"Proszę mnie wpuścić". Sceny w ośrodku Argentyńczyków. I kpiny z Messiego

Bartłomiej Kubiak
- Nawet niespecjalnie chce mu się kopać piłkę - komentowali dziennikarze, ale na czwartkowym treningu śledzili każdy ruch Leo Messiego. A wcześniej szczelnie wypełnili też salę konferencyjną, gdzie rozmawiali z Lionelem Scalonim i Alexisem Mac Allisterem.

- Proszę mnie wpuścić, jestem dziennikarzem z Argentyny - wymachiwał akredytacją Enrique Gianinno. Nie był jedyny, bo przy wejściu do sali konferencyjnej tłoczyli się dziennikarze z całego świata. - Spokojnie, wszyscy wejdziecie. Ale zróbcie na razie miejsce i przepuście oficjalnych nadawców - prosiła obsługa.

Zobacz wideo Tak wygląda katarski sklep z sokołami. Przywiązane, łapane do siatek. Rozrywka bogaczy

Cezary KuleszaAfera wokół reprezentacji Polski. Kulesza zabrał głos. Waży się przyszłość Michniewicza

Z tym "wszyscy wejdziecie" to akurat w przypadku Argentyny bywało różnie. Kiedy na konferencji prasowej przed meczem z Arabią Saudyjską (1:2) pojawił się Leo Messi, część dziennikarzy nie została wpuszczona. A ci, którym udało wepchnąć się do środka, stali na schodach i zajmowali każdy wolny centymetr.

Mac Allister: To jest dopiero wzruszające i piękne

Teraz aż takich tłumów nie było, ale w czwartek na konferencji nie było także Messiego. - Co robiłem osiem lat temu, kiedy Argentyna w półfinale MŚ grała z Holandią? Siedziałem w domu, razem z rodziną. To był bardzo dobry mecz. Podobał mi się. Teraz sam gram na MŚ. I to jest dopiero wzruszające i piękne - mówił Alexis Mac Allister, strzelec gola w meczu z Polską (2:0), jedno z największych pozytywnych zaskoczeń w ekipie Argentyny na tym mundialu.

Po nim do sali konferencyjnej wszedł Lionel Scaloni. - Mieliśmy wczoraj zamknięty trening. Nie wiem, skąd to wiesz - dziwił się selekcjoner Argentyny, gdy pytany był o to, czy to prawda, że Rodrigo De Paul i Angel Di Maria w środę nie ćwiczyli z zespołem, a ich występ przeciwko Holandii jest zagrożony. - Prawda jest taka, że po meczach zawsze są zawodnicy, którzy trenują indywidualnie lub z mniejszymi obciążeniami. Tak też było tym razem - tłumaczył Scaloni i zapewniał, że na piątkowy mecz wszyscy będą gotowi.

Czesław Michniewicz i Bartosz BereszyńskiBereszyński nie ma złudzeń po MŚ w Katarze. "Może za sto lat?"

Messi wyszedł na końcu. "No w końcu, jest..."

- No w końcu, jest... - rzucił brytyjski dziennikarz, gdy zobaczył na boisku Messiego. Argentyńczyk na jednym z dwunastu treningowych boisk, które znajdują się na terenie katarskiego uniwersytetu w Dosze, pojawił się dokładnie o 16.58. Do treningu miał jeszcze dwie minuty. Nie spóźnił się, ale też się nie spieszył, bo wyszedł z szatni jako jeden z ostatnich. Większość jego kolegów - w tym Di Maria i De Paul, o których wcześniej pytali argentyńscy dziennikarze - byli już na murawie.

- Nawet niespecjalnie chce mu się kopać piłkę - komentowali dziennikarze, ale i tak śledzili każdy jego ruch. 52 kamery, przynajmniej dwa razy tyle aparatów i blisko pół tysiąca osób na trybunach. Głównie dziennikarzy, fotoreporterów, ale też ludzi z obsługi, z ramienia FIFA. Plus do tego kilkunastu ochroniarzy, którzy też nie mogli się powstrzymać - wyjmowali telefony, od razu robili zbliżenia na Messiego, by jeszcze wyraźniej uwiecznić każdy jego ruch.

Messi na czwartkowym treningu - otwartym dla mediów przez pierwszy kwadrans - nie pokazał zbyt wiele. Kilka razy kopnął piłkę do małej bramki, a później z całą drużyną pograł w dziadka na środku boisku. To były ostatnie zajęcia Argentyny z Holandią, którego stawką jest awans do półfinału. Początek spotkania w piątek o godz. 20.

Więcej o: