Brazylia pojechała do Kataru z jasnym celem, żeby po dwudziestu latach odzyskać tytuł mistrzów świata. Na razie "Canarinhos" zmierzają do tego celu w świetnym stylu. Wygrali grupę, a w 1/8 finału zabawili się z Koreą Południową, wygrywając 4:1, z czego już do przerwy strzelili cztery bramki i przez pozostałe 45 minut kontrolowali przebieg spotkania na stadionie 974.
Cały świat zachwyca się gra Brazylijczyków w meczu 1/8 finału, ale uwagę przykuła także ich charakterystyczna celebracja. Po każdej z bramek piłkarze "Canarinhos" tańczyli i pokazywali całkowity luz na boisku, jakby stawka spotkania w ogóle nie miała znaczenia. Radość i zabawa, którą pokazywali Brazylijczycy, spodobała się wielu osobom, ale nie można do nich zaliczyć Roya Keane'a. Irlandczyk uważa, że tańczenie po kolejnych bramkach jest oznaką braku szacunku dla rywala.
Z innego założenia zdecydowanie wychodzi legendarny Ronaldo, który po poniedziałkowym spotkaniu zszedł do szatni Brazylijczyków, żeby nauczyć się tańczyć, jak jego młodsi koledzy. Instruktorem był Richarlison, który gra w ataku Brazylii i strzelił jedną z bramek przeciwko Korei Południowej.
Więcej takich informacji znajdziesz na Gazeta.pl
Sam Ronaldo wie, co znaczy sięgnąć po mistrzostwo świata. Pierwsze zdobył w 1994 roku, ale wtedy nie rozegrał ani minuty. Prawdziwą klasę "Il Fenomeno" pokazał w 2002 roku, gdy poprowadził Brazylię do piątego tytułu mistrza świata. Brazylijczycy wygrali każde z siedmiu spotkań, a Ronaldo zdobył w nich w sumie osiem bramek. Gola nie zdobył jedynie w ćwierćfinałowym spotkaniu z Anglią, który Brazylia wygrała 2:1. Odbił to sobie w finale z Niemcami, w którym dwukrotnie trafił do siatki Olivera Khana. Teraz jego drogą może pójść Richarlison, który aktualnie ma trzy trafienia na katarskim turnieju.