Stop. Tu nie wolno filmować. Tak rosyjski oligarcha bawi się na MŚ w Katarze [WIDEO]

250 mln dolarów. Tyle warty jest jacht Dmitrija Rybołowlewa - rosyjskiego oligarchy, ale też właściciela AS Monaco oraz Cercle Brugge - który podczas mistrzostw świata stacjonuje w Katarze.

Doha, środek dnia, centrum miasta. Kibice leniwie spacerują po ulicach, robią zdjęcia wieżowców, gdzie porozwieszane są podobizny największych mundialowych gwiazd. Niektóre z nich już pojechały do domu, ich drużyny odpadły z turnieju. - Wiesz może gdzie mieszka Messi, Neymar albo Lewandowski? - pyta nas Lan, Koreańczyk, który do Kataru przyleciał za swoją reprezentacją. Ta odpadła w 1/8 finału, po 1:4 z Brazylią. Podobnie jak Polska, która przegrała 1:3 z Francją, ale Lan chyba o tym nie wie. - Lewandowskiego już nie ma w Katarze - słyszy od nas i wraca do robienia zdjęć.

Zobacz wideo Jacht rosyjskiego miliardera stacjonuje w Katarze. Obok statki emira Kataru

Trening i konferencja prasowa Argentyny przed meczem z Holandią"Proszę mnie wpuścić". Sceny w ośrodku Argentyńczyków. I kpiny z Messiego

Po krótkiej wizycie w centrum przenosimy się na drugą stronę zatoki, gdzie na wielkich wycieczkowych statkach - które do Kataru przypłynęły specjalnie na MŚ, by zwiększyć bazę noclegową - mieszkają kibice. A raczej mieszkali, bo w środę wieczorem, w pierwszym dniu bez meczów na MŚ, nawet tutaj trudno poczuć mundialową atmosferę. W większości niewielkich okien w kajutach nie pali się światło. Przy portowej promenadzie cumują luksusowe statki, ale jest także mnóstwo knajp czy restauracji, gdzie również bez problemu można znaleźć wolne miejsca.

- Czy możesz nam powiedzieć, do kogo należy ten jacht? - pytamy Reshama, Nepalczyka, który od razu wita nas szerokim uśmiechem. - To jest jacht Tamima ibn Hamada Al Saniego, emira Kataru. A tam stoi "Katara", jacht jego ojca Hamada ibn Chalifa Al Saniego, który rządził Katarem do 2013 roku - Resham udziela nam krótkiej lekcji historii.

Jacht emira KataruJacht emira Kataru Bartłomiej Kubiak/Sport.pl

Stop. Tu nie można filmować

Hamada i Tamima w Katarze spotkać można wszędzie. Zdjęcia emirów wiszą w galeriach handlowych, na wielkich placach czy pod stadionami. Ich podobizny są nawet w pralniach, taksówkach czy autobusach. Nas interesuje jednak jeszcze jeden jacht, który wciśnięty jest pomiędzy te dwa należące do emirów. - Należy do jakiegoś Rosjanina - mówi Resham i od razu przeprasza, bo niestety nie wie do kogo konkretnie.

Podchodzimy bliżej. - Tu nie można filmować - od razu mówi ochroniarz z amerykańskim akcentem. Postawny blondyn w białej koszuli, czarnych spodniach, z krótkofalówką w ręku. - Czy to jacht, który należy do Romana Abramowicza? - to pierwszy bogaty Rosjanin, który przychodzi nam do głowy. - Nie udzielam takich informacji, przykro mi - ucina dalszą rozmowę i mierzy nas groźnym wzrokiem od góry do dołu.

Rosyjski oligarcha, który pomaga Ukraińcom

Po chwili już wszystko wiemy. Jacht należy do Dmitrija Rybołowlewa. Właściciela AS Monaco oraz Cercle Brugge. To rosyjski oligarcha, który po wybuchu wojny w Ukrainie nie został jednak objęty sankcjami przez Stany Zjednoczone, Wielką Brytanię czy Unię Europejską. Jeszcze cztery lata temu był co prawda na liście departamentu stanu USA jako sprzymierzeniec Władimira Putina, ale sam - przynajmniej oficjalnie - od lat odcina się od Kremla. Co nie znaczy, że jest krystalicznie czysty.

