Michniewicz wyjaśnia "aferę premiową". "Kwoty podawali zawodnicy"

Selekcjoner reprezentacji Polski Czesław Michniewicz był gościem programu "Halo Katar" w TVP Sport, gdzie rozmawiał z Jackiem Kurowskim m.in. o aferze premiowej. - Temat "wirtualnej" premii zamknęliśmy jak najszybciej. W rozmowie między mną, a Robertem nie padła żadna kwota. Mówiliśmy o procentach - stwierdził selekcjoner.

Dla reprezentacji Polski mundial zakończył się na 1/8 finału, gdzie lepszy od Biało-Czerwonych okazał się aktualny mistrz świata - Francja. Nadszedł czas podsumowań i w programie "Halo Katar" w TVP Sport gościem Jacka Kurowskiego był selekcjoner reprezentacji Polski Czesław Michniewicz

Zobacz wideo Polską kadrę po mundialu w Katarze czeka przebudowa. Czy z Czesławem Michniewiczem u sterów?

Michniewicz odniósł się w studiu między innymi do afery premiowej, czyli do sytuacji związanej z premią obiecaną przez premiera Mateusza Morawieckiego za wyjście z grupy na mundialu w Katarze i awans do 1/8 finału, która miała wynosić od 30 do 50 milionów euro. Według medialnych doniesień, podział premii miał doprowadzić do kłótni na zgrupowaniu, między innymi pomiędzy kapitanem Robertem Lewandowskim a selekcjonerem Czesławem Michniewiczem. 

Selekcjoner potwierdził to, co mówił rano w "Radiu ZET". - Premier obiecał, że jak wyjdziemy z grupy, to być może przyleci do do Kataru. Niestety nie mógł tego zrobić i nie poznaliśmy konkretnej kwoty. (...) Pan premier, zanim wszedł na salę, spotkał się ze mną. Pytał o samopoczucie, stan zdrowia zawodników i stwierdził, że obieca zawodnikom nagrodę, jeśli wyjdą z grupy, ale nie chciałby precyzować. Mnie to nie obchodziło, bo to tak, jak rozmawianie o wygranie szóstki w Lotto. Nie było żadnych przepisów, deklaracji, pism. Kwota duża, przyznaję. Dlatego nie zajmowaliśmy się nią do meczu z Argentyną, nikt nie był pewny awansu - mówił Michniewicz (cytaty za Meczyki.pl). 

Trener Biało-Czerwonych zdradził to, co wydarzyło się na wspominanej często kolacji po meczu z Argentyną, a także odprawie, na której miały być rozmowy pomiędzy piłkarzami oraz sztabem na temat premii. 

Piotr Zieliński, Robert Lewandowski oraz Czesław MichniewiczLewandowski zadzwonił do Michniewicza po wybuchu afery. Długa rozmowa

- Zawodnicy pytali mnie w żartach, czy premier dzwonił. Mówiłem, że nie dzwonił, ale pisał. My poświęciliśmy na to łącznie, przy kolacji, chwilę. Później wróciliśmy do tego na odprawie - powiedziałem, jak sytuacja wygląda, że premier ostatecznie nie przyjedzie. Nieprawdą jest to, że mój asystent, Kamil Potrykus, prosił o numery kont. Taka sytuacja nie miała miejsca. Chcieliśmy wiedzieć, ile osób liczy cała reprezentacja. Okazało się, że, razem z szerokim sztabem, to 65 osób - kontynuował, przecząc jakiemukolwiek konfliktowi z Robertem Lewandowskim.

- Podkreślam – temat "wirtualnej" premii zamknęliśmy jak najszybciej. W rozmowie między mną, a Robertem nie padła żadna kwota. Mówiliśmy o procentach. Mówię to z całym przekonaniem – słuchają mnie zawodnicy i kapitan. Robert udzielił też dzisiaj wywiadu, w którym powie to samo - podsumował Michniewicz. 

Na koniec selekcjoner kadry dodał, że prezes PZPN Cezary Kulesza przez długi czas nie wiedział o propozycji premiera Mateusza Morawieckiego, a później, gdy już się o tym fakcie dowiedział, nie miał większych pretensji, w związku z czym doniesienia o konflikcie na linii prezes - selekcjoner są przesadzone. 

- Prezesa Kuleszy nie było na kolacji z premierem Morawieckim. Proszę go w to nie mieszać, bo ten temat go w ogóle nie interesował. Później, tak jak sam mówił w mediach, nie miał do nas żadnych pretensji z tego powodu - zakończył. 

Więcej o: