Jakiż to byłby mundial, gdyby środowisko piłkarskie nie robiło kibiców w balona

Michał Kiedrowski
Pamiętacie słynny wywiad Florentino Pereza? Prezes Realu zagroził, że "jeśli nie wprowadzimy Superligi, w 2024 wszyscy będziemy martwi". Po mistrzostwach świata w Katarze można odpowiedzieć: czekamy.

Przyszłość piłki nożnej mieni się barwami narodowymi. Mistrzostwa świata w Katarze pokazały to w całej pełni. Łzy płynęły po policzkach największych piłkarzy globu. Robertowi Lewandowskiemu, bo spełnił dziecięce marzenia o strzeleniu gola dla Polski na mundialu. Cristiano Ronaldo i Neymarowi, bo z mistrzostw świata odpadli zbyt szybko i swoich snów nie zrealizowali. Czy potrzeba większych dowodów, że gra w narodowych barwach, choć nie przynosi wysokich dochodów jak występy klubowe, to dużo więcej niż sukcesy z Realem czy Barceloną? 

Zobacz wideo

Obrzydliwy mundial okazał się wspaniały

I to też czują kibice. FIFA z lubością rozpisuje się na swoich stronach o rekordach oglądalności, jakie bije mundial. Sukces Maroka przyciągnął przed ekrany ponad 100 milionów kibiców krajach arabskich i północnej Afryki. Sukcesy Japonii i Korei poniosły się po dalekowschodniej Azji. Amerykanie też milionami oglądali swoich, choć pora meczów była wybitnie do tego niesprzyjająca. 

Kupiony przez Katarczyków mundial, okupiony ofiarami wśród ludzi przy nim pracujących, po raz pierwszy rozgrywany późną jesienią, zagrożony bojkotem kibiców, okazał się najlepszym w historii. Impreza, która budziła obrzydzenie, okazała się lekcją, że mecze drużyn narodowych to najważniejsza cześć piłki nożnej i nie można ich spychać na margines. 

A mistrzostwa świata w Katarze są tego spychania na margines przykładem. Zawodnicy większości drużyn przyjechali na nie z marszu. Bez przygotowań, szlifowania taktyki na zgrupowaniach. Bo klubom szkoda było oddać choćby dwóch weekendów drużynom narodowym. Najlepszy turniej w historii wyszedł niejako przez przypadek. Nikt się na niego specjalnie nie szykował.

A teraz wyobraźmy sobie, że środowisko piłkarskie przestaje robić kibiców w balona

A teraz wyobraźmy sobie, że mistrzostwa świata potraktowane by został poważnie przez środowisko piłkarskie. Tak poważnie, jak zasługują na to kibice, którzy je oglądają. Poważnie, czyli piłkarze przyjechaliby na nie wypoczęci, przygotowani fizycznie i taktycznie. Czyż nie tak powinien wyglądać mundial - najważniejsza impreza czterolecia? Nie czterolecia! Impreza życia, bo dla wielu piłkarzy to jedyna okazja w karierze, by wystąpić w meczu przed publicznością, jakiej nie ma żaden finał Ligi Mistrzów czy El Clasico. Bo każdy mecz mundialu bije wszystkie inne pod tym względem. Mam nadzieję, że kiedyś doczekam tak poważnie potraktowanego mundialu. 

Oglądając kilka poprzednich – mniej więcej od 2002 r. – miałem poczucie, że kibice przez tzw. środowisko piłkarskie są robieni w balona. Piłkarze przyjeżdżali na mundial zmaltretowani 50+ meczami w sezonie, z przygotowaną najprostszą taktyką, bez radości w grze. Na zgrupowaniu, jeśli było, chodziło o to, by piłkarzy po sezonie odbudować, a nie żeby do najważniejszej imprezy w życiu przygotować. Słynne "w trzy dni nie nauczę i nie oduczę piłkarzy gry w piłkę" Czesława Michniewicza, mógł przez te lata powtarzać każdy selekcjoner. 

Superliga? Na szczęście wielkie kluby przespały moment

Był nawet taki moment, gdzie wydawało się, że rozbuchane rozgrywki klubowe przykryją spychaną na margines piłkę reprezentacyjną. Boom płatnej telewizji, który przyniósł klubom na zachodzie Europy gigantyczne przychody, spowodował, że powstały tzw. wielkie kluby, którym zamarzyło się podporządkowanie sobie całego futbolu. Superliga to nie jest pomysł sprzed półtora roku, gdy został oficjalnie ogłoszony. To projekt, który rozwijał się co najmniej lat 20. Na szczęście pomysłodawcy przespali najlepszy moment na jego powołanie. Szarża z kwietnia 2021 r. była spóźniona. Hasło "chciwość jest dobra" już nie urzekało swoją bezczelnością. Nadszedł kryzys finansowy, a potem pandemia i stare paradygmaty przestały obowiązywać.  

A głodnych kawałków, którymi częstował słuchaczy prezes Realu Florentino Pereza, nikt nie kupił. Ba, można mieć wrażenie, że po deklaracji: "Superliga ma uratować futbol. Jeśli jej nie wprowadzimy, w 2024 wszyscy będziemy martwi", wielu kibiców na świecie z utęsknieniem czeka, żeby się spełniła. Gdy się posłucha głosów ze świata, to się okaże, że coraz więcej ludzi uważa, iż czas skończyć z sytuacją, gdy reszta świata odgrywa służebną rolę wobec kilku tzw. wielkich klubów z zachodu Europy. 

Make mundial great again - można powiedzieć.

Więcej o:
Copyright © Gazeta.pl sp. z o.o.