Rybołowlew pochodzi z lekarskiej rodziny. Urodził się w Permie, gdzie sam też skończył studia medyczne. Od początku miał jednak żyłkę do interesów. Jego pierwszym biznesem, który założył jeszcze na studiach - wraz z ojcem, kardiologiem - była firma dostarczająca produkty lokalnym fabrykom leków. To właśnie w ten sposób - jak opowiadał w rozmowie z "Forbesem" - miał zarobić pierwszy milion. A później zarabiał kolejne. Już jako licencjonowany makler, którym został po studiach, kiedy wyjechał na biznesowy kurs do Moskwy. Po dwóch latach wrócił do Permu i zaczął skupować akcje lokalnych firm. W tym Uralkali - producenta nawozów potasowych, z którego Rybołowlew zrobił światowego giganta - zbił na tym prawdziwą fortunę.

Jak to często w Rosji bywa - nie do końca w uczciwy sposób. W 1996 r. Rybołowlew nawet trafił do więzienia po tym, jak został oskarżony o współudział w morderstwie dyrektora konkurencyjnej firmy. Za kratkami spędził 11 miesięcy. Oczyścił się z zarzutów, w czym bardzo pomógł mu Borys Jelcyn. Ówczesny prezydent Federacji Rosyjskiej, z którym Rybołowlewowi było zdecydowanie bardziej po drodze niż w kolejnych latach z Władimirem Putinem.

W 2010 roku sprzedał udziały Uralkali, po czym na stałe wyjechał z Rosji i przeniósł się do Monako. Tutaj kupił sobie klub piłkarski, ale robił też dalej ciemne interesy. W 2016 r. jego nazwisko pojawiło się przy okazji afery Panama Papers. Dziennikarze "Sueddeutsche Zeitung" podkreślali wtedy, że Rosjanin jest idealnym przykładem jak ukrywać duży majątek. Konkretnie dzieła sztuki, do których ukrycia Rybołowlew - podczas burzliwego rozwodu z żoną - wykorzystał firmę zarejestrowaną na Wyspach Dziewiczych.

Jego nazwisko pojawiło się także przy okazji afery Football Leaks, kiedy wyszło na jaw, że wraz z agentem piłkarskim Jorge Mendesem próbował dla własnych korzyści manipulować cenami piłkarzy (m.in. Fabinho). Rybołowlew wielokrotnie temu zaprzeczał, argumentując, że doniesienia publikowane na jego temat we francuskiej i europejskiej prasie "zawierają fałszywe informacje i wiele nieścisłości".

Cezary KuleszaAfera wokół reprezentacji Polski. Kulesza zabrał głos. Waży się przyszłość Michniewicza

Ostatni raz głośno o nim było w marcu, gdy dwa tygodnie po wybuchu wojny wsparł finansowo monakijski Czerwony Krzyż i zadeklarował chęć pomocy poszkodowanym cywilom w Ukrainie. Nie podano jaką kwotą, ale 56-letni Rosjanin - posiadający także cypryjskie obywatelstwo - w zestawieniu "Forbesa" z 2021 roku zajmuje 391. miejsce na liście najbogatszych ludzi na świecie, które pewnie byłoby wyższe, gdyby nie kosztowny rozwód z żoną Jeleną.

Rybołowlew, który w trakcie mundialu obchodził 56. urodziny, jest nie tylko fanem piłki nożnej, ale też kolekcjonerem sztuki i drogich jachtów. Jeden z nich o wartości ćwierć miliarda dolarów - "Anna", nazwany imieniem jego najmłodszej córki - zacumowany jest właśnie teraz w Katarze. W honorowym miejscu, bo pomiędzy jachtami dwóch emirów, co możecie zobaczyć w dołączonym do tekstu materiale wideo. Zapraszamy do oglądania.

Więcej o: