Rewelacja mundialu w 2022 roku kontra potencjalny czarny koń nadchodzących mistrzostw świata. Tak można było postrzegać sparing między Maroko a Norwegią. Północnoafrykański zespół został cztery lata temu pierwszą reprezentacją z Afryki w strefie medalowej mundialu. Ostatecznie zajęli 4. miejsce, ale ich osiągnięcie i tak było wielkie. Tym razem też można było ich postrzegać jako kandydatów do niespodzianki. Marokańczycy zmienili co prawda selekcjonera na 3 miesiące przed turniejem, Mohamed Ouahbi zaczął pracę w marcu tego roku. Przy czym u nich to już chyba norma, bo w 2022 roku było prawie tak samo (wówczas 4 miesiące przed).
Norwegowie za to przejechali się po rywalach w eliminacjach do mundialu. Grupę z Włochami, Izraelem, Estonią i Mołdawią skończyli z kompletem ośmiu zwycięstw oraz bilansem bramkowym 37:5. W tym roku sparingi szły im różnie. W marcu przegrali 1:2 z Holandią i zremisowali 0:0 ze Szwajcarią. Za to 1 czerwca pokonali bardzo pewnie Szwedów 3:1. Starcie z Marokiem było zarówno dla nich, jak i dla ich rywali finałową próbą przed mistrzostwami. Rozgrywaną już w USA, a konkretnie w New Jersey.
Pierwsza połowa była dość zaskakująca. Norwegowie spisali się w niej naprawdę słabo. Mieli problem z konstruowaniem ataków, a Marokańczycy bardzo skutecznie ograniczali ich ofensywne zapędy. Sami zaś grali ze znacznie większym polotem. Przykład? Pojawił się bardzo szybko, bo już w 8. minucie Maroko prowadziło 1:0. Stało się tak na skutek kilkudziesięciometrowego rajdu Eza Abde w kontrze. Skrzydłowy Realu Betis dograł w pole karne do Brahima Diaza, a że obrońcy byli za daleko od pomocnika Realu Madryt, to ten uderzył płasko, w dolny róg bramki i skutecznie!
Norweskie kłopoty zmaterializowały się pod postacią utraty gola. Odpowiedź? Próżno było takowej szukać. Skandynawowie oddali tylko jeden celny strzał i to słaby, niewidoczny był m.in. Erling Haaland. Za to w 39. minucie powinno było być 2:0, ale Ez Abde zmarnował idealne podanie od Diaza i w polu karnym uderzył nad poprzeczką. Mimo to Marokańczycy prowadzili do przerwy 1:0, choć humory mieli niezbyt dobre. Wszystko przez zejście z urazem Noussaira Mazraouiego, a co więcej, na przerwę z kłopotami zdrowotnymi schodził też Abde (i nie wrócił po przerwie). To dwaj piekielnie ważni zawodnicy tej kadry i utrata tuż przed mundialem któregokolwiek z nich byłaby straszna dla Maroka.
Norwegowie na początku drugiej połowy wzięli się w końcu nieco do pracy. Andreas Schjelderup, który wszedł z ławki w przerwie, cztery minuty po pojawieniu się na boisku przegrał pojedynek sam na sam z Bono. Choć nawet gdyby do siatki trafił, to gol nie zostałby uznany, bo podający mu Haaland był wcześniej na spalonym. Nie okazało się to jednak punktem zwrotnym w grze Skandynawów. Już w 57. minucie Orjan Nyland ratował ich po strzale Brahima Diaza, a potem cały zespół miał szczęście, że dobitka głową El Aynaouiego skończyła na bramce, a nie w niej.
Na dłuższy czas emocje kompletnie ostygły, obie drużyny grały nieco ospale. Jednak fanów na stadionie w Harrison w New Jersey pobudził w końcu Oscar Bobb. Norweski skrzydłowy w 75. minucie wbiegł z piłką w pole karne, minął obrońcę, po czym znalazł podaniem Martina Odegaarda, a ten płaskim uderzeniem doprowadził do wyrównania! Ustalił jednocześnie wynik meczu, bo to było tak naprawdę godne odnotowania zdarzenie w tym spotkaniu.
Na mundialu jako pierwsi do boju ruszą Marokańczycy. W nocy z 13 na 14 czerwca równo o północy czasu polskiego zmierzą się z Brazylią. W ich grupie są też Szkocja i Haiti. Za to Norwegowie poczekają do nocy z 16 na 17 czerwca, gdy również o północy zagrają z Irakiem. Poza tym ich przeciwnikami będą również Francja oraz Senegal.