Rzuty karne zadecydowały o wszystkim. Brazylijski koszmar na MŚ

Wielka Chorwacja! Wicemistrzowie świata wrócili z zaświatów w dogrywce i po rzutach karnych wyeliminowali Brazylię. Zagrają w półfinale mundialu. Wielkim bohaterem został bramkarz Dominik Livaković.

Murowanym faworytem tego starcia była Brazylia, której analitycy "Opta" dawali 79% szans na awans do następnej fazy turnieju. Chorwacja natomiast przed spotkaniem była największym "underdogiem" wśród ćwierćfinalistów - 21%. Większe prawdopodobieństwo wygranej dawano nawet Maroku z Portugalią. Selekcjoner "Canarinhos" Tite nie zmienił w składzie nic po rozgromieniu 4:1 Republiki Korei. Natomiast Zlatko Dalić dokonał dwóch korekt personalnych. Barisicia i Petkovicia zmienili Sosa oraz Pasalić.

Zobacz wideo Ta reprezentacja potrzebuje wymiany pokoleniowej

Pierwsza połowa według planu Chorwatów. Zamknięte boki, ospała Brazylia

Początek meczu był bardzo zamknięty. Obie drużyny były świadome, że każda bramka może być na wagę awansu, a pierwszy gol ustawi to spotkanie. Niespodziewanie w pierwszym kwadransie to Chorwacja kontrolowała wydarzenia boiskowe poprzez utrzymanie się przy piłce, czy wysoki pressing, który dał kilka odbiorów na połowie rywala. Brazylia nie potrafiła narzucić swojego sposobu gry.

Problemy "Canarinhos" oglądaliśmy przez całą pierwszą połowę. Ich gra była bardzo ospała, a tempo rozegrania akcji zatrważająco niskie. Przypominało to Hiszpanów w starciu z Marokiem. W pierwszej odsłonie meczu oddali trzy celne strzały, ale wszystkie zza pola karnego i w środek bramki. Nie stworzyli praktycznie żadnego zagrożenia pod bramką Dominika Livakovicia. Wszystko opierało się na pojedynczych indywidualnych zrywach Viniciusa czy Neymara, których i tak było mało.

Były piłkarz Juventusu podsumował Grabarę. Były piłkarz Juventusu podsumował Grabarę. "Absurdalne. To wiele o nim mówi"

W pierwszych trzech kwadransach imponował za to Josip Juranović, prawy obrońca reprezentacji Chorwacji, który jeszcze kilkanaście miesięcy temu grał w Legii Warszawa. Przeprowadził on kilka indywidualnym rajdów prawą stroną, parę razy odebrał piłkę Viniciusowi. W grze wicemistrzów świata z 2018 roku podobać się mógł również środek pola. Tercet Modrić-Brozović-Kovacić miał przewagę w tej strefie boiska. Pierwsza połowa przebiegła zdecydowanie według planu Chorwatów, którzy zablokowali boki.

Livaković wyrastał na zawodnika meczu

Przez pierwsze pięć minut po zmianie stron "Canarinhos" zrobili więcej niż przed przerwą. Dobrą akcję zakończoną zamieszaniem w polu karnym przeprowadził Raphinha, a kilka sekund później świetną sytuację miał Neymar, ale zamiast zagrać na jedenasty metr do stojącego przed bramką Viniciusa, oddał strzał z pół obrotu.

Kilka minut później lider "Canarinhos" miał jeszcze lepszą okazję do zdobycia bramki po podaniu Richarlisona, ale jego próbę z lewej nogi obronił Livaković, który dobrze skrócił kąt. Brazylia mocno zaznaczyła swoją obecność w pierwszym kwadransie drugiej połowy, ale to były jedynie momenty. Po godzinie gry Neymar miał aż trzy celne strzały.

Czesław Michniewicz w TVP Sport screenTo dlatego Michniewicz nie wytrzymał. "Pięć minut wcześniej byłem w szatni"

Kolejny moment miała w 66. minucie, gdy piłka w zamieszaniu i po odbiciu się od obrońców Chorwacji, spadła pod nogi Paquety, ale po raz kolejny lepszy okazał się golkiper rywali. Livaković wyrastał na zawodnika meczu. To nie była "joga bonito" w wykonaniu Brazylii, jak w starciu z Koreą, ale coraz dłużej i częściej zamykali wicemistrzów świata na własnej połowie. Tego brakowało w pierwszej odsłonie. W 70 minucie "Squawka" podzieliła się ciekawą statystyką - Livaković ma już w tym meczu więcej interwencji (6), niż Alisson dotychczas w całym turnieju (5).

W 76. minucie mieliśmy kopię sytuacji sprzed kilkunastu minut. Znów Neymar otrzymał dobre podanie w pole karne, szukał strzału między nogami Livakovicia, ale 27-latek nie dał się pokonać. Był już w transie. Druga połowa toczyła się już pod duże dyktando Brazylii, Chorwacja z upływem czasu miała coraz większe problemy z wyjściem z kontrą.

Myślisz Chorwacja - mówisz dogrywka. Przebłysk geniuszu

Neymar miał jeszcze jedną szansę, ale przez ostatni kwadrans nie udało się przechylić szali zwycięstwa na swoją korzyść i czekała nas dogrywka. Kolejna w wykonaniu Chorwacji. Mogliśmy się do tego przyzwyczaić już cztery lata temu.

Dodatkowy czas gry to dalsze próby ataków Brazylii. Chorwaci bronili się momentami rozpaczliwie i heroicznie, ale nie pozwalali rywalom na stwarzanie dogodnych sytuacji. W 103. minucie to oni mieli pierwszą piłkę meczową. Petković był sam w pobliżu pola karnego Alissona, ale ograł dwóch obrońców. Dograł do Brozovicia, który przeniósł piłkę nad poprzeczkę. 

Michniewicz KasperczakMichniewicz wskazał, kogo brakuje reprezentacji Polski. "Nie da się go zastąpić"

Szybko to się zemściło. Parę minut później sprawy w swoje ręce wziął, a jakże, Neymar. To był przebłysk geniuszu, na który czekali wszyscy Brazylijczycy. Rozprowadził akcję na klepkę z Rodrygo oraz Pedro, wpadł w pole karne i minął Livakovicia. Z ostrego kąta umieścił piłkę w siatkę. "Canarinhos" oszaleli, a Chorwaci wyglądali na zmęczonych i pogodzonych z losem. Był to 77. gol Neymara dla Brazylii, tyle samo co Pele. Ósmy na mistrzostwach świata.

Gdy wydawało się, że Chorwacja już dogorywa, po raz kolejny objawił się ich niezwykły hart ducha. W 117. minucie Orsić odnalazł w polu karnym Petkovicia. Rezerwowy napastnik oddał zabójczy strzał. Piłka po rykoszecie wpadła do siatki. Czekały nas rzuty karne, w lepszej sytuacji mentalnej była Chorwacja. 

I to się potwierdziło. Wicemistrzowie świata idealnie wykonywali jedenastki, strzelili wszystkie. W Brazylii już na start pomylił się Rodrygo. W czwartej serii w słupek trafił Marquinhos. Chorwacja gra dalej, główny faworyt poza turniejem. Dominik Livaković wielkim bohaterem. Podopieczni Zlatko Dalicia w półfinale zmierzą się ze zwycięzcą starcia Holandia - Argentyna.

Więcej o: