Ronaldo tylko się pojawił. Nawet nie musiał nic mówić. Zaczęło się od razu. Szaleństwo

Bartłomiej Kubiak
- Wszystko dobrze, wygraliśmy mecz - rzucił Cristiano Ronaldo, który przemknął przez strefę wywiadów tak samo, jak wcześniej przemknął przez boisko. We wtorek po raz pierwszy od 2006 roku rozpoczął mecz mistrzostw świata jako rezerwowy. Mimo to Portugalia rozbiła Szwajcarię aż 6:1 i teraz w ćwierćfinale zmierzy się z Marokiem, które sensacyjnie wyeliminowało Hiszpanię.

Kolejka była już przy wejściu do mixzony. - Tylko prosimy bez żadnych zdjęć i wideo - przypominała obsługa turnieju, a później sama nie zważała na ten zakaz - też robiła zdjęcia i kręciła filmy, gdy tylko zobaczyła Cristiano Ronaldo. 37-letni Portugalczyk, który we wtorek nie był nawet drugoplanowym bohaterem meczu ze Szwajcarią (6:1), w strefie wywiadów błyszczał i wywołał największe zamieszanie. I nawet specjalnie nie musiał nic mówić.

Zobacz wideo Katarskie metro - przepych, bogactwo i śpiewający kibice, a motorniczego nie ma!

- Co słychać? Wszystko dobrze, wygraliśmy mecz - rzucił na odczepnego. Wystarczyło jednak, że tylko szedł przez kręty korytarz i się nie odzywał, by dziennikarze z całego świata - też robiąc zdjęcia i kręcąc filimy - porzucili w jednym momencie laptopy w kąt i podążali za nim krok w krok. - No to już koniec na dziś. Do następnego razu - śmiała się obsługa, kiedy Ronaldo przeszedł przez całą strefę wywiadów, choć to był w zasadzie dopiero początek rozmów z piłkarzami, bo wcześniej pojawiło się tam tylko dwóch Portugalczyków: Bruno Fernandes i Rafael Leao.

Na rozgrzewce było inaczej

Ronaldo po meczu był w bardzo dobrym nastroju. Ale to samo było w trakcie meczu, choć rozgrzewka wskazywała, że będzie zupełnie inaczej. Realizator wtedy zawsze skupia się na największych gwiazdach, często pokazuje je na bliskim planie. Ale nie tym razem. Tym razem Ronaldo, który dla portugalskich kibiców jest kimś więcej niż tylko wybitnym piłkarzem, w trakcie rozgrzewki był konsekwentnie pomijany przez realizatora. Kamery pokazały go tylko dwa razy, z czego raz już w tunelu - chwilę po rozgrzewce - kiedy mały chłopiec poprosił go o zdjęcie.

W trakcie rozgrzewki cała uwaga skupiona była na Pepe. To on we wtorek przed meczem uznany został za największą gwiazdę w portugalskiej ekipie - w Szwajcarii był to Granit Xhaka - ale to nic dziwnego, bo Fernando Santos we wtorek odstawił Ronaldo od składu.

"Powiedziałem mu, żeby się zamknął"

- Wszystko zostało między nami wyjaśnione - uciął dalszą rozmowę Santos po meczu z Koreą Południową (1:2). To było trzecie spotkanie Portugalii na tym mundialu, w którym Ronaldo schodził z boiska przed czasem. Ale zarazem pierwsze, w którym ściągany był tak wcześnie - już w 65. minucie - bo wcześniej z Ghaną grał do 88., a z Urugwajem do 82. minuty.

To też było pierwsze spotkanie, kiedy po Ronaldo widać było frustrację. Przykładał palec do ust, dyskutował, wyraźnie schodził do szatni rozgniewany i zdegustowany. - Przed zmianą jeden z Koreańczyków zaczął mnie poganiać. Powiedziałem mu, żeby się zamknął, bo nie ma nade mną władzy - tłumaczył Ronaldo swój gniew, ale Portugalczycy i tak wychwycili, że rzucał wyzwiskami także w kierunku Santosa.

Santos we wtorek posadził Ronaldo na ławce, ale po meczu zbagatelizował ten fakt. - Nie mam żadnego problemu z Cristiano. Przyjaźnimy się od lat. Rozmawialiśmy przed meczem ze Szwajcarią, w pełni zrozumiał moją decyzję. To wciąż jest przykład, kapitan i lider tego zespołu - mówił o Ronaldo selekcjoner Portugalii, który w meczu ze Szwajcarią od pierwszej minuty dał szanse Goncalo Ramosowi, 21-letniemu napastnikowi Benfiki, który odpłacił mu się hat-trickiem.

Srzelił hat-tricka, usłyszał nazwisko Ronaldo

Ramos strzelanie zaczął w 17. minucie, kiedy wpadł z piłką w pole karne i uderzył mocno, tuż przy słupku, obok głowy bramkarza. Ronaldo po tym golu nie wyskoczył jako pierwszy z ławki rezerwowych, ale po chwili podbiegł z innymi do narożnika boiska. Klepnął Ramosa w ramię, uśmiechnął się pod nosem i spokojnym krokiem wrócił na swoje miejsce. To nie była wielka radość. A na pewno nie aż tak duża, kiedy cieszył się razem z Pepe. Swoim przyjacielem, kapitanem, też najstarszym zawodnikiem w kadrze Portugalii - w lutym Pepe skończy 40 lat - który w 33. minucie po rzucie rożnym wyskoczył do główki i trafił na 2:0.

Po przerwie - kiedy Portugalia strzelała kolejne gole - Ronaldo nie cieszył się już ani razu aż tak bardzo, jak po trafieniu Pepe. Miał co prawda wówczas znacznie dalej do szwajcarskiej bramki niż w pierwszej połowie, ale mimo to wciąż ściągał uwagę. Dla realizatora był w końcu równie ważny, jak strzelcy - bo na bliskim planie pokazywany był na przemian z Ramosem, Raphaelem Guerreiro czy Rafaelem Leao, który zdobył bramkę, kiedy Ronaldo był już na boisku.

37-latek ściągał we wtorek na siebie uwagę nie tylko telewizji, ale też trybun. Gdy w 67. minucie Gomes ustrzelił hat-tricka, chwilę później kibice na Lusail - największym stadionie MŚ w Katarze - kilka razy głośno wykrzyczeli nazwisko Ronaldo. I chyba też wymusili na Santosie, by wpuścił go na boisko. Zrobił to w 74. minucie, Ronaldo zmienił Joao Felixa. Wtedy wrzawa była jeszcze większa niż po każdej bramce, którą tego wieczora zdobywali jego koledzy.

Ronaldo - choć oddał dwa strzały: jeden zablokowany z rzutu wolnego i jeden celny ze spalonego - przez kwadrans nie pokazał nic wielkiego. A wcześniej Portugalia zobaczyła, że istnieje życie bez niego. I wcale nie jest ono gorsze niż to z Ronaldo, dla którego było to pierwsze spotkanie na MŚ od 2006 roku - wtedy również w 1/8 finału, Portugalia - Holandia - które zaczął na ławce rezerwowych.

Ronaldo, który w kadrze rozegrał właśnie 195. mecz, przed mundialem rozstał się z Manchesterem United. Został pożegnany bez żalu. I wciąż pozostaje bez klubu. Choć wiele wskazuje, że lada moment trafi do saudyjskiego Al Nassr, gdzie roczne jego zarobki wyniosą rekordowe 200 mln euro.

Więcej o:
Copyright © Gazeta.pl sp. z o.o.