjach uniknęli Francji, Hiszpanii, Niemiec czy Anglii. Zamiast tego trafili na Włochów, którzy w ostatnich latach wyraźnie osłabli. I wybrańcy Solbakkena przeszli przez eliminacje jak burza: osiem meczów, osiem zwycięstw, bilans bramkowy 37:5. Na taki dorobek strzelecki złożyło się m.in. 11:1(!) i 5:0 z Mołdawią, 1:0 i 5:0 z Estonią, 5:0 i 4:2 z Izraelem, a Włochów Norwegowie potraktowali bardzo podobnie, jak słabeuszy, bo wygrywali z Italią 3:0 u siebie i aż 4:1 na wyjeździe. Gwiazdy w końcu ułożyły się w konstelację, która przerwała 26 lat czekania na duży turniej, a 28 lat na mundial. 

- Od przegranego meczu z Austrią zmienił się styl Norwegów. Zaczęli grać bardziej pragmatycznie, przestawili się na futbol bezpośredni. Wcześniej kadra Solbakkena chciała grać efektownie, mieć wysokie posiadanie piłki. Od tamtego momentu znaleźli złoty środek. Potrafią utrzymać się przy piłce, zagrać w ataku pozycyjnym, ale jednocześnie, gdy sytuacja tego wymaga, nie mają problemu z cofnięciem się i grą z kontry. Dysponują zresztą świetnymi skrzydłami i dwoma wieżami w postaci Haalanda oraz Sorlotha w polu karnym. Do tego imponują przygotowaniem fizycznym. W niedawnym sparingu ze Szwecją (3:1) była przepaść między nimi a rywalami - wyjaśnia przemianę Norwegów Paweł Tanona. 

- W trakcie przegranych eliminacji do Euro wytworzył się kręgosłup drużyny. Solbakken od lat stawia na sprawdzone nazwiska, wkomponowując umiejętnie nowych piłkarzy. Drużyna nie jest obecnie w trakcie przemiany pokoleniowej, bo ona się już w większości dokonała. Dzięki temu też jest doskonała atmosfera, sami zawodnicy podkreślają, że im się po prostu bardzo chce na kadrę przyjeżdżać - dodaje ekspert.

Dlatego właśnie Norwegowie ogłosili swój skład z tak wielką pompą. Wspomniany przez nas film z udziałem króla to niejedyne, czym zachwycili, bo tuż przed wyjazdem za ocean zorganizowali też sesję zdjęciową, na której piłkarze przebrani byli za armię wikingów. I to nie na zasadzie: hełm z rogami (których swoją drogą prawdziwi wikingowie nie nosili) oraz jakiś miecz, tylko pełny rynsztunek, stylizowany na dawne czasy. To był jasny sygnał dla świata: oni nie zmierzają do USA, Meksyku i Kanady, by odhaczyć trzy mecze i pokazać jedynie - "Hej, my nie tylko na nartach". Oni chcą walczyć o pełną stawkę. Co jest możliwe, bo nie bez przyczyny to właśnie Norwegia wymieniana jest jako potencjalny czarny koń turnieju.

Wielkie gwiazdy i młodzi gniewni. Takiej Norwegii jeszcze nie widzieliśmy

Martin Odegaard zdobył z Arsenalem mistrzostwo Anglii i przede wszystkim wyleczył się, bo zdrowie w minionym sezonie było jego wielkim problemem. Erling Haaland to klasa sama w sobie. Julian Ryerson (Borussia Dortmund) to autor 15 asyst w minionych rozgrywkach Bundesligi. Sorlothowi wchodzenie często z ławki nie przeszkodziło w strzeleniu dla Atletico Madryt 13 goli w La Liga i sześciu w Lidze Mistrzów. Do tego tercet młodych, widowiskowo grających skrzydłowych: Antonio Nusa (21 lat, RB Lipsk), Oscar Bobb (22 lata, Fulham), Andreas Schjelderup (22 lata, Benfica Lizbona).

Do kadry przed mundialem wrócił też jeden z dawnych liderów środka pola, Fredrik Aursnes. Nie było go dwa lata, zrezygnował po porażce w eliminacjach do Euro 2024. Jednak gdy przed mundialem zaproponował, że może wrócić, nikt na niego nie był obrażony. Solbakken od razu powołał pomocnika Benfiki, a w czerwcowych sparingach ze Szwecją (3:1) i Marokiem (1:1) Aursnes grał od 1. minuty. 

