Zarówno dla USA, jak i dla Niemców ten sparing był ostatnią próbą sił przed rozpoczęciem mistrzostw świata. Poprzednie mecze towarzyskie obie ekipy rozegrały w niedzielę 31 maja. Amerykanie pokonali wówczas Senegal 3:2. Niemcy z kolei bez problemu rozbili byłego rywala Polaków w walce o mundial, czyli Finlandię i wygrali 4:0. Było to jeszcze w Europie, a konkretnie w Moguncji. Tym razem nasi zachodni sąsiedzi testowali swoją formę już na amerykańskiej ziemi w Chicago. Wyszli zresztą na USA mocnym składem, bo w pierwszej jedenastce znaleźli się m.in. Florian Wirtz, Joshua Kimmich czy Kai Havertz.
Tenże skład zaczął bardzo mocno. Już w 2. minucie dośrodkowanie Kimmicha z rzutu wolnego trafiło prosto na głowę Havertza w polu karnym, a ten niepilnowany nie dał szans bramkarzowi. Niemcy szybko zamroczyli rywala, a niedługo później mogli go mieć na deskach, bo Havertz ponownie trafił do siatki. Przy czym tym razem w momencie podania od Leroya Sane był na spalonym. Amerykanie musieli szybko wyłączyć tryb "panika" i uspokoić grę. To im się udało. Próbowali nawet kilka razy zagrozić, ale bez celnego strzału. Aż w końcu nadeszła 37. minuta.
To właśnie wtedy absolutnie fenomenalnego gola zdobył Antonee Robinson! Lewy obrońca Fulham dopadł na 20. metrze przed polem karnym do piłki wybitej po rzucie rożnym i nie zastanawiał się ani chwili. Huknął z woleja lewą nogą, trafiając prosto w okienko niemieckiej bramki. Cudowne trafienie, a Olivier Baumann nie miał najmniejszych szans tego wybronić! Gospodarze odrobili straty, a jeszcze przed przerwą powinni byli prowadzić. Jednak w 42. minucie Sergino Dest w znacznie łatwiejszej sytuacji niż ta, którą miał Robinson nie trafił nawet w bramkę (przesadził z siłą i posłał piłkę nad poprzeczką).
Po przerwie jedni i drudzy wzięli się do pracy. Amerykanie mieli świetną końcówkę pierwszej połowy i starali się iść za ciosem. W 49. minucie Baumann zatrzymał Christiana Pulisica w sytuacji sam na sam. Jednak nawet gdyby tego nie zrobił, Niemców uratowałby spalony. Za to w 57. minucie Amerykanów nie uratowało nic. Mogliby sami tego dokonać, ale żaden z obrońców nie kwapił się do wybicia piłki. Zamiast tego biernie patrzyli, jak w ich polu karnym Havertz wystawia do Leroya Sane, a ten płaskim, precyzyjnym strzałem załatwia koledze asystę w zestawie do wcześniejszego gola. Niemcy mieli ponowne prowadzenie, a gospodarze pretensje do siebie nawzajem.
Goście przejęli inicjatywę, a Amerykanom potrzebny był kolejny impuls, by jeszcze tu powalczyć. Niekoniecznie aż tak efektowny, jak gol Robinsona, ale jakikolwiek. Mogli im go dać Joe Scally oraz Brenden Aaronson, jednak w obu przypadkach ich uderzenia bronił Baumann. W samej końcówce jedni i drudzy grali już w bardzo zmienionych składach. W zespole USA niezmieniony pozostał tylko bramkarz, a u Niemców bramkarz oraz obaj stoperzy. Ostatecznie potyczka rezerwowych nie przyniosła goli, co oznaczało, że to nasi zachodni sąsiedzi dowieźli wynik 2:1 i zapewnili sobie nieco lepsze humory przed mistrzostwami świata.
Oba zespoły mogą wyczekiwać teraz na pierwszy mecz na turnieju. Szybciej w bój ruszą Amerykanie, którzy w sobotę 13 czerwca o 3:00 w nocy czasu polskiego (z 12 na 13) zagrają z Paragwajem. Poza nimi w grupie D są też Australia oraz Turcja. Niemcy dzień później o 19:00 zmierzą się z Curacao. W ich grupie E są także Wybrzeże Kości Słoniowej i Ekwador.