Obrona poza Ryersonem wygląda nieco blado przy bogactwie w ofensywie, ale Kristoffer Ajer regularnie grał w angielskim Brentfordzie, tak jak Leo Ostigard w Genoi i Torbjorn Heggem w Bolonii. Kłopotem może być za to bramka. Gdy golkiper Bodo/Glimt Nikita Haikin otrzymał w kwietniu tego roku norweskie obywatelstwo (z pochodzenia jest Rosjaninem), w pierwszym meczu po tym fakcie zawalił dwa gole. Pojawiły się wówczas żarty, że bramkarz z norweskim paszportem nie może być dobry.

Norwegowie też mają swoją lewą obronę

Nawet jeśli polska bramka nie jest teraz tak mocna, jak jeszcze niedawno, Norwegowie z pewnością chętnie pożyczyliby Kamila Grabarę czy Łukasza Skorupskiego. Wygląda na to, że ich bramkarzem nr 1 będzie, tak jak przez całe eliminacje, 35-letni Orjan Nyland, rezerwowy w Sevilli (siedem spotkań w minionym sezonie). Alternatywy? Sander Hangvik, który nie gra w HSV Hamburg i w reprezentacji też (nie zadebiutował jeszcze) oraz Egil Selvik. Ten akurat broni regularnie w Championship, w Watfordzie, ale Solbakken i tak woli Nylanda, który rozegrał w kadrze już ponad 70 spotkań.  

- To się od lat nie zmienia: obrona i bramka to słabsze ogniwa, ale przede wszystkim właśnie obsada bramki. Nyland to typ golkipera, który kilka strzałów wybroni, po czym nagle popełnia koszmarny błąd. Podczas eliminacji, poza meczami z Włochami i wyjazdowym z Izraelem, praktycznie nie miał pracy. Na mundialu może być różnie, bo Francuzi oraz Senegalczycy trochę sytuacji będą mieć, więc znak zapytania jest ogromny. Praktycznie za każdym razem, gdy piłka leci w stronę norweskiej bramki, pojawia się obawa, czy Nyland czegoś nie odwali - mówi Tanona. 

Czarny koń musi przeskoczyć wysokie przeszkody. Ekspert tonuje nastroje

Jeśli więc norweska obrona z bramkarzem nie zawalą, drużyna ma szansę napisać wspaniałą historię na mundialu. Choć los od razu powiedział bardzo poważne "sprawdzam", bo  już w grupie Norwegów czeka bardzo duże wyzwanie. Irak powinni pokonać bez większego trudu, ale poza tym trafili na wspomniane Francję oraz Senegal. Ewidentna grupa śmierci, nawet jeśli trzecie miejsce też może dać awans (ale potem piekielnego rywala w 1/16 finału, bo trzeci zespół grupy I może wpaść np. na zwycięzcę grupy L, gdzie są Anglia i Chorwacja, czy triumfatora grupy K, z Portugalią i Kolumbią). 

- Staram się tonować nastroje. Zwłaszcza w zagranicznych mediach wytworzył się entuzjazm wobec Norwegów. Oczywiście, to jest drużyna, która może postawić się każdemu, ma ogrom jakości w pomocy i ataku. Trochę gorzej jest jednak z tyłu, a wiadomo, że tytuły zdobywa się zwłaszcza obroną. Grupa jest trudna, bo Francja - wiadomo, Irak to mecz-pułapka, a z Senegalem też będzie bardzo trudno. Norwegia rozegrała sparing z Marokiem (1:1) i to był dla nich pierwszy od 13 lat mecz z drużyną z Afryki. Rodzi się więc pytanie o brak doświadczenia turniejowego i specyfikę grania z zespołami z innych kontynentów. Stać ich na wiele, ale jest sporo znaków zapytania. Ja cel minimum ustaliłbym na poziomie wyjścia z grupy - ocenia norweskie szanse Paweł Tanona. 

Obecne pokolenie norweskich piłkarzy nie grało na dużym turnieju. Nawet w ich kadrze na mundial tylko jeden zawodnik, wspomniany bramkarz Orjan Nyland, może pamiętać Euro 2000 (miał wtedy 10 lat, a z pozostałych najstarsi tylko 5). Teraz jednak to oni mają szansę, by dać się zapamiętać i zainspirować kolejne pokolenia norweskich zawodników, by ten kraj na kolejny duży turniej nie musiał znów czekać prawie 30 lat. Norwegia rozpoczyna mundial w nocy z 16 na 17 czerwca, o północy czasu polskiego zmierzy się z Irakiem. 

Artykuły Powiązane

Wczytywanie kolejnego artykułu...